Zwodnicza siła towarzyskiej anegdoty

 

 

Czytam sobie, rozbawiony, nową poetycką książeczkę Adama Wiedemanna pod tytułem “Filtry”. Może najpierw kilka fragmentów:

“Z samego rana dzwonię do Julii Hartwig, jestem w szlafroku, popijam

wapno, mam wysypkę na brzuchu, która już trochę przysycha, zaraz

po przebudzeniu namówiłem Michała na odrobinę seksu z udziałem

durasfleksu, który jednak nie tyle pomaga, co rozśmiesza, i ledwośmy

skończyli, zadzwonił Józio z wiadomością, że Julia chce ze mną gadać,

więc kiedy Michał zszedł do sklepu po ser i pół chcleba, zadzwoniłem

i mówię: polecono mi zadzwonić pod ten numer w celu usłyszenia

komplementów, Julia nie załapała dowcipu, ale komplement miała

przygotowany i wygłosiła go, a ja zaprosiłem ją na Noc Poetów:

(...)”

(“Nowe mieszkanie. Dzień pierwszy”)


I jeszcze jeden kawałek:


“(...) W tym właśnie

momencie dzwoni Józio, tym razem, że Julek

Kornhauser leży w szpitalu po wylewie, paraliż

i afazja, niewiele już z Julka zostało. Józio mówi

to wszystko z wyrzutem, tak jakby człowiek nie

powinien sobie na coś takiego pozwalać. Jaki

on tam był zresztą dla mnie Julek, pan Julian,

nie lubiliśmy się wcale, a rozmawialiśmy może

z raz. Ostatnio spotkałem go w maju, na zamku

w Poznaniu, byłem już nieco pijany, on wyszedł

z dyskusji z udziałem Frytki, śpieszyło mu się

na pociąg i nie mógł znaleźć drogi, ja też nie

mogłem znaleźć, szukaliśmy w przeciwnych

kierunkach. (...)”

(“Nowe mieszkanie. Dzień dwudziesty pierwszy”)


Fragmenty zróżnicowane, jeden weselszy, drugi całkiem smutny.


Zawsze podziwiałem poetów, którzy potrafili pisać wiersze o zwyczajnych do bólu sprawach. Podziwiam zatem i te wiersze Wiedemanna, choć pewnie dla autora nie są to znów rzeczy tak bardzo ważne, skoro – przy swojej pozycji – zdecydował się opublikować książkę w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie, które to miejsce, z całym należnym mu szacunkiem, jest dziś raczej przystanią poetów debiutujących, raczkujących i w świat dopiero wyruszających (choć przed laty drukowali tu i Piotr Bratkowski, i Antoni Pawlak, a redaktorem serii “Poezja szybkiej obsługi” był Jacek Podsiadło).


Czytam i podziwiam więc “Filtry”, choć wiem, że za chwilę, gdy już lekturę odłożę, to mało co będę pamiętał. Chyba że anegdotę, tę i tamtą, jakie Wiedemann poetycko opowiedział.


Anegdota zakorzeniona w prawdziwym życiu prawdziwych ludzi, którzy – tak się składa – zajmują się pisarstwem - to rzecz dla literatury wielce istotna. Dodaje kolorytu, łagodzi obyczaje, rysuje tło, uczłowiecza artystę w oczach czytelnika, stanowi o sznycie epoki. W wersji ostatecznej – potrafi nawet przyćmić twórczość. Któż dziś bezinteresownie sięga po tomy prozy Stanisława Przybyszewskiego? Ale książki o Przybyszewskim cieszą się już większą popularnością, a nieznajomość chociażby jednej smakowitej historyjki z dziejów tego młodopolskiego mefista uchodzi wręcz – przynajmniej w kręgach starszych wiekiem filologów i artystów – za dość wyraźne faux pas.


A Międzywojnie bez Franca Fiszera, Wieniawy, Gombrowicza i całej atmosfery “Ziemiańskiej”? Kultową książką w moim wieku studenckim była antologia “Na rogu świata i nieskończoności” – traktująca właśnie o towarzysko – kawiarnianych aspektach bytowania warszawskiej bohemy za sanacyjnych czasów (Konrad T. Lewandowski to nawet połowę z niej przepisał własnymi słowami w kryminale retro pod tytułem “Magnetyzer”).


Pozaliterackie dzieje pisarzy potrafią być takie zajmujące... Z jakim nerwem związek Verlaine’a i Rimbaud’a pokazała Agnieszka Holland w filmie “Absolutne zaćmienie”, choć oczywiście o samej literaturze niewiele się z niego dowiemy.

Przyznam też, że wiele wzruszeń dostarczyła mi lektura listów Andrzeja Bobkowskiego, w których ten twardziel i prawdziwy macho, odsłania dyskretnie – i z wielką klasą - dramat własnego powolnego umierania na raka.


A ileż smaczków serwują mi wciąż moi współcześni, którzy z jakąż werwą potrafią opowiadać o swych literackich inicjacjach, przygodach i wstrząsających doświadczeniach! Włodzimierz Kowalewski, doskonały gawędziarz, na zawsze zapadł mi w pamięć opisem śmierci Milczewskiego – Bruno, której był świadkiem czy historyjkami z młodości Grzegorza Ciechowskiego, z którym studiował polonistykę na toruńskim uniwersytecie.


Anegdoty z życia wzięte wprowadzają w papierowy świat literatury prawdziwe emocje, a nierzadko rzeczywisty tragizm konkretnego człowieczego istnienia. Nie wolno ich nie doceniać.


Ale kiedy stają się samym paliwem literatury, nie bardzo wiem jak je traktować. I jak traktować taką literaturę, choćby nawet była komentowana, doceniana i honorowana.

 

 

 

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 24-10-2008  |   komentarze: (5)

Jarosław Klejnocki w portalu niedoczytania.pl

Tekst z Wydawnictwa Literackiego



Serdecznie zapraszamy Państwa do lektury wywiadu, jaki Jarosław Klejnocki udzielił portalowi niedoczytania.pl.

Admin


Kategoria: brak  |   Autor: Admin  |   dnia: 18-10-2008  |   komentarze: (1)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl