Komentarze do
"Katarzyna Klejnocka gościnnie"

Tym razem na łamach bloga tekst mojej żony. Jest to recenzja książki Olgi Tokarczuk, która miała się ukazać w "Newsweeku", jednak - wskutek "walk frakcyjnych" w redakcji - ostatecznie poszedł tekst Bugajskiego.

"Ekologiczny thriller

W pewnej malowniczej dolinie położonej gdzieś wśród gór Kotliny Kłodzkiej zostają po kolei zamordowani miejscowy małorolny chłop, komendant posterunku policji, ustosunkowany biznesmen oraz proboszcz górskiej parafii. Wszystko wskazuje na to, że czynów tych dokonały... zwierzęta.

Można się było spodziewać, że Olga Tokarczuk napisze w końcu powieść kryminalną (a może raczej rasowy thriller?), skoro już wcześniej stworzyła udatne i przewrotne opowiadanie o zbrodni (“Otwórz oczy, już nie żyjesz”), a zagadka i tajemnica często gościła często na łamach jej prozy. I że będzie to książka oryginalna, świeża, zaskakująca, a także - jak to u tej autorki - z drugim znaczeniowym dnem.

Z pozoru zatem mamy do czynienia z serią zgonów ludzi z lokalnego establishmentu (oprócz przypadku śmierci zdegenerowanego rolnika – ten wygląda na zwykłe zadławienie się kością podczas jedzenia), co samo w sobie sprawia wrażenie porachunków między uczestnikami jakichś ciemnych miejscowych interesów. Ot, efekt działań małej prowincjonalnej mafijki - o takich zdarzeniach informują nas wszak media od czasu do czasu.

Uwikłana w te wszystkie niezwykłe i burzące spokój małej społeczności wydarzenia jest narratorka opowieści – Janina Duszejko. Emerytowana inżynier, trochę rentierka a jednocześnie nauczycielka angielskiego, na pół etatu, w zagubionej wśród wzgórz szkole podstawowej. Kobieta opisująca siebie jako “starą”, ale wciąż nadzwyczaj żywotna, mimo nękających ją rozmaitych – psychicznych i cielesnych – dolegliwości.

Duszejko przypomina trochę inne bohaterki powieści Tokarczuk – Florentynkę z “Prawieku” i Martę z “Domu dziennego, domu nocnego”. Opiekuje się zwierzętami i jest nadzwyczaj wrażliwa na ich los – jak Florentynka – pełna jest też głębokiej wrażliwości oraz mądrości życiowej (jak Marta).

Krajobraz, w kórym dzieje się akcja książki też przypomina nieco wspominane powieści. To region Kotliny Kłodzkiej, miejsce tyleż intrygujące i atrakcyjne krajobrazowo, co nieco na uboczu głównego rytmu życia. Pełne ludzi zapomnianych, wycofanych, nie umiejących sobie poradzić z wyzwaniami współczesności. Kto miał przywilej spotkać Olgę Tokarczuk w jej wiejskim domu położonym niedaleko Nowej Rudy, zauważy liczne podobieństwa tego miejsca do miejsca powieściowego. Zidentyfikuje też rozliczne anegdoty z życia pisarki, jak choćby tę o Dentyście, który – pozbawiony oficjalnie uprawnień – leczy jednak, w sposób na wpół – średniowieczny lokalną ludność.

Sama Janina Duszejko też jakby przypomina nieco samą pisarkę. Jest dziwaczką (tak ją widzą sąsiedzi i nawet nieliczni przyjaciele) układającą horoskopy według skomplikowanej ezoterycznej wiedzy, jest obrończynią praw zwierząt w świecie, w którym dominuje wulgarnie pragmatyczne spojrzenie na kwestie fauny i flory, przejawiające się w czysto funkcjonalnym stosunku do natury. Oznacza to, ni mniej ni więcej, tylko dyktat lokalnego koła łowieckiego, którego członkowie polują brutalnie na zwierzęta zasłaniając się argumentami kontroli nad populacją rozmaitych drapieżników w regionie.

Duszejko staje w obronie zwierząt, jest ekolożką i wegetarianką, która swymi petycjami i działaniami narusza spokój i ład małej wiejskiej społeczności. Przez lokalne władze, a także licznych obywateli gminy uważana jest za odszczepieńca, wręcz wariatkę. O podobnych doświadczeniach wspominała sama Olga Tokarczuk w rozlicznych wywiadach. Wspominała o niezrozumieniu jej empatycznego stosunku do natury, zwłaszcza zwierząt, wśród wiejskich sąsiadów, o okrucieństwie polowań i działań miejscowych kół łowieckich.

Najnowsza powieść Tokarczuk, będąc historią kryminalną czy też raczej swoistym thrillerem, jest też manifestem ideologicznym. W porównaniu do innych książek pisarki odznacza się buntowniczym klimatem i polemicznym nastrojem.

To książka o okrucieństwie ludzi, wymierzonemu przeciwko zwierzętom. Powieść o człowieczej niewrażliwości - głęboko ekologiczna i – w duchu – wegetariańska. Pod pozorem kryminalnej historii, Olga Tokarczuk stara się sportretować ludzki – ale też osobliwie polski – stosunek do natury.

W przeciwieństwie do “Prawieku” oraz “Domu dziennego, domu nocnego” nowa powieść Tokarczuk pozbawiona jest warstwy mitycznej, uwznioślającej rzeczywistość i nasączającej ją niezwykłością. To raczej powieśc satyryczna, pełna gorzkich spostrzeżeń o naturze Polaków u wrót XXI wieku.

I tu objawia się wspominane drugie dno powieści. Janina Duszejko jest tak naprawdę emanacją czystej duchowości (nie bez przyczyny inni bohaterowie historii mylą się i nazywają ją “Duszeńko”). Jest bowiem powieść Olgi Tokarczuk także rozprawą metafizyczną i filozoficzną. Sama autorka – znów w wywiadach – dała do zrozumienia, że nowoczesna powieść kryminalna powinna być czymś w rodzaju pastiszu, ponieważ nie da się dziś obronić tezy, że można napisać rzetelną realistyczną historię kryminalną. Czytelnicy bowiem, są zbyt świadomi i skłonni raczej do szukania gier w pozornie zwyczajnych opowieściach.

W monologach Janiny Duszejko pojawiają się więc rozliczne wątki filozoficzne. Znajdziemy tu pogłosy metafizycznych rozważań o naturze świata (zarówno z ducha buddyjskie jak i manichejskie, gnostyczne). Narratorka historii skłonna jest także do uogólnień, które odnoszą się do oceny kondycji polskiego – choć nie tylko - społeczeństwa: “O kraju świadczą jego Zwierzęta. Stosunek do Zwierząt. Jeżeli ludzie zachowują się bestialsko wobec zwierzat, nie pomoże im żadna demokracja ani w ogóle nic.”

Przy okazji padają też tezy o narodowym charakterze. Polacy, zdaniem pisarki, idącej tu wyraźnie szlakiem Witolda Gombrowicza, nie są w stanie zbudować wspólnoty zogniskowanej wokół jakiegokolwiek integrującego zjawiska:
“Nie, nie, ludzie w naszym kraju nie mają umiejętności zrzeszania się i tworzenia wspólnoty, nawet pod sztandarem prawdziwka {rzecz dotyczy stowarzyszenia grzybiarzy]. To kraj neurotycznych indywidualistów, z których każdy, gdy tylko znajdzie się wśród innych, zaczyna ich pouczać, krytykować, obrażać i okazywać im swoją niewątpliwą wyższość.”.

Mordercą w tej powieści okazuje się co prawda obrońca naturalnego porządku. Ale i tu znajdujemy wyraźny ślad literacki, wiodący nas ku słynnej powieści kryminalnej Agathy Christie “Zabóstwo Rogera Ackroyda”. Wygląda to tak, jakby Olga Tokarczuk, pisząc nadzwyczaj poważną powieść kryminalną, jednocześnie puszczała do nas oko – bo wszystko już było, tylko w innych dekoracjach.
----------------
Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 314"



Treść komentarzy
Autor: KczK

Nie "problemy z rozróżnieniem" tylko zwykłe rozczarowanie. Bo spodziewałem się tu znaleźć jakiś ciekawszy tekst.

 

Również wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Autor: Jaroslaw Klejncki>KczK

Nie kosz, tylko świadectwo. Widzę, że ma Pan podstawowe problemy z rozróżnieniem znaczeń oraz zrozumieniem intencji. Pomimo to - noworoczne życzenia zechce Pan przyjąć.

Autor: KczK

Blog, jako substytut czyjegoś redakcyjnego kosza? Proszę nie żartować z czytelników.

Autor: Jarosław Klejnocki>Macca

Szanowny Panie. Po pierwsze: zapomniałem dodać, że recenzja powstała jeszcze przed moim wpisem (jeno się przeleżała w redakcji, bo tak kombinowali). Więc to raczej ja napisałem po myśli żony. Po drugie: moja żona nie tak znów często pisuje. Po trzecie: zazwyczaj o czym innym niż ja (np. o tzw. wątkach kobiecych, książkach dla dzieci). Po czwarte: jesteśmy dość zgodnym małżeństwem (także intelektualnie), więc i poglądy, opinie, etc. mamy często podobne. Po piąte: mimo Pańskiej uwagi - żona pozdrawia.

Autor: Macca

Panie Gospodarzu. Pana żona już tyle razy pisała po Pana czasie i według Pana myśli, że mam ochotę prosić o następny wątek. Proszę.


Dodaj komentarz



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl