Komentarze do
"O Iwaszkiewiczu"
I znów zacznę od licealnego wspomnienia. Zdarzyło się raz, że któryś z nauczycieli skończył lekcję nieco wcześniej i wyszliśmy na korytarz kilka minut przed dzwonkiem. Dzień był słoneczny, światło wpadało przez szyby z nierealistyczną intensywnością, tworząc coś jakby mgiełkę zamazującą kształty rzeczy. I wtedy właśnie, zanim jeszcze zaterkotał dzwonek, a tłum naszych koleżanek i kolegów z innych klas wylał się hałaśliwie na korytarze, ktoś siedzący w szkolnym radiowęźle puścił na cały regulator “Private investigations” Dire Straits. To było kilka naprawdę magicznych minut. Klasyczna gitara, prowadzona niezawodną wtenczas ręką Marka Knopflera, nuciła melancholijną nutę w rezonującej przestrzeni, światło igrało w powietrzu, wirowały odrobiny kurzu, a my stanęliśmy urzeczeni. To była chwila inkarnacji tego, co nazwać można poetyckim nastrojem. A potem zaraz mruczący wokal zamilkł i bas zaczął podawać niepokojący rytm, podkreślany dyskretnie przez sekcję rytmiczną. Rosło lekko napięcie, intensywniała muzyka, by wreszcie wybuchnąć ostrym, brutalnym gitarowym riffem, podsycany przez jednostajny rytm bębna i kontrapunktujące dźwięki fortepianu w tle.
Tę wyjątkową chwilę zapamiętaliśmy dobrze i wracaliśmy do niej jeszcze kilka razy w naszych rozmowach. Mój przyjaciel Sławek, którego osoba pojawiła się już wcześniej w jednym z wcześniejszych wpisów (wiem, że zaglądasz do tego bloga w dalekiej Ameryce, pozdrawiam Cię) powiedział mi kiedyś, że to było jedno z najważniejszych przeżyć estetycznych w jego młodości.
Teraz, kiedy piszę te słowa, słucham sobie “Private investigations” na słuchawkach podłączonych do laptopa, na którym mozolnie wystukuję ten tekst. I myślę o opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza, które podczytuję ostatnio - przygotowując tekst o sztuce narracji autora “Brzeziny”.
Właśnie u niego, w jego licznych krótszych tekstach prozatorskich, znajdują nastroje i wyjątkowość, które mogę przyrównać do tamtego doświadczenia sprzed lat.
Prozę autora “Sławy i chwały” zwykło się opisywać, jako portretującą grę przeciwieństw w naturze ludzkiej i naturze świata. Egzystencja człowieka rozwieszona bywa tu, a nierzadko rozdarta, pomiędzy dojmującym pragnieniem i ekstatycznym umiłowaniem życia a świadomością śmierci i jej dojmującą obecnością, pomiędzy miłością a nienawiścią, biologicznymi motywacjami czynów a uduchowieniem i poszukiwaniem głębokiego uzasadnienia własnego istnienia w wyższych doznaniach i metafizycznych epifaniach, pomiędzy sferą usilnych dążeń i marzeń a ich niemożliwą bądź fragmentaryczną realizacją. Ludzie w opowiadaniach Iwaszkiewicza charakteryzują się skomplikowaniem wewnętrznym i wrażliwą świadomością, dysponują bogatym życiem psychicznym, a opis ich losów, decyzji oraz osobowości spowija często aura tajemnicy i niedopowiedzenia.
Jakby pisarz chciał nam powiedzieć, że człowiek, także dla siebie samego, pozostaje w istocie zagadką, nie do końca włada sobą i nie do końca rozumie własne postępowanie (świetnie ten światopogląd zostaje zilustrowany zwłaszcza w “Kochankach z Marony”). Wywiedzione z egzystencjalnej filozofii przekonanie o niepowtarzalności i jednorazowości naszego życia spotyka się u Iwaszkiewicza z – niemal pogańską – niezgodą na śmierć, z przerażeniem koniecznością nieubłaganego odejścia, dla którego przeciwstawieniem znów jest atawistyczna, pierwotna apologia ziemskiego bytowania człowieka. Niemal wszystkie Iwaszkiewiczowskie opowieści podszyte są pesymizmem i fatalizmem – bowiem czas jest nieubłagany, życie ludzkie przemija, niewiele z ludzkich zamierzeń da się zrealizować, człowiek ma małe szanse na pogodzenie sprzecznych sił i namiętności buszujących w jego naturze. Ale też da się w nich odnaleźć zachwyt nad kształtem świata, nad licznymi urokami życia, jeśli tylko umiemy je odnaleźć w codziennych doświadczeniach. Poczucie tragizmu istnienia, towarzyszące licznym bohaterom, okrucieństwo praw natury czy częsta klęska racji jednostkowych w starciu z nieubłagalnością procesów politycznych i historycznych skontrastowane są z ową urodą życia, siłą miłości, pięknem przyrody i krajobrazu, zmysłowym bogactwem doznań oraz przeżyciami estetycznymi, które potrafią – choćby na moment – uwznioślić i usensowić istnienie.
Im więcej go czytam, wracając do tekstów, które poznałem niegdyś, za młodu, ale – jak dziś mi się wydaje – których kompletnie naonczas nie zrozumiałem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to wybitny artysta, absolutnie niezasługujący na zapomnienie, jakie dziś jest udziałem jego sztuki.
Owszem, życiorys Iwaszkiewicza, jego wybory życiowe, naznaczone są – delikatnie mówiąc – kontrowersyjnością, a mówiąc otwartym tekstem – często zupełnie haniebnymi decyzjami, owocującymi postępkami równie godnymi dezaprobaty czy wręcz potępienia.
Z pewnością Nanek w swych komentarzach nie omieszka nam o tym przypomnieć.
Ale czy znajomość życiorysu, świadomość, że jako człowiek - Iwaszkiewicz nie umiał często sprostać zasadom ludzkiej przyzwoitości - ma jednocześnie stanowić o likwidacji i zaprzepaszczeniu jego dorobku? Czy zapoznanie i milczenie jest właściwą drogą?
Oto dylemat, z którym się zmagam. I mimo wszystko jestem skłonny stanąć po stronie wielkości sztuki wobec miałkości życia.
Treść komentarzy
Autor: Aleksander Kopiński
Jak najbardziej w skądinąd wcale miło się czytającej książce Tomasika jest rozdział o Jarosławie. I o Annie zresztą też ;-)
Autor: Nanek
Przede wszystkim jednak tzw. obóz postępu (Gazownia, Sierakowski, postkomuchy, Obłudnik Powszechny) powinien podkreślać pedalski (ups, sorry, czyt. genderowy) charakter twórczości Iwachy. Dziwne, że nie dorobiono mu tzw. homobiorgafii.
Autor: Aleksander Kopiński
W kwestii szczegółowej: czy na pewno pochówek w górniczym mundurze galowym nie miał miejsca? To byłby chyba jednak nieco zbyt daleko posunięty rewizjonizm, w końcu są na to twarde dowody w postaci zdjęć poety spoczywającego na katafalku.
Funkcjonują, owszem, wyjaśnienia córki, że w zamieszaniu po śmirci Iwaszkiewicza tak ubrano go do trumny, bo był to jedyny czarny strój w domu. Czyli że gest nie miał sensu idologicznego.
I tu trzeba wysunąć podwójną wątpliwość. Po pierwsze, wobec owego faktu niby to obiektywnych trudności ze znalezieniem stosownego garniaka, w co trzeźwo myślącemu inteligentowi z jakim takim doświadczeniem w sprawach odzieżowych doprawdy trudno uwierzyć. Po drugie zaś wobec samej autorki tych wyjaśnień, która cierpi na klasyczny syndrom dziecka wielkiego taty i z uporem od lat konsekwentnie stara się pełnić rolę jego adwokata w obliczu wszelkich krytyk i rozmaitych podejrzeń - na ogół zresztą w dość podłym stylu, zdradzającym własne ogromne ambicje, nie poparte niestety przesadnymi talentami ani ogładą, co zastępuje tupet i skłonność (starcza?) do obsceny.
Słowem, tak łatwo się tego górniczego munduru i czapy z pióropuszem z Jarosława nie zzuje ;-)
Autor: Jerzy Sosnowski
Lubię poezję Iwaszkiewicza i jego opowiadania. "Mapa pogody", "Lato 1932", "Kościół w Skaryszewie", "Dziewczyna i gołębie"... - a z drugiej strony ten życiorys, podsumowany w słynnym bon-mocie Słonimskiego "Jarosław jest bardzo posłusznego wzrostu"... Ale zastanawia mnie, że kiedy rozmawia się z ludźmi, którzy go znali, nie ma wśród nich zgody, a spór idzie w poprzek podziałów politycznych. Jedni mówią jak Słonimski, inni twierdzą, że jednak pogrywał z władzą, żeby móc ludziom pomagać. A opowieść o pochowaniu w mundurze górnika została po latach zdementowana jako złośliwa plotka. Więc cała "sprawa Iwaszkiewicza" jest jeszcze bardziej wieloznaczna. Na szczęście twórczość jest (moim zdaniem) ponad tym wszystkim.
Autor: KczK
Ech, odpowiedź nie jest szczególnie trudna - Irena Dziedzic. Ciekawsza byłaby odpowiedź albo przynajmniej dywagacje na zadane przez Pana hipotetyczne pytanie... kto? (znaczy się byłby tym administratorem). Dziś prawdziwych administratorów już nie ma, mamy tylko administratorów portali :PPP
Autor: Jarołsaw Klejnocki
No cóż, w historii nie sądzimy zdarzeń hipotetycznych i możliwych (prawdopodobnych), tylko te, które zaistniały. Nie wiadomo, co by było gdyby (gdyby komuna nie padła) i kto byłby Iwaszkiewiczem (w sensie działacza i administratora kultury). Ale pozstawę Iwaszkiewicza sądzić możemy - bo zaistniała. Powtarzam, nie reprezentuję "twardego" poglądu. Raczej jest mi żal, że autor tak wybitny nie może poszczycić się równie chwalebną kartą życiorysową.
Nie znam odpowiedzi na Pana pytanie konkursowe... Trochę usprawiedliwia mnie to, że kiedy umarł Iwaszkiewicz - nie było mnie w Polsce.
Ale zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, a pana KczK obliguję do udzielenienam wszystkim odpowiedzi, gdyby taka nie padła.
Autor: KczK
Akurat zarzut o "sprawowanie władzy nad literaturą" mnie nie przekonuje, patrząc jak i dzisiejsi 'włatcy' się w tym lubują, a że przez mniej totalitarny system mniej mogą, no cóż, gdyby więcej mogli czyt. komuna nie padła - następców Iwaszkiewicza, pewnie mniejszych formatem by nie zabrakło. Jakoś tak mi z tych czytanek publicystyczno-biograficznych te historie umknęły, pamiętam za to o dworze w Stawiskach jako okupacyjnym azylu. Dworze który później Krystyna Kersten w swoich felietonach dla Wolnej Europy nazywała "posagowym darem warszawskich krwiopijców Lilpopów"
A pytanie dla autora i czytelników bloga: kto po śmierci Iwaszkiewicza, w dzienniku telewizyjnym wygłosił podniosłą tyradę zaczynającą się od słów "kiedy umiera poeta..." ?
Autor: Jarosław Klejnocki
Nie, nie idzie o osobiste sprawy biograficzne; poza tym - co to za romans? Raptem jedno zblizenie! (a i tak kwestionowane).
I nie o flirt z komuna tez chodzi, tylko raczej o ciemniejsze sprawy - wykorzystywanie swej pozycji, sprawowanie władzy nad literaturą, tchórzostwo, gdy trzeba było czasem dać świadectwo itd. Jedna z najbardziej przejmujących sytuacji - gdy Iwaszkiewicz zwodził Marka Hłaskę i jego matkę, a - o czym wiadomo skądinąd - niczego nie zrobił, żeby powrót Hłaski do kraju przybliżyć. Ja zresztą też mam do życiorysu etc. JI stosunek mocno ambiwalentny, czemu dawałem już wyraz w rozmaitych tekstach. A "Dziennikowi" nie należy znów tak bardzo wierzyć, bo to dość klasyczny przykład - być może poniekąd niekontrolowanej - projekcji siebie jako ofiary i nieszczęsliwego, przytłoczonego brzemieniem losu człowieka...
Autor: KczK
te haniebne karty życiorysu - że flirtował z komuną*), ech... interesuje mnie jego postać, staram się czytać na bieżąco publikacje o nim i jakoś ta postać jawi mi się bardziej romantyczno-tragiczna niż haniebna.
*) no chyba bo nie chodzi o ten rzekomy romans z młodym Miłoszem w Wilnie? ;)
Autor: Nanek
Nanek też lubi Iwaszkiewicza. Ulubione opowiadanie - "Stara cegielnia", w której zawarte jest wszystko to, o czym pisałeś Poeto, analizując twórczość tego genialnego pederasty. Polecam też nieco (a właściwie zupełnie) zapomnianą powieść pt. "Pasje błędomierskie", nasyconą niezwykłym nihilizmem, pełną opisów ludzkich bestialstw. Co ciekawe, rzecz była pisana tuż przed II wojną. Głowny bohater - Kanicki - w dobie rozpasanego moralnego przyzwolenia na aborcję, eutanazję, wykorzystywanie embrionów do badań, katowanie i mordowanie dzieci może stać się ponownie "bohaterem naszych czasów".
Co do poruszonego tu stosunku Iwaszkiewicza do bezbożnego komunizmu, to wciąż w pamięci stoi mi scena z pierwszego tomu jego świetnych dzienników (drugi ma byc w tym roku!): autor "Tataraku" w Rzymie, przed powrotem do Polski, obładowany niedostępnymi w kraju dobrami konsumpcyjnymi, ale z włoską komunistyczną gazetą pod pachą. Bardziej żałosnego wizerunku nikt mu już nie zafunduje, żaden lewicowy ani prawicowy dupek. Pisarz nieświadomie zrobił to sam.
Autor: Krzysiek
Rzeczywiście Iwaszkiewicz jakoś odchodzi w zapomnienie. A to dziwi, bo akurat wśród porządnej polskiej prozy nie ma zbyt wielkiego wyboru, więc aż się prosi żeby pamiętać o jego tekstach. A co do narracji - czytałem ostatnio "Bitwę na równinie Sedgemoor" - bardzo fajne zdanie pod koniec, kiedy opowieść już jest wygaszana:
"Bridgewater nie zmieniło się wcale. Lipy wkoło kościoła jeszcze urosły, mury się bardziej rozsypały, to wszystko."
Bardzo Iwaszkiewiczowskie. Przyroda trwa, cywilizacja się rozsypuje. A między tymi siłami człowiek - tak jak to czuje pod koniec Anna - muszla niesiona chwilę przez ogromną falę, rozbita i wyrzucona na brzeg.
Dodaj komentarz