Szukaj

Południk 21 - trailer

Dlaczego raptularz?

Kiedy myślałem o tytule (nazwie?) dla moich internetowych zapisków, słowo “raptularz” przyszło mi do głowy niemal natychmiast. “Raptularz” bowiem, w dawnej sarmackiej Polsce, był typem wypowiedzi paraliterackiej, czymś w rodzaju księgi gospodarskiej, w której zapisywano – często “jak leci”, chaotycznie, ad hoc – wydarzenia rodzinne i domowe, plotki, sprawozdania z uroczystości towarzyskich, sprawy życia publicznego, dowcipy, anegdoty i facecje, ale też wydatki, ceny towarów czy szczegóły księgowe prowadzonego gospodarstwa. Zatem porządny raptularz (choć słowo “porządny” wydaje się tu trochę nie na miejscu) to istny groch z kapustą, pomieszanie ważnego z nieważnym, istotnego z nieistotnym, prywatnego z publicznym. Takie raptularze zwano też “księgami domowymi”, a z łacińska – silva rerum (“las rzeczy”). W dwudziestym wieku badacze literatury zaczęli posługiwać się nawet pojęciem literatura sylwiczna dla określenia tekstów trudnych do gatunkowego zdefiniowania, mieszających fikcję z autobiograficznymi wyznaniami i fabułę z realistycznymi notatkami.

Jest jeszcze słowo raptus – też wywodzące się z podobnego, łacińskiego źródła. Charakteryzuje ono człowieka gwałtownego, powodującego się emocjami, trochę choleryka.

Jedno z drugim ma wiele wspólnego, albowiem chciałbym, aby moje zapiski dotyczyły wszelkich możliwych spraw – nie tylko literackich – chwytanych często na bieżąco, z emocjami i subiektywnymi komentarzami (pewnie nierzadko złośliwymi czy sarkastycznymi).

Ale skąd ten “koniec czasów”? Tu natchnął mnie Grzegorz Ciechowski i jego “Republika”. Ich piosenka daje niepokojący portret współczesności. Popatrzmy:

Koniec czasów

nie ma o czym pisać
skończyło się
nie ma murów by walić w nie
upartym swym łbem

nie ma murów by pisać
trującą treść
nie ma o czym pisać
bo skończyły się

skończyły się czasy
w tobie też we mnie
też w tobie też we mnie też
we wszystkich

nie ma kogo zdradzać
skończyło się
nie ma komu już wiernym być
na dobre i złe
i nie ma kogo oskarżać
nikt nie wie kim jest
nie ma co udowadniać
nie ma przed kim i gdzie

tyle tylko że trwamy tu
chcemy czy nie
(...)

Tekst Ciechowskiego, tego nie do końca docenionego poety rockowego, jest mocno dwuznaczny. Z jednej strony odwołuje się on do mocno zakorzenionego w naszej świadomości (a modernistycznego w duchu) przeświadczenia, że żyjemy w czasach przełomu. Coś, trudno konkretnie powiedzieć co, skończyło się, a nowe jeszcze nie nadeszło. Kończy się pomału kształt naszej cywilizacji? Dogorywają kształty tradycyjnej, książkowej, kultury? Rozmyciu ulegają porządki dawnych politycznych podziałów i porządków? Hmm. W każdym razie wydaje nam się – i Ciechowski o tym pisze, ale przede wszystkim śpiewa (trochę podobnie jak R.E.M w utworze The end of the world [as we know it]) – że przemija kształt świata, który znamy i do którego się przyzwyczailiśmy. Co nadchodzi? Tego nie wiemy, a i poeta – pieśniarz niczego nam nie sugeruje. Raczej zapisuje stan świadomości... Przyznam, że bliski mnie osobiście.

Ale tekst Ciechowskiego da się odczytać też w innym wymiarze. To wszak piosenka o wchodzeniu w mentalną dorosłość. Kiedy dojrzewamy, przekraczamy Conradowską “smugę cienia”, którą zwie się dziś “kryzysem wieku średniego”, też mamy wrażenie uczestniczenia w końcu jakiegoś świata. To koniec młodości, koniec “durnych i górnych” (wedle Mickiewicza) marzeń, postaw, oczekiwań. Koniec idealizmu i pożegnanie z myśleniem globalnym, ideowym. Dorosłość bowiem, albo może lepiej – dojrzałość, ma w sobie coś z naturalnego pesymizmu; przepełniona też bywa melancholią i smutkiem, a często nostalgią. A wszak na tyle jest ona świadoma, że współczuje sobie. Współczująco przygląda się tej ewolucji, pracy czasu i stara się – z pozycji nabytego doświadczenia – dokonać (niekoniecznie miłego i sympatycznego) retrospektywnego podsumowania, którego efekty – no cóż – jeśli tylko podmiot skłonny jest do samokrytyki – nie muszą być wcale ni chwalebne, ni optymistyczne.

Bardzo mi odpowiada taka właśnie interpretacja piosenki “Republiki”.

A zatem: raptularz niniejszy ma być, w intencji autorskiej, świadomie chaotycznym i subiektywnym zapisem czasów, które mijają (czyli: zmieniają się, galopują, niosą wyzwanie nowych cywilizacyjnych, kulturowych i politycznych porządków). Zapisem tworzonym na bieżąco i nieunikającym emocji.

Zapraszam więc do wspólnej podróży.
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 04-08-2008  |   komentarze: (3)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl