Szukaj

Południk 21 - trailer

Ataraksja*

 

Czymże ona jest, owa ataraksja ? W znaczeniu filozoficznym, ukuta niegdyś przez Demokryta, kategoria ta ma oznaczać niewzruszoność i równowagę ducha; ma odnosić się do ideału wewnętrznego spokoju człowieka. Filozof powiada, że stan ten miał być osiągany przez wyzbycie się nadmiernych pragnień oraz lęku przed śmiercią i cierpieniem.

Ale ważniejsze – jeśli idzie o sytuację obecną, kiedy mówię o najnowszym tomiku poetyckim Julii Hartwig pod tytułem „Zapisane” - są inne aspekty czy cechy tej postawy (poglądu filozoficznego? przekonania?). Idzie o „brak zamętu”, brak „niepokoju”. Bo z taką właśnie postawą filozoficzną a zarazem poetycką (ale też egzystencjalną) kojarzą mi się sensy tej książki.

Jak napisał Tomasz Fiałkowski, a jego słowa odnotowano na czwartej stronie okładki wspomnianego tomiku poetyckiego, „zjawisko, któremu na imię <<późna poezja Julii Hartwig>>, jest czymś wyjątkowym. Powinniśmy być szczęśliwi, że możemy być świadkami jego stawania się”. Zaiste – możemy być szczęśliwi.

Bo fenomen tzw. „późnej twórczości” na tym się między innymi często zasadza, że przynosi nam – czytelnikom jakże często nieudacznym, nieroztropnym, nieuważnym, rozkapryszonym, nieskupionym itd. – inne określenia można by jeszcze mnożyć – swoistego rodzaju klucz do zrozumienia poetyckiego wysiłku. Śledzę wszak twórczość Julii Hartwig od lat, wiele razy zdarzało mi się ją (twórczość znaczy się) komentować na różne sposoby czy recenzować, a wszak zmagałem się jakoś do tej pory z pewną trudnością uchwycenia jej głębokiej istoty (przynajmniej dla mnie). Tak to bywa z poezją poważną, poezją istotnej idei, która skryta w metaforach, porównaniach, peryfrazach, protezeugmach, synafiach stawia przed czytelnikiem niełatwe zadania interpretacyjne…

Poeci nie lubią etykietek, nie lubią zdefiniowania czy „przyszpilenia” jednoznacznym określeniem przez krytyka (który jest wszak nikim innym jak tylko czytelnikiem, może – zazwyczaj – trochę bardziej kompetentnym niż inni). Ale potrzeba syntezy jest jednocześnie nieodzowna, jest immanentnym wyzwaniem lektury.

Więc – po pierwsze - czytam najnowsze wiersze Julii Hartwig, a oświetlają mi one także wiersze wcześniejsze, w perspektywie filozoficznej właśnie. Zawarty w nich ogląd świata, człowieka, samego podmiotu tworzącego jawi mi się we wspominanej już perspektywie: braku zamętu, braku niepokoju. To zaś – po drugie - wcielenie mądrości – nie tej lub raczej nie tylko tej – erudycyjnej, książkowej – ale raczej egzystencjalnej i – nawet jeśli transcendencja nie zostaje w nich ujawniona, przywołana, nazwana – metafizycznej. To po trzecie.

Tytuł książki brzmi „Zapisane”, ale w wierszach pojawiają się „niezapisane wspomnienia”, „pytania bez odpowiedzi”, „to co wewnętrzne – nieznane i sprzeczne z wypowiedziami klarownym językiem”, „co niewymowne”, „uśpiona mowa”, „niewypowiedzialne”… To pozbawione frenezji, niepotrzebnego zupełnie nadmiaru ekspresji, nie mówiąc już o egzaltacji czy wręcz histerii – jakże często spotykanymi w najnowszej poezji – uporczywe zmaganie się z własnym bytowaniem w świecie. Albowiem, co najważniejsze – w sensie duchowych, wewnętrznym doświadczeń, ale też obserwacji, doznań, przeżyć – pozostaje na granicy, a często przed granicą wypowiedzenia. Poezja, jak rozumiem świadectwo Julii Hartwig jest więc zmaganiem się z tym, co nie do wypowiedzenia, ale co jednocześnie wypowiedzenia, choćby i w sposób pośredni, zawoalowany w literackie zapośredniczenie, jednak się domaga.

Obcowanie z tymi wierszami to obcowanie z mądrością refleksji – uważnej, skupionej na szczególe: przedmiotu czy natury, gestów czy chwil, czasami wręcz epifanicznych. Powiada się, że poeta jest człowiekiem nie do końca z tego świata i nie z tego świata pochodzą często jego wiersze. Dar poetyckości jest darem transgresji – przekraczania granicy między światem żywych a umarłych, między światem obserwacji a snu czy marzenia (w angielszczyźnie słowo dream właśnie i sen, i marzenie oznacza), jest – bywa – wejściem w najgłębszą – często mroczną – sferę człowieczej myśli i ludzkich emocji. To, co tu opowiadam jest właśnie konsekwencją spotkania z poezją Julii Hartwig, a osobliwie z jej najnowszą poetycką książką.

Dlatego po lekturze tomiku „Zapisane” jestem głęboko przekonany, że można lokować twórczość Julii Hartwig pośród najprzedniejszych dokonań polskiego nowoczesnego klasycyzmu. Więcej powiem - jej poezja może być uznana za kontynuację dawnej poezji greckiej. Lubię sobie wyobrażać, że tak właśnie mogłaby pisać Safona, gdyby dożyła późniejszych lat niż w rzeczywistości dożyła…

*Laudacja wygłoszona podczas wręczania Julii Hartwig nagrody Warszawskiej Premiery Literackiej – październik 2013 – za tomik poezji „Zapisane”.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 25-10-2013  |   komentarze: (5)

Niewiedza?

 

Z prawdziwym zdumieniem dowiedziałem się (z „Gazety Wyborczej”), że wydawca i redaktor „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie” Tomasz Sakiewicz zorganizował bal dla „dziennikarzy niepokornych”, którego mottem podobno były słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego: „Jestem postacią na wskroś tragiczną/Najtrudniejszegom dokonał wyboru/Między obozem dla nieprawomyślnych/A honorami i łaską dworu”.

Rozumiem, że ważne są tu dwa ostatnie wersy i że mają być czytane literalnie, tudzież stanowić aluzję do dzisiejszych czasów i miejsca w tych czasach Tomasza Sakiewicza…

Ale czy Sakiewicz nie pamięta o czym, a właściwie o kim jest ta piosenka Kaczmarskiego, kiedy powstała i czego dotyczyła? Tudzież, że Kaczmarski wyposażył ją w znaczny ładunek ironii?

Dla przypomnienia i do własnej (nieliteralnej!) interpretacji cały tekst – wraz z mottem autorskim - poniżej:


"Marsz intelektualistów"

Utwór dedykowany wszystkim tym, którzy swoją postawą przyczynili się do umacniania reżimu komunistycznego w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Daniela Passenta, Jerzego Urbana i Mieczysława F. Rakowskiego



Jestem postacią na wskroś tragiczną
Najtrudniejszegom dokonał wyboru:
Między obozem dla nieprawomyślnych
A honorami i łaską dworu.


Obeznanemu w snach filozofów
Trudno jest mówić gwarą kaprali
I nosić mundur, ale po trochu
Co tylko można - trzeba ocalić!


Inni odeszli. Łatwa decyzja
Zwłaszcza, że nikt ich o nią nie pytał,
Lecz trudno - tego wymaga Ojczyzna,
Rzecz niepodzielna i jednolita.


Ja wiem, ja także z wami marzyłem
Dałem się ponieść mglistym mirażom
Lecz tylko siłą zwalczymy siłę
I zadepczemy groby, gdy każą!


Niech nikt mi kartą praw nie wywija,
Gdy chcę mam prawo piętnować Żyda!
Żołnierz jest po to, żeby zabijać,
Nawet gdy rozkaz sam sobie wyda.


Nie będzie pisał oszczerczych bredni
Drań, co Helsinki bierze za Jałtę
Bój o pryncypia - mój chleb powszedni,
Bez wahań zmienię pióro na pałkę!


Niech nikt krwią cudzą rąk mi nie kala,
Dzieje nie takie znają ofiary!
Niech wie, kto chciał już pomniki zwalać –
Winny nie ujdzie w tym kraju kary!


I wypiszemy wszystkim na skórze
Prawa człowieka i obywatela!
Prawo do pracy! Miejsce - przy murze!
I syna twarz w plutonie, co strzela!


A kiedy wszystko do ładu wróci
W szafach należne miejsce mundurom,
Snów filozofów młodzież się uczy
A ręka zmienia pałkę na pióro...


Jacek Kaczmarski 4.3.1982

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 09-10-2013  |   komentarze: (13)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl