Komentarze do
"Pierwodruki"

Tekst z Wydawnictwa Literackiego





Miło mi poinformować, iż w dzisiejszym wydaniu Rzeczpospolitej (31 - października  - 2 listopada) znalazł się tekst autorstwa Jarosława Klejnockiego pt. "Skandaloholizm Rymkiewicza". Tekst ten miał swój pierwodruk na łamach niniejszego bloga (Patrz: archiwum). To już drugi tego typu przypadek, wczesniej "Pochwałę Przesłania Pana Cogito" publikowała Lampa.

Admin



Treść komentarzy
Autor: Jarosław Klejnocki
Szanowny Panie Sebastianie, dziękuję za kolejny wpis. Otóż właśnie - po pierwsze nie pisze JMR prozy, tylko eseistykę, a ta zakłada znaczny udział intelektu w akcie kreacji. Z czystą literaturą (więc np. prozą) może być tak, że autor nie do końca jest świadomy swego własnego dzieła (złośliwi powiadają, że dzieło czasem jest ciekawsze od jego twórcy - tj. przekracza jego [twórcy] horyzonty intelektualne). A pisarstwo JMR, o którym rozmawiamy, jest właśnie eseistyką. JMR nie jest wioskowym głupkiem przez którego płynie strumień piękności, lecz on sam pięknością nie jest - że sparafrazuję słynny fragment Krasińskiego z jego "Nie - Boskiej". Autor "Kinderszenen" to w końcu także badacz literatury, profesor w IBL PAN, czyli: zasady logicznego myślenia, mechanizmy tworzenia tekstu dla założonego w akcie kreacji artystycznej czytelnika ma w małym palcu...On doskonale wie, dla kogo pisze. Stąd moja nieufność i pytania. Dawne bowiem teksty JMR, a zwłaszcza "Rozmowy polskie..." oraz eseik "Wielki Książę" nie przedstawiają "łagodniejszej", jak Pan twierdzi, interpretacji dziejów historycznych i postawy Polaków niż "Wieszanie" i "Kinderszenen" - TYLKO KOMPLETNIE ODMIENNE! "Wielki Książę" - to apoteoza niechęci Polaków do przemocy, to pochwała pacyfizmu, który - w dłuższej perspektywie historycznej - przynosi efekty, a ponadto jest przykładem moralności w polityce. Gorąco polecam Panu tę lekturę, bo zdziwi się Pan bardzo obcując z ówczesnymi diagnozami JMR. Ja to wszystko pamiętam, bo ta lektura była dla nas wówczas formacyjna - uzasadniała naszą postawę wobec władzy komunistycznej, której szczerze nienawidziliśmy z całego serca, a JMR - nie on zresztą jedyny - nauczał nas wtenczas, że z przemocą należy postępować koncyliacyjnie, nie terrorystycznie. A teraz w "Wieszaniu" zwłaszcza - ta nagła pochwała przemocy jako aktu zalożycielskiego dla tożsamości Polaków! To jednak, przyzna Pan, kompletny przewrót w myśleniu! Co mnie natomiast boli w "Kinderszenen" - a pisałem, że jest to książka niejednoznaczna, bo w partiach opisujących dewastujący wpływ wojny na wrażliwość dziecka, jest przejmująca i bezdyskusyjna - to to, że odwołuje się ona do mitologii krwi, do ofiary, która buduje podwaliny tożsamości narodowej. To myślenie - z jednej strony - plemienne, a z drugiej - germańskie. Odwołuje się tez Rymkiewicz do koncepcji mesjanistycznych: ofiara funduje integralnośc zbiorowości. A poczucie bycia ofiarą buduje solidarnośc wspólnoty w opozycji do Innego (jak to rozumie chociazby Levinas). Otóz mnie się ta koncepcja polskiej tożamości zupełnie nie podoba, bo odwołuje się do ksenofobicznych wzorców (ileż nienawiści do Niemców w "Kinderszenen"!). Że nienawidzić może dziecko - to jeszcze rozumiem (ale Kertesz jakoś z tej matni wybrnął w swojej wielkiej prozie), że nienawidzi - 60 po wojnie, w nowej Europie - świadomy świata intelektualista? Tego nie rozumiem. Skini nigdy nie będą sami z siebie wymachiwać książkami Rymkiewicza, ale już ich cwani i inteligentni przywódcy - czemuż nie? Uproszczą Rymkiewicza, sprymitywizują i wezmą na swoje sztandary - tak, jak nazizm wziął wybiórczo i fałszywie zinterpetowane koncepcje Nietzsche'go. Oczekiwałbym od Rymkiewicza świadomości takich możliwości. Poza tym - tezy Rymkiewicza nie są intelektualne, nie są przejawem samodzielności myślenia. W apoteozie krwi i masakry jako istoty historii przejawia się nie intelektualizm, ale właśnie aintelektualna wiara w mitologię dziejów. Odwołującą się do atawizmów - a to zawsze groźne - nie do refleksji. Piszę to z bólem, bo naprawdę jestem admiratorem poezji Rymkiewicza. Jego metafizycznego mroku, pesymizmu, jego egzystencajnych rozpoznań. Ale JMR sam wpisuje się w debatę polityczną, sam naznacza swe teksty - choćby w wywiadach prasowych - aluzjami doraźnymi i przeto wyzuwa je z filozoficznego namysłu. A na dodatek odmawia intelektualnej autointerpretacji udając właśnie - wioskowego głupka (wtedy na przykład, gdy mówi, że przemawia przez niego opowieść, która chce być opowiedziana). Czuję tu fałsz i cwane asekuranctwo. Polityczna poprawność doprawdy nie musi być rozumiana tylko jako slogan, któremu bezrefleksyjnie ulegają - i podporządkowują się - jej wyznawcy. Dla mnie politpoprawność jest aktem wyboru. Tak, wolę ją od jątrzenia. Nie chcę żyć w europejskiej zbiorowości, którą rządzą demony narodowych idiosynkrazji - a ostatnie książki JMR idą, moim zdaniem - własnie w tę stronę. I mówię to świadomie, mając w rodzinie powstańca warszawskiego, wygnanie z Wilna całej rodziny ze strony Ojcaoraz dziadka, który użyźnia teraz swym ciałem ziemię wokół obozu koncentracyjnego Stuthof.
Autor: Sebastian Kulesza
Szanowny Panie, Gnuśność, a zatem ospałość, apatia czy niechęć, nie wyklucza faktu, że osoba na nią cierpiąca potrzebuje być zmuszana do różnorakich czynności - nie oznacza więc to sytuacji "albo..., albo", nie rozumiem o jaki błąd Panu chodzi. Za palinodię rzeczywiście przepraszam; użyta została wyłącznie dla przybliżenia Panu jak przykrym tytułem opieczętował Pan swój tekst w Rzepie. Nawet jeśli wcześniejsze teksty JMR były INNE (delikatniejsze jak wywnioskowałem z tekstu prasowego), to z Pana opisu nie wynika wcale, by Rymkiewicz sobie zaprzeczał. Skąd więc ta dramatyczna "wolta" w Pańskim komentarzu? Nazywa Pan osoby podzielające tezy JMR "inną publicznością", z całym szacunkiem, ale brzmi to nieco lekceważąco. Czy mam rozumieć, że swoich czytelników też Pan określa takim mianem, a dzielenie się swoimi myślami traktuje Pan w kategoriach obsługi? Sugeruje Pan, że autor "Kinderszenen" napisał swoją książkę dla rozgłosu. Ha, pusty śmiech mnie ogarnia. Mieszkam na prowincji, więc może coś mnie ominęło, ale nie słyszę żadnych gorączkowych dyskusji na ten temat, nawet w środowiskach zwanych szumnie inteligenckimi. Natomiast rozgłos, jaki można zyskać głosząc poglądy podobne do Rymkiewicza, ma raczej charakter wykrzykiwanych obelg i pomyj wylewanych, w bardziej lub mniej zawoalowany sposób (vide tytuł artykułu), na głowę osoby, która zdecydowała się je wyznać. I to niestety najczęściej ze strony tych, którzy dyskusję zastępują politpoprawną (przepraszam za neologizm) papką jedynie słusznego światopoglądu. Jestem człowiekiem stosunkowo młodym, ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy serwowano nam taki ujednolicony obraz na telewizyjnym lub prasowym talerzu. I wtedy też "żyło nam się lepiej", nawet przedstawiano nam ów jako osiągnięcie cywilizacji, a sprzeciw wobec tej wizji nazywano haniebnym. I wtedy również osoby mające odmienne zdanie były piętnowane jako skandaliści, zaś niektórzy musieli publicznie dokonać samooczyszczenia (ergo wstąpienia w szeregi słusznie myślących). Jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nostalgia za czasami kiedy "dobrze się nam czytało", a i pewnie pisało, przebija mocno nie tylko z Pana wypowiedzi. Może warto dostrzec, że gdyby ten czas nie przeminął, nie moglibyśmy prowadzić tak ciekawej wymiany zdań. Pozdrawiam. PS: "Wieszanie" czytało mi się raczej źle.Przyznaję, że nie lubię takiego stylu w powieści historycznej, choć chylę czoła za pieczołowitość w ustalaniu najdrobniejszych faktów, bez oceniania jakiemu celowi posłużyła. Być może czyni mnie to jeszcze INNĄ publicznością?
Autor: Jarosław Klejnocki
Taki otrzymałem komentarz od Pana Sebastiana Kuleszy - pusty. Nie wiem, co to znaczy, ani co ewentualnie zawiodło. Do mnie dotarła tylko pusta przesyłka. Autoryzowałem ją. Gdyby zechciał Pan jeszcze raz wysłać swój komentarz - zapraszam. Będzie mi miło dyskutować dalej.
Autor: Sebastian Kulesza
Autor: Jarosław Klejnocki
Szanowny Panie Sebastianie, po pierwsze gratuluję użycia chwytu zwanego palinodią (ostatni wers Panskiego wpisu), ale niestety pudło - bo popelnił Pan dośc dramatyczny błąd logiczny. Bo albo mnie Rymkiewicz - jak Pan pisze - zmusił do myślenia, albo mój tekst jest przejawem gnuśności intelektualnej. Albo albo. Obawiam sie, ze podobnie jak w przypadku Pana Pawla Siennickiego - nie czytał Pan wcześniejszych tekstów Rymkiewicza. One nie były politycznie poprawne, nie o to idzie, one były kompletnie INNE. I o tym przede wszystkim jest mój tekst - o tym, że Rymkiewicz dokonał tu dramatycznej wolty ideowej. A ja chciałbym wiedziec - dlaczego? Bo skoro sam pisarz unika objaśnień - to wolno mi domniemywac, że: po pierwsze wtedy był poniekąd koniunkturalistą, a i dziś nim jest, tyle że "obsługuje" już inną publicznośc. Bo Panu się dobrze czytało "Wieszanie" i "Kinderszenen", prawda? No i właśnie O TO chodzi. Po drugie - mogę podejrzewac, że poruszenie (zwane przez niektórych, także mnie) skandalem, jakie wywołał swoimi ostatnimi tekstami było zaplanowane. Tu nie idzie o poruszenie intelektualne - dzięki Bogu umiem myślec samodzielnie bez pomocy Rymkiewicza oraz Panskiego wsparcia - tu byc moze idzie po prostu o rozgłos. I żeby była jasnośc - polityczną poprawnosc uważam za jednoznaczne osiągnięcie cywilizacji okcydentalnej, dzięki któremu lepiej nam się żyje (jako społeczeństwom). Więcej - uważam, że politycznej poprawności jest u nas za mało, a rozmaite haniebne postawy i głosy są za mało piętnowane.
Autor: Sebastian Kulesza
Szanowny Panie, w tekście, którego radosny zwiastun odnajduję na tej stronie, użył Pan takiego sformułowania: "(...) dobrze nam się to wtedy czytało (czy o to aby wtedy nie chodziło?)" w stosunku do bardziej politycznie poprawnych esejów JMR. Abstrahując od Pańskich opinii na temat książki wyżej wymienionego dosyć grubiańsko wyrażonych (jak zauważył powyżej Pan Piotr Siennicki) chciałem Panu powiedzieć, że chodziło właśnie nie o to. Nie wystarczy Panu wszechobecność jednolitych światopoglądowo artykułów, które - w podobnym do Pańskiego stylu - przygładzają niewygodne lub niesłuszne wręcz poglądy myślących inaczej. Złości Pana, że JMR ma poglądy i co więcej nie stara się ich ukryć. Bije Pan na alarm strasząc nacjonalizmem, choć osobiście nie widziałem w TV ani jednego skina wymachującego książką Rymkiewicza lub z jego wizerunkiem na koszulce. Otóż właśnie o to chodzi, żeby ugryźć żubra właśnie w ten sposób by zaczął biec, a tzw. intelektualistów zmusić do myślenia, a niekoniecznie zmiany swojego światopoglądu. Co zresztą widać udało się JMR doskonale, skoro nożyce odezwały się w 256 numerze Rzeczpospolitej. PS: Tak na marginesie swojej wypowiedzi nie zatytułuję chociażby: Gnuśność umysłowa Klejnockiego.
Autor: Admin
Drogi Panie Kczk, Nie o publikacje tekstu autora tu się rozchodzi, ale o pewną, mam nadzieję i miłą Pana sercu tendencję, iż teksty publikowane NAJPIERW w sieci (blogu) są POTEM przedrukowywane w poważnych gazetach i czasopismach. Co w zasadzie nieźle pozycjonuje niniejszą witrynę, nieprawdaż? Pozdrowienia Admin
Autor: Jarosław Klejnocki
Szanowny Panie Piotrze, zadziorności tekstu nie postrzegam jako automatycznej jego wartości. Starałem się to uwypuklić w moim artykule (w obszerniejszej wersji internetowej zapewne silniej niż w zredagowanej wersji papierowej). Co więcej - ową zadziorność tu właśnie postrzegam jako chwyt poniekąd zaplanowany... Z Pana komentarza wynika, że albo nie zna Pan wcześniejszej twórczości JMR - a zwłaszcza eseju "Wielki Książę", albo - w przeciwieństwie do mnie jest Pan człowiekiem na tyle niewrażliwym (bazuję tu na Pańskiej ocenie mojej wrażliwości), że nie dostrzega Pan dramatycznych przemian ideowych autora. Stąd koncept: znajlazłoby się w Polsce kilkunastu radykałów - jak |JMR - który jakoś radykałami w dawniejszych czasach nie byli. I ta wolta mnie interesuje, bo nikt się nią specjalnie nie zajmuje. Dlatego wymarzyłem sobie kogoś tak bezkompromisowego jak Jacek Trznadel, żeby tych radykałów popytać. Przez myśl mi nie przeszło porównanie do stalinistów, to nie o to chodzi. I nie ja mam ambicje zostać nowym Jackiem Trznadlem, ja bym tylko zbiór takich bezkompromisowych rozmów, gdzie między innymi JMR musiałby odpowiadać na rozmaite trudne pytania (których mu się dziś nie stawia) chciał przeczytać.
Autor: Piotr Siennicki
Przeczytałem Pański tekst i dostrzegam pewną dysproporcję pomiędzy niesmakiem z jakim odnosi się Pan do prozy JMR, a siłą używanych przez pana argumentów. Musi Pan być człowiekiem szalenie wrażliwym na punkcie politpoprawności, ale też bardzo szczęśliwym, bo czasy, w których żyjemy bardzo Panu sprzyjają. W zalewie tanich antypatriotyzmów i pacyfizmów, proza JMR jest raczej wyjątkiem, niż regułą i może warto to docenić, a nie ubolewać... Mnie natomiast bardzo niesmaczna wydała się Pańska propozycja bezkompromisowego przesłuchania JMR z jego wyborów ideowych... Rozumiem, że dla wyznawcy politycznej poprawności zderzenie z zadziornością JMR mogło być bolesne. Ale skąd Panu wpadło do głowy, że powinien on się przed Panem tłumaczyć ze swoich poglądów na równi ze stalinistami?
Autor: KczK
Drogi Adminie no i co z tego? Autor tego bloga nie jest licealistą, żeby się w tak obcesowym stylu chwalić, że mu tekst w gazecie wydrukowali. Naprawdę, niepotrzebne to, ociera się o śmieszność.

Dodaj komentarz



(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl