Szukaj

Południk 21 - trailer

Universal writer

Tegoroczną nagrodę literacką im. Mackiewicza otrzymał Bronisław Wildstein za powieść "Dolina nicości".

Przyjąłem ten werdykt ze smutkiem, bo autor "Mistrza" jest zwyczajnie słabym pisarzem. Przypominam sobie mgliście recenzję z debiutanckiej jego powieści "Jak woda", która to recenzja ukazała się w "bruLionie". Brzmiała jakoś tak: "Dokładnie", "Właśnie" czy też "Nic dodać, nic ująć". Bo też rzeczywiście wodnista to proza i przez te lata (w, bodajże, 1989 r. Wildstein otrzymał za swój debiut nagrodę Kościelskich - sic!) niewiele się zmieniło.

Najsłabszy u Wildsteina jest styl, niestety - słaba też tematyzacja światopoglądowych rozważań. "Dolina nicości" to fabularyzowana publicystyka, doprawiona dawką satyry. Jeden z jurorów - zdaje się Tomasz Burek - stwierdził, że powieśc ta jest doskonałym pamfletem i że obnaża ona patologię współczesności (rozumiem, że społeczno - polityczną).

Pamflety mają to do siebie, że są chore na progerię (chorobę przyspieszonego starzenia się). Jurorzy zdecydowali się jednak nobilitować tę książkę, zapewne dla jej walorów doczesności właśnie oraz dla zawartej tam interpretacji świata. Ponieważ poglądy i stanowisko ideowe Wildsteina są dość powszechnie znane - nie będę się dalej w tych kwestiach rozwodził.

Jeszcze dwa słowa o samej nagrodzie im. Mackiewicza. Jest to nagroda prywatna, w jury zasiadają w większości ludzie znani z prac literackich i okołoliterackich (m.in. Tomasz Burek, Marek Nowakowski, Maciej Urbanowski) - zatem gremium to nagradzać może kogo chce i za co chce bez narażania się na krytykę np. marnotrawienia publicznych funduszy czy deprawacji publicznego gustu. Wildstein ma wszak swych licznych czytelników i zwolenników, spotkałem sie już kilka razy z opinią, że "Dolina nicości" to książka wybitna. 

Pamiętam jednak komentarze Rafała Ziemkiewicza (nb. także jurora Mackiewicza) wyśmiewające przed laty nagrodę NIKE jako wybitnie środowiskową i towarzyską. Rzeczywiście, jeszcze kilka lat temu krytyka taka miała podstawy. Ale udało się NIKE wyjść z tego zaścianka czy też ominąć pokusę środowiskowości i dziś jest to rzeczywiście nagroda "otwarta" na literaturę różnoraką. Dawne zarzuty Ziemkiewicza, paradoksalnie, niczym zdalnie sterowana torpedy, zmieniły gwałtownie swój kurs i teraz celują raczej w Mackiewicza (niestety). Dziś sprawia ona wrażenie nagrody wybitnie środowiskowej (ideowo), by nie rzec sekciarskiej, "zamkniętej".

Wielka szkoda, bo o ile jakiś czas temu można było ironizować (sam to czyniłem), że liberałowie mają swoją NIKE - a prawica swojego Mackiewicza - to w chwili obecnej taka symetria nie istnieje.

Niech sobie zresztą Mackiewicz wygląda jak chce (powtarzam: prywatna itd.). Ale jeśli już chce się promować jakąś gałąź polskiej literatury, to można by nieco lepiej zadbać o sprawy pijaru. To miło, że nagrodę wręcza się 11 listopada, szkoda, że jakoś pokątnie.

PS Kto oglądał film "Universal soldier" z Jean Claude Van Dammem raczej nie powinien mieć kłopotów z interpretacją tytułu niniejszego wpisu (w kontekście twórczości epickiej Bronisława Wildsteina). Kto zaś filmu nie widział - powinien ten brak natychmiast uzupełnić.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 16-11-2009  |   komentarze: (36)

"bruLion" i Jan Polkowski

 
 
W “Dużym Formacie” (dodatku reporterskim “GW” z 5.11.2009) zabawny lapsus Jana Ołdakowskiego – posła na Sejm i dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego.

Pytany, na jakie kulturalne przedsięwzięcia przeznaczyłby 100 złotych, Ołdakowski odpowiada, że wśród innych zakupów:
“Mam zamiar kupić tom poezji “Cantus” Jana Polkowskiego. To jeden z najważniejszych poetów pokolenia “bruLionu”. Inni artyści z tej grupy, jak Świetlicki czy Podsiadło, są obecni w kulturze, rozszerzyli działalność, a Polkowski zamilkł na początku lat 90. Pokolenie “bruLionu” antycypowało wolną Polskę, myśleli szerzej niż samym sprzeciwem. Dużo sobie po tym tomiku obiecuję.”

Nie wiem, co na takie dictum “poeci bruLionu” i sam Polkowski.

Pozwolę sobie przypomnieć notkę biograficzną poety (w całości!) zamieszczoną na 4 stronie okładki “Elegii z tymowskich gór i innych wierszy” (ZNAK, 1990):

“Urodził się w 1953 r. Mieszka w Krakowie, gdzie studiował filologię polską na UJ. W latach 1977 – 79 działacz krakowskiego Komitetu Solidarności (SKS) i Krakowskiej Oficyny Studentów (kos). W latach 1980 – 81 współzałożyciel i redaktor niezależnego Wydawnictwa ABC, a także pracownik Zarządu Regionu Małopolska NSZZ “Solidarność”. 13 grudnia 1981 internowany. Debiutował w “Zapisie” w r. 1978. Wydał w “drugim obiegu” cztery tomy wierszy: “To nie jest poezja” (NOWA 1980), “Oddychaj głęboko” (ABC 1981), “Ogień. Z notatek 1982 – 83 (Półka Poetów 1983) i “Drzewa” (Oficyna Literacka 1987). W Londynie ukazały się jego “Wiersze (1977 – 1984)” (Puls 1986). W roku 1983 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie oraz wyróżnienie Zespołu Kultury Niezależnej przy TKK NSZZ “Solidarność”.

Dorzućmy do tego, że JP był, już po 1989 r., ostatnim rzecznikiem prasowym rządu Jana Olszewskiego, redaktorem naczelnym krakowskiego “Czasu”, właścicielem agencji PR oraz jakimś ważnym dyrektorem w telewizji publicznej za rządów propisowskiego prezesa Urbańskiego.

Zorientowani wiedzą doskonale, że Polkowski i “bruLion” to dwie różne, miejscami zupełnie przeciwne, bajki. Zarówno generacyjnie, jak i – poniekąd – ideowo. Słynny wiersz Marcina Świetlickiego “Dla Jana Polkowskiego” (choć sam autor mówi o nim dziś niechętnie i uważa za nieudany) stanowił rodzaj manifestu “bruLionowego” przeciwko poezji zaangażowanej (choćby i w słuszną sprawę), wyznaczając odmienny horyzont zainteresowań formacji poetyckiej wkraczającej dopiero w literaturę i w życie społeczne.

Jan Polkowski i jego poezja to osobne miejsce w literaturze. Decyzja twórcy, by zadebiutować od razu w drugim obiegu uznana została za rewolucyjną i morderczą w swej konsekwencji (skazanie się na ograniczony odbiór i zainteresowanie Służby Bezpieczeństwa). Kształt tej poezji też był niezwykły. JP uznano dość powszechnie za najzdolniejszego poetę roczników 50., a miał wszak konkurencję w postaci choćby Tomasza Jastruna, Piotra Bratkowskiego czy Antoniego Pawlaka. W jego wierszach mieszało się antykomunistyczne zaangażowanie (dalekie wszakże od tendencyjnych uproszczeń) z perspektywą kontemplacyjną i metafizyczną, niezwykła fraza z niemal dokumentarnymi elementami (jak choćby w wierszach: “Restauracja “Arkadia” Nowa Huta Plac Centralny”, “Luty ’78 wybory do rad narodowych”, “Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”).
I rzeczywiście gdzieś u początków lat 90. Polkowski zamilkł. A teraz wraca tomem “Cantus” – już tylko kontemplacyjnym, pełnym uważnych opisów przyrody, stanów zamyślenia, bardzo osobistym.

Nie wiem czego oczekuje od wierszy Polkowskiego Jan Ołdakowski. Jeśli dawnych emocji – to będzie zawiedziony. I ciekaw jestem, jak przyjmą nowe wiersze poety jego dawni krytycy/komentatorzy z kręgu “bruLionu” (który nigdy żadną spójną grupą artystyczną, dodajmy, nie był).

Mnie osobiście Polkowski nauczył poetyckiej polifonii (głosy odmienne od toku wiersza w nawiasach, dialogowość poetycka etc.). Jego wybory ideowe, zwłaszcza po 1989 r., były mi tyleż obce, co obojętne.

Pomieszanie materii spraw przez Jana Ołdakowskiego co zatem oznacza? Że zjawiska literackie sprzed lat dwudziestu żyją dziś swoją własną, niezależną dynamiką? Czy też, że wkroczyły w fazę ogólnego zwyrodnienia pojęć, stanowisk? A może to tylko dowód umiarkowanej ignorancji, braku zorientowania w sprawach kulturalnych i literackich – tak zresztą charakterystycznej dla naszych czasów?
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 05-11-2009  |   komentarze: (17)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl