Szukaj

Południk 21 - trailer

Na Nowy Rok

 

Jak słyszę, żadna z książek o Harrym Potterze nie znalazła uznania w oczach fachowców układających nowe podstawy programowe dla bezgimnazjalnego systemu nauczania. W gazecie czytam wywiad z dr. hab. Andrzejem Waśką z UJ (polonistą, literaturoznawcą), którego media przedstawiają jako lidera tejże grupy rzeczoznawców, a w rozmowie tej pada tak dziwaczna interpretacja książek madame Rowling (w podtekście zaś negatywna ich ocena), że mam kłopoty z jej streszczeniem. Potem jeden z publicystów napisze, że najwyraźniej profesor Waśko żadnej książki o Potterze nie przeczytał, ale myślę, że nawet jeśli przeczytał, to nie za bardzo zrozumiał. Skądinąd byłby to przykry przykład na problemy z czytaniem ze zrozumieniem u naukowca, który literaturę bada i opisuje, a nadto naucza o niej.

Jedną z największych wad funkcjonujących u nas kanonów lektur szkolnych jest to, że każe się dzieciom i młodzieży czytać w zasadzie tylko te książki, które mówią o problemach ważnych w świecie ludzi dorosłych, nawet jeśli są to teksty o dzieciach (vide np. polska nowelistyka pozytywistyczna). Nie twierdzę, że takiej literatury młódź dorastająca czytać nie powinna, ale trzeba też dać jej coś, co zajmie ją, gdyż opowiada o problemach ważnych dla niej – pisałem o tym zresztą parę razy w tym blogu oraz w innych miejscach.

Jest w opowieściach o Harrym Potterze i jego przyjaciołach (oraz wrogach) wiele wartościowych rzeczy; to nie jest literatura konfekcyjna, ani czysto rozrywkowa. Dziś, u zwieńczenia starego roku – myślę przede wszystkim o jednej bardzo istotnej scenie z końca ostatniego tomu pod tytułem „Insygnia śmierci”.

Po pokonaniu Woldemorta i jego armii Harry, Hermiona i Ron, tych troje magicznych muszkieterów, rozmawia na moście prowadzącym do Hogwartu. Harry wyjawia, że to on tak naprawdę jest władcą Czarnej Różdżki, najpotężniejszej w świecie czarodziejów. Zdobył też pozostałe dwa tytułowe insygnia – Kamień Wskrzeszenia oraz Pelerynę Niewidkę. I rozgorączkowany Ron mówi Harremu, że z tymi insygniami, a zwłaszcza z rzeczoną różdżką, Harry mógłby zostać niepokonanym liderem w ich świecie. Ponieważ wiemy, że Harry jest prawy i dobry, nie mamy wątpliwości, że mocy tych użyłby w zbożnych celach, że mógłby zostać takim Anty – Woldemortem.

Ale Harry tylko kiwa przecząco głową, uśmiecha się i łamie Czarną Różdżkę, a jej resztki wyrzuca do wąwozu jak zbędny patyk.

Także w innej istotnej książce – „Władcy pierścieni” - są co najmniej dwie sceny o podobnej metaforyce. W jednej Gandalf Szary nie przyjmuje najważniejszego pierścienia z rąk Bilba, w drugiej Galadriela też przechodzi próbę i nie bierze pierścienia od Froda.

Wszyscy oni wiedzą bowiem, że te magiczne obiekty by ich zdeprawowały, a ponieważ obdarzono ich niepospolitymi możliwościami, konsekwencje tej deprawacji byłyby zgubne dla świata.

I tak sobie myślę, że przydałoby się w świecie i w naszym kraju więcej Potterów, Gandalfów oraz Galadriel, którzy w godzinę próby uśmiechną się i oddalą od siebie pokusę zbytniej władzy, którą sprawowaliby, oczywiście, dla dobra poddanych czy obywateli i byliby – tu parafraza tego, co mówi Frodowi Galadriela – kochani i nienawidzeni, a ich rządy byłyby jak orkan przechodzący przez ziemię.

Dobrego Nowego Roku.
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 26-12-2016  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl