Szukaj

Południk 21 - trailer

Lektury niedoczytane i inne

 

Słyszę, że matematyk Jordan Ellenberg z Uniwersytetu Wisconsin w Madison (USA) pokusił się o stworzenie „Indeksu ksiąg niedoczytanych” – czyli zestawu takich książek, które czytelnicy, po rozpoczęciu lektury, porzucali, nie kończąc. Ale też takich – które są „najbardziej doczytane”, to znaczy, które czytelnicy najczęściej kończą, zaczynając.

Wyszło mu, że na czele rankingu „doczytanych” jest powieść „Goldfinch” Donny Tartt (nigdy o niej, ani Autorce nie słyszałem); na czele „niedoczytanych” – „Kapitał w XXI wieku” ekonomisty Thomasa Piketty’ ego (słyszałem, nawet nie sięgnąłem).

Interesujące. Pytanie jaka była skala badania? Ile rynków czytelniczych analizująca? Brał Ellenberg pod uwagę na przykład rynek polski czy nie? Z tego, co czytam o tym przedsięwzięciu metoda badawcza była podobno nie – do – końca naukowa, a matematyk bazował, zdaje się, na przeglądzie danych dostępnych na Amazon.com związanych z pobieraniem treści na kindle…

Znaczy – nie ma się co przejmować; to jednak dość inny, niż nasz rynek czytelniczy, habitat.

Bo jakby to wyglądało w Polsce? „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta wygrałoby w kategorii „niedoczytanych”, a któraś z „powieści” („Alchemik”?) Paulo Coehlo w rankingu „doczytanych”?

A co na przykład z kategorią „świadomie niedoczytanych”? Albo: „świadomie nieprzeczytanych”?

Już wyjaśniam. W moim przypadku „świadomie niedoczytaną” pozycją pozostaje wspomniane dzieło genialnego Francuza. To znaczy przeczytałem pierwszy tom cyklu, świadomie (na razie) nie sięgając po resztę. Poza tym napisałem kilka wierszy o autorze, w tym jeden osobliwie o miejscowości Combray. Myślę, że mimo to i tak sytuuję się powyżej krajowej średniej jeśli idzie o kontakt z książką i refleksję nad życiem oraz twórczością Marcela Prousta.

„Świadomie nieprzeczytaną” książką – jedną oczywiście z wielu, ale będącą na czele mojej osobistej listy rankingowej – jest „Józef i jego bracia” Tomasza Manna. Excuse odnalazłem w mądrości wypowiedzianej ongiś przez jednego z mych uniwersyteckich profesorów, który stwierdził (ale nie pamiętam niestety przy jakiej okazji), że „istnieją książki do czytania na emeryturze”. Świadomie zatem umieściłem powieść niemieckiego artysty na czele mej listy emeryckiej, nie zawracając sobie nią na razie głowy.

Po ostatniej reformie emerytalnej już za jakieś siedemnaście lat, jeśli – ufam – dożyję, będę mógł zasiąść w fotelu na tarasie domu, by delektować się lekturą.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 15-07-2014  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl