Trochę bym polemizował. Noble to jednak nie bestsellery. W takich kategoriach możnaby doczepić starożytnych autorów mających jakiegoś mecenasa.
Ja bym chciał zwrócić uwagę, że gusty krytyki i publiki mogą się rozjechać z innego powodu niż niedocenienie wybitności. Wydaje mi się, że krytyka literacka bardziej jest wyczulona na nowatorstwo w dziedzinie formy, niż treści. To oczywiście mętna uwaga. I tu moje przykłady Lema i Orwella mają coś do rzeczy. Obaj ci autorzy byli formalnie nienowatorscy, wręcz konserwatywni.
Następnie powstaje pytanie czy polski kanon ma coś wspólnego z kanonem uniwersalnym, czy wręcz przeciwnie. Ja mam wrażenie, że polska kultura - nie tylko literatura - zwłaszcza w wieku XIX podryfowała w kierunku przeciwnym do świata (zachodu), a teraz tak jakby wracała (na swoje miejsce?).
Następnym "problemem" jest rozjazd pokoleniowy. Wieszczowie, jak i następni autorzy bardzo szybko tracili popularność czytelniczą. W następnym pokoleniu stawali się autorami muzealnymi niemalże (?). Kanon jest czymś dziwnym, bo w zasadzie mało kto to czyta.
Jeśli chodzi o dzisiejszych autorów, to chyba całkiem nienajgorzej radzą sobie w tzw. życiu. Dorota miała niezłą "sprzedajność" i film. Jeszcze kilku autorów żyje z pisania (Dukaj, który się nigdzie nie promuje chyba).
Myślałam też o Miłoszu, ale Nobel dał stabilizację na ostatn ie dwadzieścia kilka lat życia - i to już jednak starczego. A wcześniej Miłosz, o czym sam opowiadał, miał we Francji nawet myśli samobójcze z powodu między innymi warunków materialnych, a i w Kalifornii samotność wpędziła go niemal w alkoholizm...Więc chyba jednak niedosyt sukcesu życiowego, choć w kategorii bestselleru za życia i kanonu po śmierci to by się zgadzało.
Brodski był dosyc młody jak dostał Noble nie? I to mu dało niejaki luksus i komfort życia. U nas na lokalnym rynku tez było kilku nieźle urządzonych w 17 w. - Frierich von Logau chociażby.
Jedna propozycja spoza Polski: Orwell. Co prawda bestseller był pod koniec życia i nie zdążył się kasą nacieszyć. Ale za to bestseller okazał się jednocześnie kanonem. No i wpłynął na całą kulturę od kiczu telewizyjnego do filozofów (na całym świecie: kanon - wszędzie). I to wszystko prostym, nieliterackim językiem. Dla specjalistów od literatury to może jednak nie kanon?
W Polsce może Lem? Zarabiał chyba nie najgorzej. Udało mu się stworzyć bardzo "szeroki rynek" pisząc różniste utwory, trochę jak fabryka.
Dzieła rozkwitają wyłącznie po śmierci autorów, gdy publika ma pewność, że ten już nic głupiego nie dopowie.
A głos dotyczący M.W. także w Krytyce Politycznej: http://www.krytykapolityczna.pl/Jas-Kapela/List-otwarty-do-Michala-Witkowskiego/menu-id-192.html