Komentarze do
""Światowa moda na szkolne strzelaniny?""

Pod takim tytułem “Rzeczpospolita” (11-13.04.2009) zamieściła artykuł - pióra Marcina Szymaniaka – dotyczący przerażającego procederu, który, zdaje się, na dobre przekroczył Wielką Wodę i przybył na Stary Kontynent z Ameryki.


Idzie o strzelaniny w szkołach, jakie wywołują uczniowie lub byli uczniowie, a których w Europie było ostatnio kilka (ostatnia – w Grecji, a wszak pamiętamy jeszcze tę nadzwyczaj tragiczną z Niemiec). Autor artykułu stwierdza: “w Stanach Zjednoczonych tego rodzaju przypadki zdarzają się nagminnie. Policja w Nowym Jorku poinformowała w piątek o planach dwóch aresztowanych w poniedziałek nastolatków, którzy chcieli dokonać masakry w swojej miejscowości – Dove Creek. 19 – letni Cody Barr i jego 16 – letni kolega obmyślili sobie, że zabiją dyrektora szkoły. Zaalarmowani szeryf i jego zastępca przybiegną na miejsce zbrodni, gdzie wpadną w pułapkę i zginą od kuli. Wtedy całe miasteczko będzie zdane na łaskę nastolatków. Jednak Cody nieopatrznie się wygadał i policja w porę podjęła interwencję. Obu chłopców aresztowano. W mieszkaniu 16 – latka odkryto schowek z siedmioma sztukami broni, w tym maszynowej (sic! – JK).”


Jak to wszystko ma się do polskiej rzeczywistości?


Po pierwsze, należy dziękować Bogu, że żadne pomysły związane z otwarciem drogi do powszechnej dostępności obywateli do broni nie zyskały u nas poklasku (na razie!). Ale warto wspomnieć, że niegdyś takie idee głosił kabaretowy i ostatecznie skompromitowany polityk Janusz Korwin – Mikke, a dziś usłyszeć je można od człowieka, który jest ministrem spraw wewnętrznych. Bo to z rodzinnych arsenałów, dzieła sfiksowanych na ogół tatusiów, nastoletni młodzieńcy podbierają broń. Bo wykorzystują szwankujący i nieszczelny system kontroli, by beretty, glocki, colty czy kałasznikowy nabyć legalnie (niby) drogą kupna w sklepach oferujących ten zabójczy towar.


Po drugie, wypada jednak – przy wszystkich jej licznych niedostatkach – błogosławić polską szkołę, że nie frustruje i nie alienuje młodych ludzi aż tak, by odważyli się na tę pełną grozy ostateczność.


Choć przecież rosnąca przemoc ze strony uczniów daje się w ostatnim czasie zaobserwować. Przypadek gimnazjalistów, którzy zakładali swemu nauczycielowi śmietnikowy kosz na głowę, przypadek rozbestwionych barbarzyńców ze szkoły zawodowej w Rykach, którzy dręczyli swego nauczyciela czy wreszcie przypadek Ani z Trójmiasta, która – molestowana przez kolegów z klasy – zapewne z tego powodu (proces sądowy, o ile wiem, nie zakończył się) popełniła samobójstwo...


Jedni mówią, że to wszystko to efekt brutalnych gier komputerowych oduczających empatii, a więc człowieczeństwa; inni, że alienacji, która jest efektem zmian cywilizacyjnych, kulturowych i społecznych (tj. bezideowości wolnego rynku i bezradności demokracji zjadającej własny ogon w świecie ogólnej bezcelowości); jeszcze inni, że to konsekwencja odpływu duchowości czy też metafizyki z naszego życia – coraz bardziej zorientowanego na prostacką materię.


Mnie się natomiast wydaje, że wielki w tych zdziczałych procederach ma udział odczłowieczenie szkoły, która zwolna staje się fabryką. I, przyznaję to ze smutkiem, początki takich procesów widzę też u nas. Na razie nasi rodzimi barbarzyńcy ujawniają się, gdyż za katedrą spotykają nieudaczników i ludzi słabych, którzy nie umieją – lub też nie zostali nauczeni – działać, a nie tylko wykładać swoje przedmioty. Mamy bowiem wielu nauczycieli, zresztą często słabych, a mało wychowawców. Bo do tej roli wymagana jest osobowość i autorytet zbudowany nie tylko na wiedzy, ale i na sile charakteru.


W polskiej szkole, mimo nagłaśnianych przez media (i słusznie!) przypadków nagannego zachowania uczniów, przemoc wciąż pozostaje w nauczycielskich rękach. I to jest drugi aspekt omawianej sprawy. Przemoc w końcu rodzi przemoc, a obojętność - obojętność.


Jednak to dorośli są winni za ten świat, w którym dzieci sięgają po broń.




Treść komentarzy
Autor: Jarosław Klejnocki

Pracuję między innymi w szkole, więc kwestia przemocy (także ze strony nauczycieli wobec uczniów) nie jest dla mnie jedynie medialnym (i - jeśli dobrze rozumiem intencje wpisu pana Aleksandra Kopińskiego - sztucznie nadmuchanym) problemem.

Ale tak się też zdarza, że to co dla mnie jest kwestią poruszającą, także osobiście, nie musi w równym stopniu zajmować gości bloga.

Na tekst Piotra Kofty zareaguję oczywiście niebawem.

Autor: Aleksander Kopiński

Przyznam, że to pierwszy wpis na tym blogu, którego nawet nie przeleciałem wzrokiem, ale po liczbie komentów wnoszę, że nie jestem odosobniony w kompletnym braku zainteresowania dawno już zdewaluowanymi medialnymi tragediami. Mam jednak nadzieję, że to miejsce ożywi się odpowiedzią Gospodarza na polemiczną zaczepkę Piotra Kofty w dzisiejszym (17.04) popowym dodatku Dera.


Dodaj komentarz



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl