Szukaj

Południk 21 - trailer

Sępowe ćwiczenia (z lekkim przymrużeniem oka...)

 
Jerzy Sosnowski na swoim blogu (adres na lewym marginesie niniejszej strony) przywołuje słynny tekst autora „Rytmów abo wierszy polskich” pod tytułem „Epitafium Rzymowi”.
Sosnowski od kilku już lat kompletuje na swym autorskim blogu interpretacje ulubionych tekstów poetyckich w ramach sieciowej „rubryki” pod nazwą „Biblioteka” (w tej chwili jest to zestaw ponad czterdziestu przywołanych i opisanych – analityczno/interpretacyjnie – wierszy rozmaitych, od antyku do współczesności).
Omawiając ów znany skądinąd tekst Sępa, Jerzy Sosnowski był łaskaw wspomnieć i o mojej skromnej osobie – jako tym, który we własnej twórczości „przerabia” (mam nadzieję, że twórczo a nie tylko aluzyjnie) ów rzymski wiersz renesansowego polskiego poety, który – jak chce choćby Jan Błoński (jako autor rozprawy „Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku”) – jest, mimo własnej historycznie zakorzenionej biografii, właśnie prekursorem nowej epoki.
Skoro zatem zostałem przez Jerzego wywołany do tablicy – w pozytywnym tego sformułowania znaczeniu – pozwolę sobie na replikę czy też może lepiej powiedzieć – rozwinięcie myśli.
Mój wiersz (zamieszczony w tomiku „Okruchy”) brzmi tak:
 
Rzymu nie ma jest popiół jest
książka cieniutka małe życie
jest prośba jest słaba modlitwa
i wytchnienia też nie ma jest
kwiatek w doniczce jest kaszel
paznokieć niebieski i nitka jest
obłok nad lasem jest szklanka
pęknięta jest ach Rzym niewzruszony
co rośnie pomału a popiół pochłania
twoje zwinne ciało
 
„Epitafium Rzymowi” Szarzyńskiego było dla mnie inspiracją, nie przeczę. Napisałem też mały esej pod tytułem „Ciemno już, ciemno strasznie, ciemno w naszym mieście” (pomieszczony m.in. w mojej książce „Literatura w czasach zagłady”), będący rodzajem egzegetycznych rozważań nad znaczeniami Sępowego wiersza.
Trudno teraz pisać autoegzegezę, ale – choćby dla rozruszania tego bloga – spróbuję.
O czym mówi – dla mnie, jak zalecają zadawać to pytanie hermeneutycy – wiersz Sępa? Powiem tak: po pierwsze konstruuje ulubiony przez barok paradoks; po drugie powiada o nieadekwatności siły wyobrażenia (wyobraźni) wobec rzeczywistego doświadczenia; po trzecie konfrontuje to, co duchowe z tym, co rzeczywiste (materialne, referencyjnie weryfikowalne itd.).
Ad.1. – puenta „Epitafium Rzymowi” przynosi portret ponadczasowości tego, co w istocie swojej jest zmienne (Tybr, który wciąż płynie – i w heraklitowym sensie jest analogonem zmienności), w przeciwieństwie do pozornie stałej materii, która w perspektywie upływającego czasu ujawnia swą kruchość i skłonność do degradacji. Jednym słowem – to, cośmy zwykli kojarzyć z nieprzemijalnością rozpada się na naszych oczach; to zaś, co w istocie swej zmienne – płynąca woda rzeki, w dłuższym trwaniu – ujawnia swą dynamiczną niezmienność (miasto zmieniło się diametralnie, rzeka wciąż jest – wydaje się – taka sama);
Ad.2. – wiersz Sępa, jak też i znacznie późniejszy wiersz Juliusza Słowackiego (o którym wspomina Sosnowski), odczytywałbym – przynajmniej w jednym z możliwych zakresów znaczeń – jako ilustrację „zderzenia” wyobraźni z obserwowanym konkretem.  Wszyscy pewnie kiedyś to przeżyliśmy – myślę o rozczarowaniu, będącym wynikiem konfrontacji modelu presupozycyjnego z wcieleniem rzeczywistym. Mówiąc normalnym językiem: idzie u o konfrontację tzw. „idei” (więc także wyobrażenia) z „rzeczywistością”. Rzym – to w tym przypadku idea, ale też doznanie bezpośredniego kontaktu z wyobrażonym (a zatem wyidealizowanym – lub w umyśle zaprojektowanym idealnie doświadczeniem z konkretem doznania). Mówiąc prościej: mowa tu o rozczarowaniu spotkaniem tego, co wyobrażone (oczekiwane, zaprojektowane na podstawie przeczytanych lektur, opowieści, absorpcji dziedzictwa kulturowego) z tym, co rzeczywiste, co dane nam jest bezpośrednim procesie poznawczym. No dobrze – jeszcze prościej: chodzi o nieadekwatność, „niekompatybilność”, idei i świata, marzenia i spełnienia, oczekiwań i realizacji, projektu tego „jak ma być” z dojmującym doznaniem „jak jest naprawdę”. A zatem ostatecznie: idzie tu o niemożliwość wcielenia idei.
Ad. 3. – wiersz Sępa traktuje o klęsce duchowych ambicji. Ile cukru w cukrze zapytuje Sosnowski, czyniąc aluzję do znanego filmu Stanisława Barei. Językiem Sępa – Ile Rzyma w Rzymie? To tak naprawdę genialne pytanie: ile treści w formie? Inaczej: ile duszy w ciele?
Wydaje mi się i przepraszam za pospolity, mimowolny rym: że niewiele. Więc tak naprawdę o tym traktuje wiersz Szarzyńskiego: o deprawacji duchowości, która nie umie odnaleźć samej siebie. Są formy, ale nie ma szans na aktualne nasycenie ich treścią, gdyż ta się zwyczajnie zdezintegrowała i zanikła.
I tak ja to widzę: Rzymu nie ma – to znaczy nie ma już istotnej treści; formy tylko mamy. I stąd też smutek, melancholia (bo nie znamy, nie umiemy dogłębnie rozpoznać istoty straty).
A jednak świat wartości istnieje i nasza niepełnosprawność orientacyjna w tej materii jest zwyczajnie wadą naszych czasów.
Rzymu nie ma – jak piszę, bo nie ma go w naszych duszach, ale przecież nie oznacza to, że „Rzym” tak naprawdę nie istnieje. I (chyba) nie takie istotne, czy wiersz Sępa czytać będziemy „kluczem” protestanckim czy katolickim. Dla nas, dziś – znów hermeneutyka się kłania – idzie po prostu o dziedzictwo chrześcijaństwa (czy nie wciąż coraz bardziej tracone?)
(ale jeszcze pewna karkołomna myśl, którą gdzieś spotkałem: wszak w wierszu Sępa ostało się to, co jakby „słabsze”, mniej uchwytne, tranzytywne. Więc zaryzykujmy: nie o klęsce lecz o zwycięstwie to wiersz. I już z grubej rury: o zwycięstwie wiary nad ratio rządzącym materią. I jak Wam się podoba?)
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 01-10-2010  |   komentarze: (6)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl