Szukaj

Południk 21 - trailer

Przerwa wakacyjna 2016

 
 ... potrwa do drugiej połowy lipca.

Niebawem jedziemy samochodem do Włoch, by odwiedzić takie historyczne miejsca jak Trydent czy wyspa Elba.
A także wpaść do rozmaitych miasteczek Toskanii i odnaleźć w Sienie pensjonat, w ktorym mieszkał ongiś
Zbigniew Herbert..



 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 17-06-2016  |   komentarze: (0)

Kto kogo śni? (laudacja "książki czerwca" Warszawskiej Premiery Literackiej)

 
 
Najpierw dwa słowa o autorze, skoro znamy się z Jerzym Sosnowskim od lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy studiowaliśmy razem polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, a gdy ja studia kończyłem, to Jerzy był już asystentem od Pozytywizmu i Młodej Polski.

Autor nagrodzonej powieści „Sen sów” jest współczesnym człowiekiem renesansu i czego nie tknie – odnosi sukcesy. Był uwielbiany przez studentów jako wykładowca, a kiedy przeniósł się z uniwersytetu do liceum, w którym razem nauczaliśmy języka polskiego – był uwielbiany także przez uczniów. Jako publicysta piszący do gazet wzbudzał swymi tekstami emocje i poruszał mózgi czytających jego teksty. Jak prowadził w telewizji programy kulturalne (w tym legendarnego „Pegaza”) – uznawany był za najlepszego w tej roli w naszych czasach. Jak pracował w tejże telewizji jako urzędnik i specjalista od – przepraszam za technokratyczny język – kontentu kulturalnego, to właściwie nikt się go nie czepiał za decyzje. Jak został dziennikarzem radiowym – pokochali go słuchacze, jak zaczął prowadzić internetowego bloga – to ma kilkadziesiąt komentarzy pod zamieszczanymi wpisami. Jak zaczął pisać powieści – znów aplauz i nagrody.

No i jak tu nie zazdrościć? Z Jerzym Sosnowskim porozmawiać można o wszystkim: od literatury, przez biologię i filozofię, po matematykę (jest absolwentem liceum w klasie matematyczno – fizycznej, a w nagrodzonej powieści znajdziemy nawet wzór algebraiczny, ale spokojnie, nie jest on niezbędny do zrozumienia przesłania książki). I zapewniam, że będzie to rozmowa inspirująca, nigdy nudna, a często poznawczo niepokojąca.

Ongiś w gronie znajomych nawet żartowaliśmy ponuro, że jeśli Jerzy się na czymś nie zna, to chyba tylko na skautingu i harcerstwie.

I wreszcie – na dodatek – choć tu już najmniejsza jego osobista zasługa, jest on, jak mi się niegdyś konfidencjonalnie zwierzyła jedna z jego uczennic, „taki przystojny i męski”.

Jednym słowem: zgroza.

Nie wiem, co ze swej bogatej działalności dzisiejszy laureat ceni sobie najwyżej, ale dam sobie obciąć uszy, że z pewnością w jego prywatnej hierarchii ważności dokonania literackie mieszczą się co najmniej na podium.

Przeto dwa słowa o najnowszych:

U źródeł właśnie nagrodzonej książki widziałbym echa faustowskiej pokusy. Wrócić do młodości, ale z wiedzą i doświadczeniami człowieka w latach. Wszelako Goethe powiada, że nie jest to możliwe, a nawet gdyby było, to i tak skończyłoby to się klęską. Dlatego słowa „Chwilo trwaj, jesteś piękna!” w powieści nigdy nie padną.

Ale jednak jest to możliwe, można wrócić do młodości, a nawet dzieciństwa z dorosłości – z całym bagażem życiowego doświadczenia i wiedzy. Umożliwia to właśnie literatura, która daje narzędzie, by manipulować zarówno pamięcią, jak i wyobraźnią. Manipulować? A może jej się, im się poddać? Zwłaszcza, jeśli dysponuje się pamięcią ejdetyczną, przechowującą szczegóły (np. dotyczące topografii Kołobrzegu czy młodzieńczych lektur oraz słuchanych w dzieciństwie piosenek) z intensywnością i konkretyzacją niepokojącą czytających oraz wyobraźnią nie tyle nieokiełznaną i wybujałą, co bujną, ale i tak wykraczającą poza krajowe standardy statystyczne.

W „Śnie sów” ośmioletni bohater wyrusza na letni pobyt sanatoryjny w Kołobrzegu, a towarzyszą mu rodzice, a potem także siostra i liczni poznani po drodze i w czasie pobytu nad morzem znajomi (starsi i młodsi). Ale przede wszystkim towarzyszy mu narrator, który ujawnia się i nie tylko opowiada, ale i komentuje. Czy jest dorosłą wersją – wcieleniem - tamtego chłopca sprzed lat, z końca lat sześćdziesiątych XX wieku? Czy może tylko go wymyślił, wykreował – odwołując się oczywiście do własnych wspomnień, ale też do własnej wyobraźni? Tu przypis – a może nie w końcu lat 60 dzieje się akcja tej książki, tylko już w latach 70? Wszak jedna z postaci opowiada, że nieopodal Kołobrzegu stacjonują radzieckie MiGi – 27. A to wersja szturmowa Miga 23, oblatywana dopiero w 1972 roku, do produkcji weszła jeszcze później, w Polsce mogła zatem pojawić się najwcześniej w drugiej połowie lat 70. Cóż, różne dziwne rzeczy dzieją się w tej książce nie tylko z wyobraźnią, ale i z czasem…

Jerzego Sosnowskiego, jak pamiętam, od zawsze intrygowały dylematy poznawcze. A ten kluczowy dla omawianej książki – to o granicy między tym, co prawdziwe, a tym, co zmyślone.  Co jest zatem jawą, co snem? Co jest realne, prawdziwe, a co zmyślone, wyobrażone, przyśnione – kolejne pytanie, tym razem jak z dawnego dramatu Barki de Calderona.

Ponieważ jednak zapłacono mi za to wystąpienie konkretne pieniądze – które już nb. już zainkasowałem na zapleczu Klubu Księgarza – a fundator, czyli Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, któremu wszyscy jesteśmy wdzięczni za finansowanie Warszawskiej Premiery Literackiej, oczekuje jednak jakichś konkretów podczas tej laudacji – to wysilę się tymczasem na interpretacyjne uogólnienie, które nie będzie jedynie enumeracją pytań.

„Sen sów” przynosi piękny portret Ojca, trochę maga, jak ze „Sklepów cynamonowych” Bruno Schulza, trochę odlecianego – mimo, że inżynier – i zafascynowanego, pokrewnie do tamtego, schulzowskiego, ptakami – ale tym razem tymi stalowymi, będącymi produktem ludzkich marzeń i myśli. Portret Ojca – przyjaciela; Ojca – przewodnika; Ojca – inspiratora i wreszcie: Ojca – tajemnicy. To książka o pracy pamięci i sile wyobraźni, książka o formowaniu się charakteru człowieczego w dzieciństwie, o roli rodziny i sile tej mikroskopijnej wspólnoty ludzkiej, która nas kształtuje po to, by wypuścić wreszcie w świat. I książka o świecie dziecięcych wyobrażeń, które jeszcze nie podlegają redukcji i oddzieleniu tego, co realne od tego, co fantastyczne (a zatem potencjalnie możliwe). To wyprawa w przeszłość, będąca wyrazem, hm, tęsknoty? Nostalgii? Eksperymentu intelektualnego? Faustowskiej, jak powiadam, próby?

Bardzo przepraszam Urząd Miasta Stołecznego Warszawy i samego laureata, ale nie udało mi się jednak uniknąć pytań końcowych.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 15-06-2016  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl