Komentarze do
"Querido Bob"

 

Tytuł zapożyczam od Józefa Czapskiego. “Querido Bob” (drogi Bob – hiszp.) to jego wspomnienie pośmiertne Andrzeja Bobkowskiego, drukowane we wrześniowym numerze “Kultury” z 1961, a powtórzone później jako wstęp do “Coco de Oro”, wyboru tekstów zmarłego w czerwcu tamtego roku prozaika, eseisty, diarysty, epistolografa, podróżnika, modelarza - człowieka licznych talentów, a, niestety, niewielkiej spuścizny artystycznej.


Do twórczości Bobkowskiego wróciłem z powodów zawodowych, o których nie ma co tu zbyt wiele pisać.


Przeczytałem na nowo “Szkice piórkiem”, których nie dokończyłem w czasach studenckich, nie umiejąc sobie z nimi wtenczas poradzić i – szczerze mówiąc – zlekceważywszy je (ale Czapski, jak sam wspomina, też z początku nie docenił tego niezwykłęgo diariusza). Przejrzałem czytane niegdyś opowiadania (z tomu “Coco de Oro”, Paryż 1970), a przypomniane niedawno w edycji Wydawnictwa Literackiego jako “Punkt równowagi”. Zaczytałem się również w listach do Jerzego Giedroycia i do Anieli Mieczysławskiej, które niegdyś podczytywałem pobieżnie i wybiórczo. Jednym słowem – zrobiłem sobie dość rzetelną kwerendę lekturową z Bobkowskiego i nie żałuję.


Ale nie o literaturze tym razem chciałbym napisać kilka słów.


Ponowne i pogłębione spotkanie z Bobkowskim wywołało i smutek, i odczucie podziwu.


Smutek – bo ten człowiek, który tak głęboko ukochał życie samo w sobie, w jego ejdetycznym kształcie; ten miłośnik istnienia, aplikujący w wersji własnego losu epikureizm stosowany; ten afirmator codziennego heroizmu – mimo doprawdy tak licznych przeciwieństw – immanentny metafizyk codzienności – został przez chorobę (rak skóry – czerniak – z powikłaniami i przerzutami) skazany na przedwczesną śmierć. To, co kochał, zostało mu tak prędko i tak bezwzględnie odebrane.


Koleje życia Andrzeja Bobkowskiego wydały mi się przeto alegorią niesprawiedliwości. Pisarz umarł w wieku czterdziestu ośmiu lat – po kilku poważnych operacjach, po cierpieniach, w ostatecznej fazie choroby, która odebrała mu to, co w człowieczeństwie ceniał tak bardzo: niepodległy, samodzielny rozum i poczucie niezależności.


A podziw? No właśnie, czemu taki odzew jego – skromne przecież ilościowo, ale jakże jednak ważkie – dokonania literackie zyskały teraz, w naszych czasach – i to wśród ludzi urodzonych często wiele lat po śmierci pisarza (sam urodziłem się dwa lata i pół roku po jego pogrzebie)? A przecież jego teksty wciąż są dość trudno dostępne – i nawet reszta spuścizny literackiej czeka wciąż jeszcze na odkrycie i upublicznienie (np. młodzieńcze dzienniki z lat 1927 – 1931 będące w posiadaniu rodziny, jak wyczytać możemy w haśle encyklopedycznym pierwszego – i zdaje się jedynego – tomu drugoobiegowej “Literatury polskiej po 1939 roku”).


Myślę, że swym życiem Bobkowski ucieleśnia marzenia wielu z nas o koherencji istnienia, nieuwikłanej w doraźne koniunkturalne i hipokrytyczne wybory. Obsesją pisarza – jakże godną właśnie podziwu – było zachowanie spójności pomiędzy wyznawanymi wartościami a realnym kształtem życia. Wcielać w istnienie swój własny wizerunek, wypracowany na gruncie wyznawanej wiary i etyki – oto wielkie dzieło Bobkowskiego.


I dlatego tak bardzo ten człowiek – oraz jego dzieła – fascynują i drażnią zarazem.




Treść komentarzy
Autor: Jarosław Jakubowski

Aleksander Kopiński zbyt surowo ocenia literackie dokonania AB. "Szkice piórkiem" nie mają chyba precedensu w naszej literaturze, bo po raz pierwszy wojna pokazana jest nie z krajowego punktu widzenia, ale z perspektywy europejskiej. Wojna w Polsce jest tu tylko częścią wielkiego teatru wojennego. Zachwyca mnie też trzeźwość sądów AB na temat życia we Frabcji, ale i sytuacji w Polsce. "Dlaczego tylu młodych ludzi skazuje się dziś na bohaterstwo, o którym nikt nie będzie chciał słyszeć?". To zdanie w kontekście nieustających dyskusji o "sensowności" Powstania Warszawskiego wydaje się nader aktualne.

Nie mogę się zgodzić z opinią A.Kopińskiego odnośnie samej osoby AB. Nie wiemy dlaczego Bobkowscy nie mieli dzieci, ale z faktu ich nieposiadania nie można wyciągać wniosku, że AB był niedojrzały. W "Dzienniku z podróży" wprawdzie pisze o nieznośnych "dyziach", którzy zakłócają spokój na pokłądzie statku i nie ukrywa swojej niechęci do dzieci. Ale z kolei z listach z Gwatemali do matki donosi o tym, że założył klub modelarski dla młodszych i starszych chłopców, że odbywa z nimi wycieczki i że zdobył sobie wśród nich szacunek.

Myślę, że największym dramatem Bobkowskiego było rozdarcie między życiem a literaturą. Chyba do końca nie uważał się za pisarza pełną gębą, uciekał od stałych pisarskich zajęć, rzucając się w wir pracy zarobkowej. A jednak właśnie to było źródłem jego ciągłego niepokoju. Nie wiemy i nigdy nie dowiemy się, czy gdyby poświęcił się w pełni pisaniu, zostawiłby po sobie więcej wartościowych dzieł. Może jego ilościowy dorobek byłby pokaźniejszy. ale wcale nie pisarsko lepszy?

Autor: Aleksander Kopiński

Wszystko, co piszesz, Nanku, dodaje do liczby dzieł literackich AB - Szkiców piórkiem i tomu opowiadań - co najwyżej jedno: dziennik gwatemalskiej podróży. Nie lekceważąc wartości dokumentarnej, a nawet niekiedy literackiej wskazanych zbiorów korespondencji, trudno przecież uznać je za tytuł do określania go jako pisarskiej znakomitości. Kolejne dziesiątki tomów protomaili Giedroycia nie czyni zeń wszak nikogo więcej niż animatora kultury.

Bob nie jest więc może autorem jednej, ale trzech książek. W trybie zarzutu mógłby tę sprawę podnieść tylko wzorcowy grafoman, szczęśliwie dla samego siebie wolny od samoświadomości. Pytanie o wartość tych książek nie jest jednak retoryczne.

Szkice rozpadają się na dwie cześci: fascynujący miłościa do życia we wszelkich przejawach opis tułaczki rowerowej po upadającej i wkrótce upadłej Francy, który pamięta każdy czytelnik, oraz następne pięćset nudnawych stron z o wiele bardziej już rozcieńczonymi dawkami witalizmu, za to z wysilonym pozowaniem na intelektualistę, do czego ewidentnie brakowało mu klasy, wykształcenia, erudycji etc., i proroka, co kulminuje we wzruszająco naiwnych, bo oczywistych retuszach ex post przy komentowaniu niby to na bieżąco sytuacji na froncie wschodnim. Książka ożywa jeszcze w końcówce, w opisie groteskowej bieganiny rezistanców, udających antyniemieckie powstanie, zestawianym z wiesciami z Warszawy. I tyle.

Co do opowiadań, w pełni zgadzam się z Jerzym Sosnowskim.

Wobec mniemanej wielkości Ab pozostaję więc wysoce sceptyczny. Dla mnie nie jest to nawet pisarz jednej ksiązki, lecz autor kilku, może kilkunastu znakomitych fragmentów. Czego pewnie każdy z nas powinien sobie samemu życzyć - żeby aż tyle po jego pisaninie się ostało.

I jeszcze co do witalizmu, miłości życia, głębokości związku AB z żoną Barbarą itd., to mam z tym jeden problem: jest nim konsekwentna bezdzietność tej pary. Chętnie dowiedziałbym się, że jej powody należały do nieprzezwyciężalnej wówczas natury zdrowotno-medycznej.

Obawiam się jednak, że w istocie wynikały ze zwyczajnej niedojrzałości Boba, który pozostał do końca chuliganem nie tylko w sensie wyniesionym na piedestał onegdaj przez Andrzeja Horubałę, lecz też w tym podstawowym, gówniarskim, krótkomajteczkowym znaczeniu. łatwo delektować się koniakiem na jakiejś słonecznej rue, pogryzając pomarańczą. Trudniej kontemplować zasraną pieluchę o czwartej nad ranem. A jednak taka hodowana w warunkach szklarniowych miłość życia, postawa witalisty wierzącego, lecz nie praktykującego, jest najzwyczajniej fałszywa.

Najnowszym zaś fałszem jest wmawianie Bobkowskiemu prawicowości. Był, owszem, antykomunistą, szerzej: antytotalitarystą. Ale jeśli chodzi o jego dość szczątkowy światopogląd, to z mojej lektury nie wynika, by wyznawał jakiekolwiek inne wartości poza dość anachronicznym już w międzywojniu liberalizmem na modłę austrowęgierską. W którym to świecie tkwił mentalnie AB głęboko i odmawiał przyjęcia do wiadomości, że pozostały po nim już tylko sentymentalne wspominki.

Autor: Konsul

Ażeby wskrzeszać twórczość "zapomnianego" autora i uczynić ją poczytną lub choćby mocniej zaznaczyć jej istnienie wśród potencjalych czytelników trzeba by siły machiny typu Krytyka Polityczna. Bez złośliwości. Książki tego typu są przez wydawców z góry klasyfikowane w segmecie z góry przegranych, drukowane w małym nakładzie i nie nagłaśniane. Bo rządzi rynek. Swoją drogą strona o pisarzu http://andrzej-bobkowski.pl/ tez jakoś tak tylko zamarkowana, brak dobrze opisanej bibliografii, okładek najnowszych wydań, etc, choć intencje pewnie dobre. Czy jest jakaś instytucja która wzięłaby się do długotrwałęj promocji tego typu literaruty nie licząc na zysk? Oto jest pytanie.

Autor: Nanek

Cholera, widzę, że nawet Querido Bob nie wywołał tu żywszej reakcji. Może po części z przyczyn, o których pisałem w poprzednim poście. Trudno powiedzieć. Ale jeszcze zabiorę głos na temat zarzutu, który najczęściej się wobec Bobkowskiego powtarzał :to pisarz jedenj książki. Pomijając już oczywisty absurd takiego rozumowania, który możnaby skwitować pytaniem: no i co z tego, że jednej?

Ja jestem w tej dobrej sytuacji, ze przeczytałem chyba wszystko, co Bobkowskiego wyszło w postaci książkowej i chciałem zarekomendowac kilka pozycji, które naocznie udawadniają jakim zaskakującym (i to zza grobu!) pisarzem był Andrzej Bobkowski. Przecież poza "Szkicami piórkiem", "Coco de Oro" i genialnym tomem korespondencji Bobkowski-Giedroyc (ponoć na Allegro kosztuje krocie), anno domini 2009 mamy też:

Przysiągłem sobie, że jeśli umrę, to nie w tłumie: Korespondencja z Anielą Mieczysławską 1951-1961. Bardzo interesująca historia epistolarnej przyjaźni pomiędzy pisarzem a jedną z sióstr Lilpopówien. Cały światopogląd Bobkowskiego, o którym pisał Poeta, jest tu wyłożony ze swadą i jedynym w swoim rodzaju humorem.

Listy do Tymona Terleckiego - REWELACJA! W tej książce "odkrywamy" też Barbarę Bobkowską, po śmierci męża kontunuująca korespondencję z Terleckim. Bardzo ciekawym wątkiem tej korespondencji jest surowa ocena, jaką Terlecki opatrzył dramatopisarską twórczość Bobkowskiego. A ten, zamiast mizdrzyć się lub obrażać, był mu za to po ludzku wdzięczny. Książka obowiązkowa m.in. dla pisarzy, którzy wmówili sobie (lub wmówiły im media), że są genialni, a są zaledwie przeciętni. MUS!!!!

Z dziennika podróży. Świetne zapiski, swoista kontynuacja "Szkiców piórkiem", m.in. notatki z wycieczki do Europy już po osiedleniu się w Gwatemali. Całość kończą zapiski z okresu choroby; mimo dramatyzmu sytuacji brak tam jakiegokolwiek pedalskiego roztkliwiania się nad sobą. Mocna, prawicowa jazda bez znieczulenia. POLECAM!

Zmierzch. Niedkokończona powieść pisana w ostatnich miesiącach życia. Około 60 stron wykurwistej conradowskiej prozy z miłosnym wątkiem w tle. Coś między Conradem ("Szaleństwo Almayera") a Grahamem Greene'em ("Sedno sprawy"). Czad!

Listy z Gwatemali do matki - BOMBA !!!! Tu z kolei odkrywamy realia pierwszych lat w Gwatemali, w których Bobkowscy po prostu głodowali. Mój ulubiuony fragment: opis wigilii, na którą była puszka rybek w oleju. Poza tym NIC!!! Świetne opisy nowego kraju i ludzi, Bobkowski w tych listach bardziej otwarcie pisał o problemach bytowych niż w korespondencji z Mieczysławską, Giedroyciem czy Terleckim. Lektura obowiązkowa!!!!!

Czy ktoś jeszcze uważa, że Andrzej Bobkowski był "autorem jednej książki"? Bardzo Ci dziękuję Poeto za wpis o Bobkowskim. To bardzo ważne, by Bobkowskiego czytać, dyskutować o nim i pisać. W ten sposób jest on wciąż wśród nas. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze coś napisze.

Autor: Nanek

Do tej odzyskiwanej popularności należy dodać świetną wystawę "Chuligan wolności" w warszawskich Łazienkach, którą moglismy podziwiac w zeszłym roku (m.in. po raz pierwszy pokazane rękopisy, w tym wspomnianego przez Poetę dziennika z młodzieńczych lat). Myślę, że na ową mała popularnośc Bobkowskiego po odzyskaniu niepodległości w 1989 roku wcale nie miał wpływu szczupły jakoby jego dorobek (mówiło się wtedy, bardzo niesparwiedliwie "to autor jednej książki" - jeśli nawet, za to jakiej! Lepszej niż wszystkie książki np. Andrzejewskiego), ale zdecydowany antykomunizm autora "Czarnego piasku". W Polsce zgniłego kompromisu, postkomunisytycznych układów, w której esbecy, patrząc na żałosnego Mazowieckiego i innych równie żałosnych "etosowców", śmiali się w kułak odbierając wysokie emerytury, w kraju rozwydrzonego Michnika, któremu zachciało się być prawodawcą literackim, taki Bobkowski mógł byc co najwyżej oszołomem, outsiderem, maniakiem, pisarzem drugorzędnym. Pamiętamy, że medialna gwiazda III RP Czesław Miłosz był antybohaterem Bobkowskiego, który w listach do Giedroycia, postawę poety kwitował jednym słowem :"kurwizm".

Autor: Albertynka

Co to za alibi, jak nawet w świecie fikcji pod własnym nazwiskiem występuje. A tak na marginesie, to Gombrowicz też jechał we Francji rowerem tyle, że upojony nie wolnością, tylko winem, urżnięty jak dzika świnia do tego stopnia, że nie wiedział, jak z tego roweru zleźć (Zob. Dominik de Roux, "Rozmowy z Gombrowiczem") buhahaha Fascynujący gość ten Gombrowicz... :)))A co do Bobkowskiego, to czy rzeczywiście taki zapomniany? Wcale nie tak dawno temu widziałam dokument o nim, zrealizowany przez telewizję polską (nie na tv kultura czasem?:), zresztą świetnie zrobiony, z wyeksponowanym wątkiem emigracji gwatemalskiej. "Dziennik" też ostatnio przypomniał to nazwiskio przy okazji analizy rękopisów autora "Szkiców piórkiem", które zostały odnalezione.

Autor: Jerzy Sosnowski

Znam tylko "Szkice piórkiem" i opowiadania. I przyznam, że opowiadania wydały mi się nierówne, ale "Szkice piórkiem" - palce lizać! To, co w nich imponujące (i w opowiadaniach też, choć z rzadka, obecne) to - moim zdaniem - odwaga nazywania odczuć, które tłumimy w sobie nie tylko na piśmie, ale i w pamięci, tak bardzo są niezgodne z konwencją. Klasyczny przykład to euforyczne doznanie wolności, gdy bohater dziennika jedzie rowerem przez Francję - a tymczasem Europa doświadcza bezprecedensowej katastrofy. W tę stronę prowadził też Gombrowicz, ale jednak z alibi w postaci fikcji.

Fascynujący gość ten Bobkowski...


Dodaj komentarz



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl