Szukaj

Południk 21 - trailer

O "Julu"...

Wczoraj, 17.11.2010 roku, Paweł Goźliński otrzymał Nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej (której jestem jurorem) za powieść „Jul”. Poniżej laudacja, jaką wygłosiłem z tej okazji:
„Trudno jest mówić o kryminałach, bo nie wolno powiedzieć o takich książkach zbyt wiele (by nie odebrać czytelnikowi radości lektury, śledzenia intrygi czy wreszcie jej rozwiązywania), a wszak coś jednak powiedzieć wypada, zwłaszcza jeśli konkretna książka zostaje nagrodzona.
Obserwujemy w Polsce od lat kilku co najmniej renesans powieści kryminalnej. Uczeni krytycy są skłonni upatrywać w tym odrodzeniu reakcję na siermiężne lata PRL-u, kiedy tworzenie prawdziwych powieści detektywistycznych – z oczywistych względów - możliwe nie było. Co nie znaczy oczywiście, że ciekawe czy nawet wybitne teksty w gatunku nie powstawały. Warto tu przywołać chociażby niepowtarzalne książki Joe Alexa, ale wypada też dodać, że były tyleż stylizacjami co pastiszami.
We wspomnianym wysypie kryminałów lat ostatnich  odnotować należy pewną ciekawą tendencję, nazwaną już przez badaczy i komentatorów literatury nurtem „kryminałów retro”. Najbardziej znane to oczywiście powieści Marka Krajewskiego o komisarzu Eberhardzie Mocku z przedwojennego Wrocławia, ale też na przykład książki Marcina Wrońskiego czy Konrada Lewandowskiego, których akcja sytuuje się w rozmaitych polskich  miastach okresu Międzywojnia (Lublinie, Warszawie, Poznaniu…).
„Jula” Pawła Goźlińskiego, powieść nagrodzoną właśnie laurem Warszawskiej Premiery Literackiej, można by również wpisać w ten retrospektywny nurt. Rzecz w tym jednak, że autor sytuuje akcję swej opowieści jeszcze wcześniej – w XIX wieku; mianowicie w Paryżu czasów Wielkiej Emigracji, po przegranym właśnie Powstaniu Listopadowym. A zatem – wydaje się - to kryminał jak najbardziej retro, a nawet jeszcze bardziej retro niż te, które tu przywołałem. Przy okazji – powiadam wciąż „kryminał”, ale czy naprawdę jest to tylko kryminał?  O tym za chwilę.
Dwa wielkie nazwiska przyszły mi od razu na myśl, gdy skończyłem czytać „Jula”: Umberto Eco i Henryka Sienkiewicza. Nie żeby Paweł Goźliński był tu jakimś naśladowcą czy imitatorem – broń Boże! Idzie raczej o patronat, o czerpanie instruktywnych nauk.
Jeśli chodzi o Henryka Sienkiewicza, to pomyślałem o nim, gdyż urzekła mnie, by nie powiedzieć zachwyciła, umiejętność stylizacji tekstu przez Pawła Goźlińskiego. A jak wiadomo, Sienkiewicz był właśnie mistrzem stylizacji powieściowej. Jego maestria polegała na tym, w wielkim skrócie, że umiał wytworzyć iluzję prawdziwej mowy swoich archaicznych bohaterów. No bo przecież nie jest tak, że jego XVII - wieczni Sarmaci mówią językiem adekwatnym do epoki. Jak Sarmaci mówili, możemy zorientować się choćby po lekturze pamiętników Jana Chryzostoma Paska, a - jak wiadomo – dziś czytać tych „Pamiętników” bez tysiąca przypisów wyjaśniających i objaśniających zwyczajnie się nie da. A wszak wydaje się nam, że to właśnie fraza imć pana Zagłoby czy chorążego orszańskiego Andrzeja Kmicica stanowi standard mowy tamtych czasów.
 Podobnie u Goźlińskiego – stylizacja jego narracji na XIX - wieczną polszczyznę jest świetna właśnie dlatego, że jest tego języka iluzją, sprawnym artystycznym naśladowaniem. Dzięki temu – jak u Sienkiewicza – dajemy się owej iluzji ponieść. Bohaterowie Goźlińskiego mówią językiem archaicznym (w stosunku nawet nie do dzisiejszej, ale choćby i XX – wiecznej, polszczyzny), my ten język jednak rozumiemy, a co więcej wydaje się on nam autentyczny. Nawet wtedy, gdy nie rozumiemy poszczególnych słów, bo zamieszkują one lamus polszczyzny, to domyślamy się sensu całości. A jednocześnie mamy owe wrażenie autentyzmu mówiących postaci. Chylę zatem czoło zarówno przed sprawnością warsztatową pisarza jak i przed jego lingwistyczną wiedzą, którą umiał sfunkcjonalizować tak, byśmy stylizacyjną imitację – jak u Sienkiewicza, jeszcze raz powtórzę – wzięli za prawdę.
Jest ponadto Goźliński – znów podobnie jak autor „Trylogii”, choć nie chcę tu dokonywać nazbyt uproszczonych porównań – sprawnym opowiadaczem, gawędziarzem, uważnym organizatorem narracji. Jednym słowem – tak pisze, że chce się czytać dalej. Mnożą się w „Julu” punkty kulminacyjne historii, zwroty akcji – wszystko po to, by trzymać nas w napięciu i byśmy, dopóki nie skończymy, nie odłożyli książki.
Czytając powieść Goźlińskiego, myślałem też od razu o Umberto Eco jako o autorze znanego bestsellera „Imię róży”.  Włoski mistrz miesza w swej powieści rozmaite gatunki i typy opowieści, prowadzi z czytelnikiem swoistą grę opartą na aluzjach, nawiązaniach do innych tekstów i do rozmaitych dziedzin wiedzy – od historycznej czy filozoficznej po estetyczną.
W  teorii literatury funkcjonuje pojęcie „podwójnego kodowania tekstu”. Zarówno „Imię róży” Eco jak i „Jul” odwołują się do tej właśnie metody. Powieść na jednym poziomie wydaje się na przykład – jak w tych przypadkach – książką sensacyjną i da się tak właśnie przeczytać: jako zagadka kryminalna, która ma nieść rozrywkę i wszystkie związane z tym typem literatury przymioty. Na innym – powiedzmy „wyższym” - poziomie stanowi rozrywkę intelektualną, spowitą w rozmaite ukryte cytaty i aluzje, zaszyfrowane nawiązania do rozmaitych dzieł, do historii, do kultury w ogóle. Zabawa w identyfikację tych tropów, w rozszyfrowywanie zakodowanych aluzji ma czytelnikowi przynieść dodatkową satysfakcję, dodatkową (często, by tak rzec, humorystyczną) radość – ponad tą, którą niesie sama kryminalna czy sensacyjna intryga.
A zatem „Jul” Pawła Goźlińskiego jest i nie jest TYLKO kryminałem. To także powieść sensacyjna z elementami horroru i makabry, odwołująca się zresztą do romantycznego typu wyobraźni (choćby z ducha Edgara Allana Poe) i do romantycznej frenezji. To także stylizacja – już na poziomie wyższym niż językowy – na romantyczną opowieść grozy, a ostatecznie – opowieść o skomplikowanej, niejednoznacznej i uwikłanej w rozmaite doraźności – naturze ludzkiej.
I przy tym, koniecznie należy to dodać – jest dowcipna. A więc mamy tu do czynienia z czymś więcej niż po prostu kryminałem.
Proszę państwa: oto Paryż, miasto wspaniałe, ale i miasto występku w latach 30 – tych XIX wieku. Przedstawiciele polskiej Wielkiej Emigracji już wiedzą, że na powrót do kraju nie ma co liczyć. Swary i spory wewnątrz środowiska exulantów  intensyfikują się.
 Goźliński pokazuje naszych szacownych wygnańców w innym świetle niż dostojne opracowania historyczne i historycznoliterackie. Jest tu i oszustwo, i małość ludzka, i namiętności owocujące przestępstwem. To także intrygująca warstwa książki. W ujęciu Goźlińskiego nasza Wielka Emigracja nie jest taka grzeczna, jak pokazują ją podręczniki dla młodzieży.
 Podróżujemy więc po spelunkach, widzimy jak niegdysiejsi bohaterowie lub tylko zwykli uczestnicy listopadowej irredenty sięgają po alkohol czy narkotyki, jak obcują z pannami lekkich obyczajów, jak staczają się, jak imają się nieetycznych metod, by przeżyć. W tej książce nie ma patosu i pesymistycznego uwznioślenia znanego nam choćby z lektury „Pogrzebu kapitana Meyznera” Juliusza Słowackiego. Jest okrutne, codzienne życie, wyzbyte szlachetności.
Ale przede wszystkim jest zbrodnia. W misternej opowieści snutej przez Goźlińskiego wiele wskazuje na to, że w intrygę wmieszani są nasi najwybitniejsi pisarze – romantyczni wieszczowie. A być może to nawet jeden z nich jest inspiratorem sekwencji kolejnych mordów, których zwieńczeniem ma być śmierć drugiego z wielkich duchowych przewodników narodu?
Chciałbym Państwu polecić lekturę „Jula” Pawła Goźlińskiego. Ostateczną rekomendacją niech będzie podziw i szacunek  mówiącego te słowa autora powieści kryminalnych dla – niech i tak będzie – konkurenta.”    
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 18-11-2010  |   komentarze: (0)

Zawsze może być jeszcze gorzej...

Rok temu skomentowałem tutaj nagrodzenie ostatniej powieści Bronisława Wildsteina laurem im. Mackiewicza nie kryjąc, że werdykt ten uważam za mocno niefortunny (ze względu na słabość pisarstwa BW w ogóle, a także ze względu na specyficznie mocną słabość „Doliny nicości” jako taką).
Swojego czasu Stanisław Jerzy Lec wymyślił – nadzwyczaj wciąż aktualny – aforyzm (cytuję z pamięci): „Gdy upadłem na dno, usłyszałem pukanie od dołu”.
Przypomniał mi się ów aforyzm, gdy przeczytałem informację o przyznaniu Nagrody im. Mackiewicza w tym roku – a otrzymał ją – przypominam, jakby ktoś tego nie zarejestrował – Paweł Zyzak za książkę o Lechu Wałęsie („Lech Wałęsa. Idea i historia”, wyd. Arcana).
Jest to praca magisterska – jak rozumiem, dla celów wydawniczych zremasterowana – pokazująca LW w mocno negatywnym świetle (od strony biograficznej). LW, wg. Zyzaka, miał mieć m.in. – w czasach, by tak rzec, przedheroicznych - nieślubne dziecko, być agentem SB, a także zachowywać się skandalicznie w kościele (szczegóły sobie daruję).
Rzecz w tym, że autor oparł swe wywody głównie na tzw. źródłach wywołanych, to jest wywiadach, rozmowach z rozmaitymi – anonimowymi czasami – informatorami. Wiedza ta, jakkolwiek sensacyjna, nie została jednak przez autora na ogół zweryfikowana. Powstała zatem praca magisterska oparta na plotce (bo jak inaczej nazwać owe „wywołane źródła”), co - wydaje mi się - jest przejawem dość szczególnej metodologii w warsztacie historyka.
Bo gdyby Paweł Zyzak napisał powieść – to zupełnie co innego. No ale nie napisał.
Słyszałem, że po publikacji swej niepokornej biografii Lecha Wałęsy Paweł Zyzak doświadczył rozmaitych perturbacji zawodowych: że szukał pracy, ale w zawodzie nie bardzo mu się udało (swoją drogą – nie dziwię się zbytnio). Że zatem pracował w różnych miejscach i na stanowiskach uwłaczających wyższemu wykształceniu historycznemu (bo pracę mgr wszak obronił).
Decyzję jury Nagrody im. Mackiewicza byłbym skłonny zatem oceniać w kategoriach humanitarnych. W końcu 10 tys. dolarów to zarobek równy rocznym dochodom rzetelnego nauczyciela historii w publicznej szkole.
O obecnym jury Nagrody im. Mackiewicza, mimo ewentualnych aspektów empatii, świadczy ta decyzja jak najgorzej. To zwyczajny upadek i tyle.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 12-11-2010  |   komentarze: (8)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl