Szukaj

Południk 21 - trailer

Mała refleksja na koniec wakacji

Wiersz „O dzieciach” Khalila Gibrana, libańskiego poety i malarza, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku,  to rzecz arcydzielna w samej istocie (gdzieś już niegdyś o tym tekście wspominałem):

O dzieciach

Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami Życia, które pragnie istnieć.
Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was.
I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.
Możecie obdarzać je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
Albowiem mają swoje własne myśli.
Możecie dać schronienie ich ciałom, ale nie duszom.
Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra, do którego nie
możecie wstąpić nawet w snach.
Możecie upodobnić się do nich, lecz nie starajcie się, aby one
stały się do was podobne.
Albowiem miłość nie cofa się wstecz ani nie ociąga się, by
pozostać w dniu wczorajszym.
Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze dzieci jak żywe
strzały.
Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina
was Swą mocą, aby Jego strzały pomknęły szybko i daleko.
Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością:
Albowiem Ten, który kocha lecącą strzałę, nie mniej miłuje
nieruchomość łuku.

Mowa tu o dwóch kwestiach fundamentalnych: autonomii dziecka jako samoistnej Istoty oraz dojrzałości rodzicielskiej. Tej pierwszej nie ma jednak bez drugiej.

Wielki tekst.


Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 24-08-2012  |   komentarze: (0)

Olimpijska żałość

Nie jestem specjalnie fanatycznym kibicem. Wydaje mi się, że interesuję się sportem mniej więcej tak jak większość – to znaczy okazjonalnie. Kiedy jest jakaś ważna impreza. Kiedy nasi grają/startują od wielkiego dzwonu. Tak na co dzień – raczej nie. Nie ekscytuję się konfrontacjami Barcelony z Realem ani meczami piłkarskimi Polski z – dajmy na to – San Marino. Kiedy zdarzają się tzw. wielkie imprezy – jednym okiem śledzę ich przebieg.


Trwającej właśnie Olimpiady w Londynie trudno jednak uniknąć – co się otworzy telewizor, to leci jakaś relacja, albo na pasku informacyjnym przewijają się jakieś – na ogół nieistotne – wiadomości.


Na ogół niedobre dla Polaków. Właśnie czytam, że jeden z naszych lekkoatletów pobił drugiego i wyleciał z ekipy. Dorobek medalowy – skromniutki, a nasi tzw. faworyci na razie ponoszą głównie klęski.


Współczesny sport nie ma już nic z romantyzmu, szlachetne idee uczestnictwa poszły dawno w diabły. Sport dziś to przemysł mający więcej wspólnego z PR-em i promocją (kraju, klubu, osoby sportowca) oraz rozrywką (zgoda, często za cenę wielkich wyrzeczeń i zdrowotnych męczarni zawodników). Za tym wszystkim stoją tak ogromne pieniądze, że można mówić o machinie – indywidualne wysiłki giną często w jej trybach. Żadni sportowi pucybuci nie zostaną mistrzami, jeśli nie otrzymają wsparcia, takie kariery należą już do przeszłości.


Słyszę, że do Londynu pojechało ponad 200 polskich zawodników. Dodajmy do tego trenerów, masażystów, lekarzy, działaczy i robi się z tego niezły batalion. Słyszę też, że trzeba jeździć na międzynarodowe imprezy, by zawodnicy otrzaskali się, nabrali międzynarodowego sznytu, zbierali doświadczenia – nawet jeśli nie odnoszą sukcesów. Fajnie.


Ale skoro współczesny sport to promocja, PR i rozrywka, to ja się domagam weryfikacji i konkretnych efektów. Nasze liczne klęski przynoszą nam raczej „czarny PR”. Proponuję zatem analizę współczynnikową: wyniki (w tym medale i tzw. miejsca punktowane – np. czwarte czy piąte) trzeba odnieść do liczebności ekipy. I potem porównać ten współczynnik sukcesu z innymi ekipami (dajmy na to: czeską, węgierską, słowacką, austriacką, szwedzką…). Ile oni wysłali sportowców i ile medali (miejsc punktowanych) zdobyli. Zaznaczam, że specjalnie wymieniłem akurat te przykłady narodowych reprezentacji (bo narody te są znacznie mniej liczne od naszego).


Nie mam żadnych projektów uzdrowienia naszego sportu, bo to nie moja działka. Męczy mnie natomiast to, że wydajemy jakieś koszmarne pieniądze na cały ten sportowy cyrk, a efekty mizerne.


Jedno w każdym razie możemy zrobić: porzucić megalomańskie ambicje i skoncentrować się na kilku/kilkunastu dyscyplinach, w których rzeczywiście stać nas na wynik. I te dotować z budżetu w sposób przyzwoity. Reszta, sorry, do kasacji. Sport jest naddatkiem cywilizacji, a nie jej esencją. Spokojnie możemy sobie bez jego wyczynowego aspektu poradzić.

PS. Dopisuję na zakończenie Igrzysk (12.08.12): Węgry - 8 złotych medali (tyle co Italia! - sic!); Kazachstan - 7 złotych; Nowa Zelandia - 5 złotych (sic!); a my na 30 miejscu klasyfikacji medalowej z indentycznym dorobkiem, co... Azerbejdżan).


Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 09-08-2012  |   komentarze: (4)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl