Szukaj

Południk 21 - trailer

Ucieczka od polityki

Obie recenzje, prezentowane poniżej, powstały jakiś czas temu. Stanowiły reakcję na dwa ciekawe tomiki poetyckie, których autorzy są czynnymi uczestnikami, choć w rozmaity sposób, polskiej współczesnej polityki. I to właśnie z redaktorem działu kultury tygodnika "Polityka" zostały uzgodnione, by nie powiedzieć - zamówione. Nigdy się jednak na łamach  tego czasopisma nie ukazały. 
Nie wiem jakie (oportunistyczne?) wiatry, nie po raz pierwszy na tych łamach, wieją obecnie w "Polityce" (z którą współpracowałem zresztą przez lata i nie narzekam), ale pomyślałem sobie, że szkoda tych skromnych tekścików. Więc zdecydowałem opublikować je z pewnym spóźnieniem na blogu, skoro "Polityka" nie chce  już  mojej współpracy.

                                                                           * * * 

Rafał Grupiński, znany polityk rządzącej obecnie partii (w koalicji co prawda), nie jest sejmowym wierszokletą, jak niektórzy jego koledzy z parlamentarnych ław, którzy popisują się swymi częstochowskimi  rymowankami wierzącnajwyraźniej, że uprawiają prawdziwą twórczość.
Uspokojenie” to kolejny tomik w dorobku dawnego działacza opozycji, twórcy ważnego pisma “Czas Kultury”, publicysty, wydawcy, krytyka literackiego i biznesowego rekina odnoszącego niegdyś merkantylne sukcesy na czele rozmaitych wydawniczych korporacji.
Tytuł książki wydaje się znamienny, choć nie nawiązuje do słynnego wiersza Juliusza Słowackiego. Pejzaż liryki Grupińskiego to świat indywidualnej kontemplacji, skupionej na detalu rzeczywistości, pełen opisów przyrody i stanów emocjonalnych, podanych wszakże dyskretnie i z kulturą. To poezja indywidualnych zachwytów, wyrażonych zindywidualizowanym językiem metafor, wyciszona, często impresyjna. W tym świecie ważne są rzeczy podstawowe: miłość (także erotyka), ojcostwo, rodzina, poczucie wyodrębnienia, dążenie do usensowienia własnego bytowania w znaczeniu głęboko filozofującym. Rzec by można, że to przykład konserwatywnej artystycznej refleksji. Ale nie: poezja jest tu formą mowy prawdziwej, własnej, osobistej – dalekiej od zgiełku codzienności, od zabiegania, od powierzchowności. Liryka jako antidotum od tego, co nas wikła w skrzeczącą pospolitość – oto recepta Grupińskiego. Poezja jako ucieczka w piękno, we wrażliwość, w marzenia i refleksyjność. I cóż za ładny, delikatny, wyrafinowany – choć nieco staroświecki – język! Prawdziwa przyjemność lektury.  
-------------------
Rafał Grupiński, Uspokojenie, Wydawnictwo MG, Warszawa 2009, s. 38

                                                                      * * *

Nowa książka poetycka Jana Polkowskiego pod tytułem “Cantus”, wydana po dwudziestu latach milczenia autora, przynosi wiersze refleksyjne, filozoficzne, nacechowane zadumą nad istotą życia ludzkiego i tożsamością jednostki. To wiersze tyleż egzystencjalne, co metafizyczne, utrzymane w duchu uznanych i docenionych wcześniej utworów z cyklu “Elegii z tymowskich gór”. Tomiku, który utwierdził przekonanie, że Polkowski jest najzdolniejszym poetą z pokolenia urodzonych w latach pięćdziesiątych.
Swego czasu jednak sławę Polkowskiemu przyniósł bezkompromisowy antykomunizm, manifestujący się zarówno decyzją, by zadebiutować od razu (w roku 1978) w “drugim obiegu” (co oznaczało wówczas skazanie się tym samym na represje i zamknięcie sobie drogi do liczniejszych rzesz czytelniczych), jak i ostrym upolitycznieniem swych wierszy. Przy czym udało się poecie uniknąć w tych utworach tonu agitacyjnego, tendencyjnych uproszczeń i publicystycznych doraźności. Zaiste, nawet dziś lektura tekstów, takich jak chociażby “Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” czy “O Nowej to Hucie piosenka” potrafi wywołać dreszcz u każdego, kto pamięta mroczne stanowojenne czasy...Milcząc jako poeta, stał się później, już w latach 90. Polkowski uczestnikiem życia politycznego (zapamiętamy go, między innymi, jako ostatniego rzecznika prasowego rządu Jana Olszewskiego).
Najnowszy tom wierszy pokazuje, że prawdziwym artystycznym żywiołem autora “Oddychaj głęboko” jest jednak liryka kontemplacyjna, kwintesencjonalna, osiadła na krawędzi metafizycznego hermetyzmu. Z jego pokolenia, a także wśród młodszych poetów nikt dziś nie potrafi już chyba tak pisać o wrażeniach duchowych wynikających z obserwacji przyrody, czy detali materialnych widzianego świata; nikt nie potrafi tak rozważać swej rodzinnej tożsamości, nikt nie potrafi tak przyzywać transcendencji - nie nazywając Jej po imieniu. To szlachetna poezja, wymagająca bardzo uważnej, wielokrotnej lektury. Jej piękno jest dyskretne, niezauważalne przy powierzchownym podejściu. Wydaje się, że Polkowski to ostatni modernistyczny metafizyk. Co chciałbym, żeby było poczytane za komplement.
-----------------------
Jan Polkowski, Cantus, Wydawnictwo a5, Kraków 2009, s. 79


Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki   |   dnia: 07-08-2011  |   komentarze: (0)

Krótkie impresje wakacyjne

W tym roku wybraliśmy się na wakacje objazdowe – wszyscy do samochodu, namiot do bagażnika i jazda.
Jeden ze znajomych, usłyszawszy jakim niewielkim autem (jak na współczesne standardy) zamierzamy podróżować i to w pięć osób (plus ekwipunek kempingowy), pokiwał melancholijnie głową, by skomentować: „no tak, porównując, to jak w dawnych czasach całą rodziną do Bułgarii maluchem.”
Nie było tak źle. Na dość ludycznym kempingu w Austrii nad Altersee wpadłem na domek nad samym brzegiem jeziora, w którym, jak się okazało, zwykł był swego czasu komponować Mahler (dziś w tym malowniczym i dość mikroskopijnym domku jest muzeum – fortepian, sprzęty, nuty, książki etc. Niesamowite, że mieści się ono w obrębie kempingu właśnie).
Nad Lago Maggiore (które trochę w Szwajcarii, trochę we Włoszech) przejechaliśmy przez miejscowość (Stresa, stanowczo Italia), uwiecznioną w „Pożegnaniu z bronią” przez  Hemingway’a, a znów nie tak znów daleko stamtąd, nad Jeziorem Como, wpadliśmy na willę, w której Stendhal zapewne pisał fragmenty „Pustelni parmeńskiej” - i w jakiej dzieją się pierwsze sceny tej powieści (Villa Carlotta).
Znów z Chiavenny górską drogą wdrapaliśmy na przełęcz Splugen, podążając znanym romantycznym szlakiem wędrowców, a wylądowawszy w mieścinie o tej samej nazwie, już po szwajcarskiej stronie alpejskiego łańcucha  – wspominaliśmy Mickiewicza i niektóre jego wiersze (np. … „Na Alpach w Splugen”).
Żadnego z tych wydarzeń raczej nie planowaliśmy, bo naszym celem było raczej obcowanie z naturą i wysokogórskimi krajobrazami. Ale miłe były te przypadkowe czasami spotkania.
Potem, już w powrocie, w Polsce, przyszło nam zanocować na zamku w Otmuchowie (bardzo ładnie położony na wzgórzu hotel, choć zaniedbany i zapyziały). Tam przeczytałem wywiad Krzysztofa Piesiewicza w „Rzeczpospolitej” (nr z 16 – 17 lipca, dopiero wtedy wpadł mi w ręce), gdzie znany adwokat i scenarzysta mówi m. in. : „Jest też takie opowiadanie Kafki: staje człowiek przed bramą z napisem „Prawo” i prosi, żeby go tam wpuścić. A strażnik mówi: - Proszę jeszcze poczekać.” Tak  jest – tak właśnie mówi Krzysztof Piesiewicz. Przyznam, że w najgorszych brykach czegoś takiego (i to z takimi błędami rzeczowo - interpretacyjnymi) nie czytałem.
Ponieważ było mi chyba mało, wziąłem się też za lekturę tekstów opisujących historię zamku w Otmuchowie. Na jednej z tablic jakiś lokalny – zapewne kulturalno –turystyczny – działacz spisał legendę o powstaniu warowni. Już bez cytatów – był sobie rycerz, który władał małym zameczkiem położonym w miejscu, gdzie teraz pyszni się na wzgórzu otmuchowska forteca. Był bardzo biedny, mimo że szlachetnie urodzony i na dodatek nieszczęśliwie zakochany (w urodziwej, choć uczuciowo zimnej, szlachciance). Jego najbliższym i najwierniejszym przyjacielem był sokół, z którym zwykł polować… Znacie dalej tę historię? Oczywiście, wszyscy ją znamy, jeśli tylko czytaliśmy w szkole (lub poza szkołą) pewną nowelę Boccaccia. Autor „Dekamerona” przewraca się w grobie z powodu ordynarnego plagiatu, a lokalny kulturalno – turystyczny działacz w dodatku bezczelnie sygnuje tekst własnym nazwiskiem!
Obok znajdują się czeskie i niemieckie tłumaczenia tego wypracowania i na ile umiem się jakoś połapać w pisanych formach tych języków – nie ma tam legendy zerżniętej wprost z noweli „Sokół”, tylko kilkanaście zdań historycznego wykładu. Widać polscy turyści są traktowani jako ci, którym można wstawiać kit, wobec zagranicznych (czyżby z obawy?) zastosowano wariant bezpieczny.
On the other hand - kultura może być stanowczo źródłem cierpień.
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 01-08-2011  |   komentarze: (3)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl