Szukaj

Południk 21 - trailer

Poprawiane dzienniki

 
 
Dziennik osobisty pisarza (zwany też często dziennikiem intymnym) to taki gatunek literatury, w którym, wedle koncepcji francuskiego badacza Philippa Lejeune’a, nawiązany zostaje między autorem a czytelnikiem swoisty układ zwany „paktem autobiograficznym”. Zasadza się on, w dużym uproszczeniu, na tym, że pisarz stara się szczerze pisać prawdę, ujawnia swe wewnętrzne przemyślenia oraz szczegóły z życia - oddalając pokusę autocenzury oraz autokreacji, natomiast czytelnik przyjmuje – w dobrej wierze – że czytając, rzeczywiście obcuje z niesfałszowanym przekazem. Co więcej, dziennik, w przeciwieństwie do różnych innych typów literatury wspomnieniowej, pisanych z perspektywy czasu, tworzony jest na bieżąco, chwytając chwilę i często prowadzony regularnie, niemal z dnia na dzień.

Dlatego tak bardzo bulwersujące czytelników i wzbudzające ich emocje są przypadki, gdy sam autor lub jego spadkobiercy, przygotowując dziennik do druku, wykraczają poza zwyczajowe poprawianie ewidentnych usterek stylu, przejęzyczeń czy korekt faktograficznych i podrasowują tekst, wprowadzając rozmaite zmiany ingerujące w dawne zapiski, zmieniające ich istotę.

Jednym z najgłośniejszych tekstów, wokół którego wciąż trwają dość zażarte dyskusje o jego faktycznym kształcie, jest „Dziennik 54” Leopolda Tyrmanda. Autor, barwna i emblematyczna postać warszawskiej bohemy wczesnych lat powojennych, miał pisać go w pierwszych miesiącach roku 1954, gdy, po zamknięciu w 1953 roku „Tygodnika Powszechnego”, z którym współpracował, wegetował w stolicy klepiąc biedę i utrzymywał się z dorywczych prac literacko – redaktorskich.
Pierwsze wydanie „Dziennika 54” ukazało się w londyńskim wydawnictwie Polonia Book Fund - Tyrmand wtedy już od piętnastu lat przebywał na emigracji. We wstępie pisał: „niniejsza książka zawiera całość dziennika, nie naruszoną przez względy edytorskie, rozterki moralne, polityczne konieczności, towarzyskie koneksje.”

Tymczasem na okładce znajdowało się zdjęcie karty rękopisu, gdzie tekst był niezgodny z treścią książki w odpowiednim miejscu! Fakt ten zrodził podejrzenie, że Tyrmand drastycznie przerobił oryginalny rękopis dziennika już po wyjeździe z Polski w 1965 roku, a najbardziej radykalni w swych sądach komentatorzy twierdzili wręcz, że książka w całości powstała w USA, gdzie od 1966 jej autor mieszkał. Zwolennicy poglądu o „autofałszerstwie” wskazywali m.in. na obecność kalek z języka angielskiego, błędy stylu czy też rozmaite nieścisłości. Z tych ostatnich najchętniej przywoływany był przykład jednej z bohaterek, szesnastoletniej Bogny, oficjalnie korepetytantki Tyrmanda, a w istocie jego dwa razy młodszej kochanki. W rzeczywistości dziewczyna była sporo starsza i nazywała się Małgorzata lub Katarzyna.

Tadeusz Konwicki, wybitny polski prozaik, który zresztą postać Tyrmanda, oczywiście literacko przetworzoną, uczynił jednym z bohaterów własnej powieści „Wniebowstąpienie”, zwracał uwagę w kilku przeprowadzanych z nim wywiadach, że w wydaniu książkowym „Dziennika 54” pojawiają się omówienia zdarzeń czy faktów, o których autor, gdyby rzeczywiście pisał swój tekst w pierwszym kwartale 1954 roku, nie mógł zwyczajnie wiedzieć. Notabene wypada przypomnieć, że sam Konwicki pojawia się na kartach „Dziennika 54” jako postać negatywna – był wówczas literatem zaangażowanym politycznie po stronie komunistycznej władzy i piszącym utwory w duchu socrealistycznym.

Według Henryka Dasko, biografa autora „Dziennika 54”, liczne zmiany wobec rękopisu miały służyć pisarskiej autokreacji, pokazującej Tyrmanda jako niezłomnego, niezależnego twórcę o niezmiennych antykomunistycznych poglądach (tyle że w latach 50. ukrywanych). Ale jednocześnie na kartach książki refleksji czy analiz politycznych jest niewiele, Tyrmand koncentruje się na estetycznych koszmarach komunizmu, na bolączkach życia codziennego. Poza tym plotkuje, wyzłośliwia się, portretując rozmaitych uczestników życia kulturalnego w kraju w tamtych czasach – np. Zygmunta Kałużyńskiego – krytykuje także ówczesną modę czy styl życia i rozrywek. Dość powiedzieć, że w rękopisie znajduje się nawet umiarkowana pochwała Włodzimierza Ilicza Lenina, której nie znajdziemy już jednak w edycji książkowej.

Publikacja w 1999 roku „Dziennika 54” w wersji oryginalnej, w oparciu o notatki udostępnione przez ostatnią żonę Tyrmanda, Mary Ellen Fox, a przechowywane na Uniwersytecie Stanforda, potwierdziła tezę o daleko idących ingerencjach autora w swój oryginalny tekst, ale sporów, jak w związku z tym należy ów Tyrmandowy dziennik i wprowadzone przez autora przeróbki traktować, nie zamknęła.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 19-05-2016  |   komentarze: (0)

Wiersze majowe

 
 Sen, pożegnanie

Sławkowi

Dobranoc Sen przyjdzie znienacka
Owinie cię ciepłem zapomnienia
Pledem niepamięci Podróżą do krain
nieznanych Będziesz żeglował Będziesz
gdzie indziej Młodym jeśli zechce tak
twoja ukryta jaźń Lub może kimś innym
o jakim marzyłeś Albo przerażonym
odrzuconym pozostawionym Nieznane są
jego wyroki I bezbronna nasza wobec
nich bezbronność


Usprawiedliwienie?

Wrocław Barka na Odrze Z widokiem na Katedrę
oraz Północny Most Młyński Siedzę na jej górnym
pokładzie Piję wino Palę Czytam

Wieje… I cóż z tego że wieje? Ważne jest to co czynimy
(lub nie) Oddalam więc złość na kelnera i irytację na
pogodę (ciepło –zimno zimno – ciepło)

Nigdy nie zrozumiem sportowców polityków żołnierzy
menedżerów oraz tych wszystkowiedzących którzy dążą
do zwycięstwa Co za tyran ten gen rywalizacji

I nie zrozumiem poetów piszących wciąż (oraz gadających)
o swojej twórczości Ach moja poezja to Moja
poezja tamto Siamto

Ponieważ szanuję świat i staram się praktykować miłość
(choć niezbyt wiele o niej mówię) dążę (bez sukcesu)
do milczenia i ciszy… I ciszy

A jednak te wszystkie wiersze rosną we mnie jak cukier w
mojej krwi I żadna wstrzykiwana insulina (czytaj: codzienność)
nie jest w stanie ich zniszczyć


Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 17-05-2016  |   komentarze: (0)

Kunktatorskie manewry Andrzejewskiego

 

Zanim powieść Jerzego Andrzejewskiego ukazała się w wersji książkowej jako „Popiół i diament” w roku 1948, autor wcześniej drukował ją w odcinkach w tygodniku „Odrodzenie” pod tytułem „Zaraz po wojnie”. To była w drugiej połowie XIX i jeszcze XX wieku dość częsta praktyka – najpierw druk w czasopiśmie, a potem publikacja w formie edycji zwartej. Po drodze całkiem nierzadko ulegał zmianie tytuł - np. znana powieść Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem” pierwotnie, gdy była drukowana w odcinkach na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”, nazywała się „Mezalians”.

Krytykom literackim związanym z właśnie umacniającą się wtenczas komunistyczną władzą, a skupionym w piśmie „Kuźnica”, nie bardzo podobała się nowa książka Andrzejewskiego. Prym w atakach na jeszcze odcinkową wersję powieści wiodła demoniczna Melania Kierczyńska, która później, we wczesnych latach 50., dała się poznać jako nieprzejednana i fanatyczna niemal zwolenniczka poetyki socrealizmu w polskiej literaturze.

Kierczyńska, ale też inni, zarzucała Andrzejewskiemu niedostateczne potępienie środowiska AK – owskiego, a także i to, że jego młodzi przedstawiciele – głównie Maciek Chełmicki - są zbyt sympatyczni i odznaczają się głęboką wrażliwością oraz psychologicznym skomplikowaniem. Miała też za złe, że w powieści niedostatecznie przedstawiono poparcie społeczeństwa dla nowej władzy, że postaci PPR-owców są naszkicowane zbyt enigmatycznie – za mało w nich partyjnego entuzjazmu - a sam towarzysz Szczuka, lokalny sekretarz partii, przedstawiony został na wzór ascetycznego chrześcijańskiego świętego. Na dodatek – powieść miała nieść z sobą za mało optymizmu i wiary w nowy lepszy świat budowany wedle komunistycznej ideologii.

Jerzy Andrzejewski, który w tamtych czasach przyjął postawę mocno oportunistyczną i zabiegał o przychylność nowej władzy, wziął sobie owe uwagi głęboko do serca. Przygotowując wydanie książkowe powieści wprowadził liczne korekty – w duchu sugerowanym przez komunistycznych krytyków i recenzentów. Zmienił na przykład cały wątek sędziego Kosseckiego, który podczas pobytu w obozie koncentracyjnym załamuje się, by stać się kapo prześladującym współwięźniów.

W „Zaraz po wojnie” to załamanie jest mu wybaczone, a uzasadnieniem są nieludzkie warunki panujące w obozie, powodujące, że ludzkich czynów w tamtym „innym świecie” – wedle określenia Gustawa Herlinga Grudzińskiego – nie można mierzyć zwykłą miarą. W „Popiele i diamencie” Kossecki – zdemaskowany, mimo wyjaśnień i usprawiedliwień, jakie składa, zostaje przykładnie aresztowany przez funkcjonariuszy milicji obywatelskiej jako zbrodniarz.

Jednak te przeróbki autorskie oraz korekty fabuły i tak nie zyskały uznania w oczach komunistycznych krytyków - także książkowe wydanie powieści, już jako „Popiołu i diamentu” (nagrodzone nb. przez zespół „Odrodzenia”), zostało poddane ostrej krytyce, co doprowadziło do tego, że wystraszony Andrzejewski w pochodzącym z 1950 r. tekście „Notatki. Wyznania i rozmyślania pisarza” złożył samokrytykę i odciął się od przesłań własnej książki.
Wątpliwe praktyki i manewry Andrzejewskiego z własną książką, których celem było ewidentnie przypodobanie nowej władzy, wnikliwie i krytycznie opisał w latach 80. XX wieku Andrzej Werner - znany krytyk i badacz literatury oraz filmu – w tomie esejów „Polskie, arcypolskie”. Wskazał też na rozmaite fałszerstwa polityczno – społeczne.

I tak – w powieści przemilczana jest represyjna działalność NKWD oraz UB wobec społeczeństwa polskiego; więcej – to właśnie AK – owcy sportretowani zostali jako ci, którzy agresywnie zwalczają nową władzę, gdy było wszak całkiem odwrotnie. Dalej – sowieckie wojska są praktycznie nieobecne w pejzażu opowieści, nie ma też jakiejkolwiek wzmianki o niechęci narodu polskiego do instalującej się na sowieckich bagnetach komunistycznej władzy. Co więcej – to właśnie komuniści zostali fałszywie przedstawieni jako siła, dla której w powojennej Polsce nie ma alternatywy. A gdzie – nawet ta legalna – opozycja; choćby PSL Mikołajczykowskie? Bo przecież postAK –owskie powojenne podziemie, w ujęciu Andrzejewskiego, to nie żadna konstruktywna opozycja, co raczej banda nieodpowiedzialnych terrorystów, ulegających wpływom perswazji „burżuazyjnego” londyńskiego rządu, którego celem jest uniemożliwienie odbudowy ojczyzny.

Książkę Andrzejewskiego „uratował” swą adaptacją filmową z 1958 roku Andrzej Wajda. Wyciął w niej liczne wątpliwe wątki powieści, koncentrując się głównie na przedstawieniu dramatu i tragizmu młodego pokolenia AK-owców w powojennej rzeczywistości. I tak powstało jedno z najbardziej znanych dzieł tzw. „polskiej szkoły filmowej”.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 12-05-2016  |   komentarze: (0)

Wcześniejsze wpisy



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl