Serdecznie dziekuję. Do właściwego rozpoczecia remontu jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie. Tymczasem więc zajęcia niezagrożone. A później zrobimy wszystko, by żadna część naszych działań edukacyjnych nie ucierpiała.
Szanowny Gospodarzu, nie wiedziałem --> http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95158,7522169,Muzeum_Literatury_do_remontu.html
Serdecznie gratuluję i życzę powodzenia!
Jeśli można, proszę tylko zachować także w czasie remontu comiesięczne niedzielne spotkania dla małych dzieci, które ruszyły od jesieni, a na które z przyjemnością rodzinnie uczęszczamy :-)
Cieszę się, że wspomniałeś, Szanowny Gospodarzu, o "nieocenionej Bibliotece "Więzi". Rzeczywiście w ostatnich latach meiliśmy wysyp książek Bobkowskiego w tej oficynie, także innych, np. śp. profesora Swieżawskiego (mocarz mediewistyki!). Chciałbym za to tutaj podziękować. Przeglądam czasem pismo "Więź", tu moje odczucia już nie są tak jednoznaczne: porażająca nuuuuda, ostre ziewanko po prostu, dobór tematów jakby ściągnięty z giewu, klepanie wciąż tych samych katolewicowych banałów co w "Obłudniku Powszechnym". Jako katolik, marny, bo marny, ale jednak, jestem tym głęboko zniesmaczony. To wieczne bicie się w piersi, kompleksy wobec autorów o ateistycznej proweniencji, lansowanie polityków niesławnej pamięci Mumii Wolności, do tego feminizm, pytania o celowość celibatu, etc. - nad tym wszystkim unosi się mocno nieświeży zapaszek. Czego? No właśnie, czego? Zaryzykuję tu tezę, że środowisku "Więzi", jak i wielu innym katolickim środowiskom w naszej pojebanej ojczyźnie (zwłaszcza z kręgu KIKów), brakuje jednego: LUSTRACJI. Myślę, że prawidłowo zlustrowane środowisko potrafiłoby zrobić pismo na miarę katolicymu XXI w. A tak na myśl przychodzi mi PAX. Też dobre książki wydawali (świetne nawet), reszta do bani, szkoda nawet o tym pisać.
Jaki tam profesorze. Choć może rzeczywiście trochę za belfersko skomentowałem, nie podziękowawszy wcześniej za zwrócenie uwagi na ciekawy tom listów Bobkowskiego za co się kajam, a odnośniki już podaję:
J. Domański, Tekst jako uobecnienie. Ma co najmniej dwa wydania. Kochanowskiego rozważania nad przekładaniem psalmów można znaleźć tutaj: http://staropolska.pl/renesans/jan_kochanowski/List_do_St_F.html
I jako ciekawostka na koniec fenomenalna wizualizacja działania nowożytnej Res publica litteraria: http://toolingup.stanford.edu/rplviz/
Dziękuję Panie Profesorze. Prosiłbym tylko o podanie adresów bibliograficznych przywołanych tekstów. A nuż ktoś z Gości skorzysta?
Wieszczenie zmierzchu epistolografii jako formy paraliterackiej wobec "zsieciowania się" świata jest tyleż sentymentalne, co nieprawdziwe. Chyba że przyjąć, że z pieczęciami woskowi i gęsim piórem to się dopiero listy pisało. Jakość 'literacka' listu jest zależna tego jako kto potrafi, ma ochotę, potrzebę pisać, nie od medium. W ogóle listy jak forma wymyka się formalistyczno-strukturalistycznym kryteriom 'literackości', czy jak autor sugeruje prawie literackości, niedoliterackości, czy... Sztuka pisania listów w literaturze dawnej (Sł.Lit.Staropolskiej nieobcy jest pewnie autorowi) całkiem pełnoprawnie w obrębie ówczenych (bonae) litterae funkcjonowała. I niedaleko było w zależności od rangi piszącego do subtelnego eseju, że wspomnę tylko Kochanowskiego i Fogelwedera. To co sprawia w moim odczuciu, że na list elektroniczny reagować możemy tak ciepło jak na papierowy, nie leży moim zdaniem wszelako w retorycznej sprawności piszących. I choć nie przeczę, że może ona przeważnie pomagać, ważniejsze się zdaje uobecnienie (pozwolę sobie odesłać do eseju J. Domańskiego) drogiego, intrygującego, krytykującego czy ponowownie afirmującego korespondenta w tekście.
Jarku, dzięki za miłe słowo. Odwzajemniam - też mi się tamto korespondowanie podobało. To, o czym napisałeś, najlepszym dowodem, że jesteśmy jak z muzeum. Co chyba nie jest takie złe... był czas papieru, jest czas krzemu. Tylko polizać nie ma czego ;-) Mam oczywiście na myśli znaczki pocztowe...
Nie, żadnych ukrytych kodów. Zwyczajny zabieg stylistyczny.
Panie Jarosławie, żeby się nie powtarzać używa Pan zamiast ?Andrzej Stasiuk? określenia ?autor ?Taksim??, podobnie jak w poprzednim felietonie używał Pan określenia ?autor ?Rovigo?? zamiast ?Zbigniew Herbert?. Czy stoi za tym przekonanie o wyjątkowości ?Taksim? i ?Rovigo? w dorobku obu literatów, czy też ich wybór jest czysto przypadkowy i równie dobrze mógłby Pan napisać, powiedzmy, ?autor ?Dukli?? i ?autor ?Struny światła???
Ale czy papierow analog jest dla kultywowania tego rodzaju piśmiennictwa konieczny? Oczywiście e-mail z racji umożliwianej szybkości komunikacji nie skłania ani do cyzelowania formy, ani nawet do domyśliwania treści. Jeśli jednak co poniektórym udaje się przed powszechnym zbydlęceniem ocalać pewien rodzaj umysłowości, która kulturę literacką przez wieki tworzyła, to swobodnie może się ona posługiwać nowymi narzędziami do realizowania starych celów. Jeśli tylko będziemy nadal tego chcieli. To samo ma wszak miejsce do pewnego stopnia tutaj - i w notkach, i w komentarzach. A przecież korzystamy z medium podobnego rozmaitym ściekom w rodzaju Onetu etc. Parafrazując McLuhana, powiedziałbym: środek przekazu jest przekazem tylko na tyle, na ile mu sobą rządzić pozwoli nadawca.
O, piękny zapis, mr Gospodarz:-). Jeśli można, pozwolę sobie na prywatę: pamiętam zapach listów niesionych do domu przed otwarciem, ilość i fakturę naklejonych znaczków, to, na czym się całą ową korespondencję pisało: od zwykłych arkuszy białego papieru po odwroty widokówek. Niepowtarzalne. Bezpowrotne. Część konwencjonalnych zapisów listowych po latach mogła być ujęta, a nawet, ściśnięta, że tak powiem, w całość, i wtedy stawała się książką, czasem nawet niejedną i nigdy niegłupią. Oferowała przestrzeń. Mądrość. Dla odróżnienia zapiski netowe same w sobie przypominają ring. Są szybkie, przeważnie głupie, technologia chyba przemogła człowieka. Sprzyjają zaciskaniu pięści. Nie ma w niej kwiatu. Czasem - ogórek:-) Szkoda.