Witamy w krainie frustracji


 
W "Newsweeku" 49/2009 kuriozalny i naganny artykuł Leszka Bugajskiego pod tytułem "Gra pozorów", poświęcony polskiej prozie najnowszej. Osobliwa to mieszanka sądów quasi - recenzyjnych i łże - literackich uogólnień.

Zaczyna się od razu od mocnego uderzenia: “Caryca polskiej literatury wydała nową powieść, której podstawowe założenie zrodzone jest z dziwacznej intelektualnej aberracji wegetariańsko – ekologicznej.” To o Oldze Tokarczuk i jej nowej powieści (kryminalnej? thrillerowatej?) “Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Bugajski twierdzi, że w książce tej następuje “zrównywanie – bez jakichkolwiek rozterek moralnych – śmierci zadawanej zwierzętom z mordowaniem ludzi” i że jest to “niezwykłe horrendum etyczne. Tym bardziej, że powieściowy sprawca morderstw nie przeżywa żadnych rozterek i wszystko, czego się dopuścił, uchodzi mu bezkarnie.” Dlatego, twierdzi Bugajski, powieść Tokarczuk to: “głupi utwór”.

Dalej – powiada krytyk – “czytelnik, który przeczytał ją [powieść] z dobrą wolą i szczerym zainteresowaniem, musi na końcu poczuć się oszukany przez pierwszoosobowego narratora. Grał on z nim przez cały czas nie fair, aż do finału nie wyjawia mu najważniejszych i najbardziej drastycznych zdarzeń ze swego życia, autorka zaś nie nadała najmniejszego sygnału, że cierpi on na przykład na rozdwojenie jaźni, co byłoby usprawiedliwieniem takiego zabiegu. Tak się po prostu nie robi, a jeśli się robi, to w wyniku braku pomysłu, narracyjnej nieudolności lub dlatego, że uważa się czytelnika za idiotę.”

Po kolei. Po pierwsze Bugajski zdaje się nie rozpoznawać różnicy pomiędzy pierwszoosobowym narratorem a autorką powieści. Janina Duszejko to jednak nie Olga Tokarczuk, a próba ich scalania oznacza, że Bugajski, skądinąd doświadczony krytyk, zapomniał lekcji z poetyki i teorii literatury.

Po drugie: wątki ekologiczno – wegeteriańskie nazywa “aberracyjnymi”, co oznacza, że angażuje się on w spór (zawarty w powieści) po, by tak rzec, jednej ze stron – i to tej przeciwnej przesłaniom książki. Zatem – wyklucza siebie z grona arbitrów (czego, zdaje się, nie jest świadom).

Po trzecie: nazywanie powieści “głupią” dlatego, że morderca nie ma – przynajmniej według krytyka – rozterek moralnych oznacza, że bliska jest Bugajskiemu zarówno stylistyka “publicystyki” “Faktu”, jak i to, że nie rozumie on reguł funkcjonowania powieści kryminalnych, gdzie najczęściej – i to jest clue – mordercy dlatego właśnie mordują, bo rozterek zazwyczaj nie mają. Albo – w wersji ambitniejszej – i to jest właśnie casus “Pługu” mają ich nadmiar (Raskolnikow też miał.).

Po czwarte: zarzut “gry nie fair” jest już kompletnie śmiechu warty, bo w literaturze nie istnieją takie reguły, a poza tym Tokarczuk powtarza w swej powieści gest Agathy Christie z książki “Zabójstwo Rogera Ackroyda”, z czego najwyraźniej komentator nie zdaje sobie sprawy (niedoczytanie? niedouczenie?). Co ciekawe, zarzuty Bugajskiego są dokładnie takie same, jak zarzuty krytyków i konserwatywnych autorów angielskich kryminałów sprzed lat, które doprowadziły do usunięcia powieściopisarki z jakiegoś angolskiego towarzystwa autorów powieści kryminalnych właśnie za niesamowitą, niezwykłą innowację powieściową.

Jednym słowem: przykład to ignorancji krytyka, a wszystko razem - jego złych intencji.

Co się od pseudo – recenzji nowej powieści Tokarczuk zaczyna, przeradza się w uogólnione rozważania nad fatalnym – zdaniem Bugajskiego – stanem nowego polskiego powieściopisarstwa w ogóle. Dostaje się – po nazwisku – np. Dehnelowi czy Stasiukowi (za “wodolejstwo”). Tu argumentów nie ma, poza zwyczajowym chwytem krytycznoliterackich arywistów, utrzymanym w duchu rozważań, że pisarz napisał nie taką powieść, jaką winien – przynajmniej według komentatora - napisać.
Jeszcze dalej same niekonsekwencje i przekłamania. Rozsierdzony krytyk (“krytyk”?) najpierw zarzuca polskiej nowej prozie prowincjonalizm, a potem – wbrew sobie? – twierdzi, że z naszego polskiego prowincjonalizmu nie potrafimy stworzyć literackiego oręża... Pisze, że polscy autorzy nie są czytywani w świecie i odwracają się też od nich – podobno – czytelnicy rodzimi – kiedy właśnie wydawcy zacierają ręce, bo takiego wysypu tłumaczeń oraz sprzedaży krajowej do tej pory nie mieli.

Co więcej – dostaje się też krytyce literackiej, która – według Bugajskiego – spsiała totalnie i nie umie podjąć z literaturą twórczego dyskursu. Tu już granice przyzwoitości zostają przez autora przekroczone totalnie.

Sam Bugajski bowiem wykańczał swego czasu (przełom lat 70. i 80) polską prozę, lansując – u boku Henryka Berezy – pisarzy z nurtu tzw. “rewolucji artystycznej”, o których dziś pies z kulawą nogą, a nawet badacze uniwersyteccy, nie pamiętają. Ci wszyscy “polscy Dostojewscy” i “polscy Joyce’owie” - to dopiero byli nudziarze i wodolejcy! Bugajski wspierał ich dobrym słowem i publikował o nich kolejne książkowe rozprawy, równie ciężkostrawne jak ta nierzadko grafomańska epika, ubierana przez usłużnych komentatorów w szatki estetyzmu i wysokiej sztuki (patrz: “Następni” i “Pozy prozy” LB, rzeczy z lat 80.)

Współuczestniczył też w doprowadzeniu do upadku opiniotwórczego niegdyś w literackich kręgach miesięcznika “Twórczość”, który dziś ledwie dycha, utrzymując się z budżetowego wsparcia i drukując np. konfesje Adama Wiedemanna o tym, jak Tobiasz Jakiśtam robił mu laskę w zaroślach (Bugajski jest w redakcji tego periodyku i zdaje się za dział prozy odpowiada).*/

Bardzo ostatnie dzieło publicystyczne LB przypomina pisaninę innego “krytyka” – Zbigniewa Bidakowskiego (cóż za wspaniałe nazwisko znaczące dla nieudolnego komentatora!) z “Rzeczpospolitej”.

Takie oto mamy głosy dwóch tetryków, którzy stracili najwyraźniej łączność z krwioobiegiem współczesnej kultury literackiej, a ponieważ stracili też na literaturę krytyczny wpływ – fundują nam festiwal własnej frustracji.

*/ w tejże “Twórczości” książką kolejnego miesiąca okrzyknięto nie tak znów dawno – piórem któregoś usłużnego wyrobnika słowa – jakiś produkt redaktora naczelnego (Bohdana Zadury) tegoż pisma. Bravo! Tak trzymać!
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 01-12-2009  |   komentarze: (26)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl