Komentarze do
""Bestseller za życia, kanon po śmierci""

Frazę powyższą "ukradłem" Piotrowi Lehrowi - Spławińskiemu, który zatytułował tak swój referat na pewnej sesji naukowej, jaka odbyła się niedawno w szacownych murach Uniwersytetu Warszawskiego.

I choć tekst Piotra - zarówno błyskotliwy i lekki, a zarazem głęboko merytoryczny - traktował o nieco innych kwestiach, ja od razu pomyślałem sobie, że jest to wprost genialna formuła nazywająca program maksimum każdego (pewnie?) artysty.

A może się mylę i o bestsellerach pisarze zaczęli śnić tak na dobre dopiero w dobie rodzącego się w świecie kapitalizmu? Wtedy, kiedy pisanie książek zaczęto rozpatrywać w kategoriach profesji, zawodu - a nie tylko sztuki?

I o jeszcze jednej rzeczy pomyślałem - komu tak naprawdę udało się ten program maksimum zrealizować. Janowi Kochanowskiemu (jeszcze w epoce przedkapitalistycznej)? Bo przecież chyba nie Wieszczom na przykład?

Tymczasem znalazłem inne jeszcze głosy reagujące na felieton Michała Witkowskiego: a to Mariusza Cieślika w "Newsweeku", a to znów - dzisiaj - Krzysztofa Vargi w "Dużym Formacie". Jako Gospodarza tego blogu cieszyła mnie (choć nieco dwuznaczna to radość) ożywiona dyskusja, jaką toczyli w komentarzach pod poprzednim wpisem Goście. Dwuznaczna - bo trochę ręka swędziała, by wkroczyć w roli moderatora (ale to by było niezbyt grzeczne jednak - wszak jesteśmy dorośli i spieramy się kulturalnie). A znów z drugiej strony - komentarze, zwłaszcza tak liczne, cieszą oko. Jeszcze jedno ciekawe doświadczenie. A wszystkim Gościom komentującym i spierającym się nisko się kłaniam, dziękuję i proszę o jeszcze.



Treść komentarzy
Autor: Krzysztof Mazur

Trochę bym polemizował. Noble to jednak nie bestsellery. W takich kategoriach możnaby doczepić starożytnych autorów mających jakiegoś mecenasa.

Ja bym chciał zwrócić uwagę, że gusty krytyki i publiki mogą się rozjechać z innego powodu niż niedocenienie wybitności. Wydaje mi się, że krytyka literacka bardziej jest wyczulona na nowatorstwo w dziedzinie formy, niż treści. To oczywiście mętna uwaga. I tu moje przykłady Lema i Orwella mają coś do rzeczy. Obaj ci autorzy byli formalnie nienowatorscy, wręcz konserwatywni.

Następnie powstaje pytanie czy polski kanon ma coś wspólnego z kanonem uniwersalnym, czy wręcz przeciwnie. Ja mam wrażenie, że polska kultura - nie tylko literatura - zwłaszcza w wieku XIX podryfowała w kierunku przeciwnym do świata (zachodu), a teraz tak jakby wracała (na swoje miejsce?).

Następnym "problemem" jest rozjazd pokoleniowy. Wieszczowie, jak i następni autorzy bardzo szybko tracili popularność czytelniczą. W następnym pokoleniu stawali się autorami muzealnymi niemalże (?). Kanon jest czymś dziwnym, bo w zasadzie mało kto to czyta.

Jeśli chodzi o dzisiejszych autorów, to chyba całkiem nienajgorzej radzą sobie w tzw. życiu. Dorota miała niezłą "sprzedajność" i film. Jeszcze kilku autorów żyje z pisania (Dukaj, który się nigdzie nie promuje chyba).

Autor: stokrotka

Myślałam też o Miłoszu, ale Nobel dał stabilizację na ostatn ie dwadzieścia kilka lat życia - i to już jednak starczego. A wcześniej Miłosz, o czym sam opowiadał, miał we Francji nawet myśli samobójcze z powodu między innymi warunków materialnych, a i w Kalifornii samotność wpędziła go niemal w alkoholizm...Więc chyba jednak niedosyt sukcesu życiowego, choć w kategorii bestselleru za życia i kanonu po śmierci to by się zgadzało.

Autor: Jurodiwiec

Brodski był dosyc młody jak dostał Noble nie? I to mu dało niejaki luksus i komfort życia. U nas na lokalnym rynku tez było kilku nieźle urządzonych w 17 w. - Frierich von Logau chociażby.

Autor: Krzysztof Mazur

Jedna propozycja spoza Polski: Orwell. Co prawda bestseller był pod koniec życia i nie zdążył się kasą nacieszyć. Ale za to bestseller okazał się jednocześnie kanonem. No i wpłynął na całą kulturę od kiczu telewizyjnego do filozofów (na całym świecie: kanon - wszędzie). I to wszystko prostym, nieliterackim językiem. Dla specjalistów od literatury to może jednak nie kanon?

W Polsce może Lem? Zarabiał chyba nie najgorzej. Udało mu się stworzyć bardzo "szeroki rynek" pisząc różniste utwory, trochę jak fabryka.

Autor: Jakub Sola

Dzieła rozkwitają wyłącznie po śmierci autorów, gdy publika ma pewność, że ten już nic głupiego nie dopowie.

A głos dotyczący M.W. także w Krytyce Politycznej: http://www.krytykapolityczna.pl/Jas-Kapela/List-otwarty-do-Michala-Witkowskiego/menu-id-192.html


Dodaj komentarz



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl