Szukaj

Południk 21 - trailer

Wiersze o dzieciach

W wywiadzie udzielonym „Lampie i Iskrze Bożej” z okazji swego życiowego pięćdziesięciolecia („Weź sobie ten brak”, LiIB” 6/2011) Marcin Świetlicki powiada między innymi:
„Chodzi o to, że człowiek, jak mu się dziecko urodzi, to jest sentymentalny, a potem zaczynają się kłopoty i Maćka (syn Marcina – JK) to raczej wkurwia, że pisałem o nim wiersze. Tam się pojawia też sformułowanie „zasrany kaftanik”, czy coś takiego… (…) Chodzi o to, że człowiek płodzi dziecko, pisze wzruszające wiersze, a później dzieci się denerwują. O Maćku już dawno nie pisałem. (…) Pisałem o Maćku wiersze do momentu, kiedy zyskał jako taką świadomość, potem przestałem. (…) Teraz już nie napiszę, bo by mi walnął.” (obecny przy tej rozmowie Maciek, chłop na schwał i pełnoletni tolerancyjnie macha ręką i przyznaje, że nawet gdyby się przy takiej okazji teraz nieco zirytował, to jednak jakoś, by sobie poradził bez stosowania przemocy wobec ojca).
Zacukałem się nieco, czytając słowa Marcina Świetlickiego. W końcu poświęciłem swoim dzieciom wiele wierszy. Można powiedzieć, że poświęciłem całą książkę poetycką („Skarby dni ostatecznych. Psalmy, epigramaty, lamenty, litanie”, Kraków 2005) oraz sporo tekstów w kolejnych dwóch tomikach („Victoria. Wiersze ostatnie”, Warszawa 2009 oraz „W proch” – książka ukaże się na dniach jedynie w formie e-booka w wydawnictwie RTC AW).
Czy pisząc te wiersze o dzieciach byłem sentymentalny? Zapewne bywałem. Czy się kiedyś, czytając je już dorosłe, zdenerwują? Być może tu czy tam.
Ale chciałem też pisać o bólu, o istnieniu, o drugiej stronie radości (także drugiej stronie radości rodzicielskiej). Nie chciałem „grzeszyć” cukierkowatą sentymentalnością.
Bo rodzicielstwo to wszak też mizeria i mitręga codzienności. A także rodzaj teatru czy gry. A dzieciństwo też nie jest tylko uroczą beztroską.
Mówię oczywistości? Ale ufam też, że wiersz nad oczywistością nadbudowuje tajemnicę i niejednoznaczność. Wypowiada niewypowiadalne w ziemskim języku ludzi.
Więc starałem się i być może kiedyś moje córki docenią ten wysiłek.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 29-06-2011  |   komentarze: (0)

Literatura jako wartość dodana, czyli kop egzystencjalny

Andrzej Stasiuk w rozmowie („GW” 13.06.11) o roli i sile literatury:
„Literatura to podnieta dla umysłu, coś w rodzaju wódy, narkotyków, erotyzmu. Ożywia umysł i świat, który czasami jest nieco niezadawalający. Nigdy nie chciałem być pisarzem, ale tak bardzo lgnąłem do Literatury, tak bardzo chciałem być blisko niej, że nim zostałem. Ale najpierw to chciałem być postacią literacką. Martinem Edenem Londona.(…)
 Taki jest sens literatury, żeby cię wykoleiła z normalnej codzienności, żeby cie wystrzeliła w kosmos z tego zwykłego życia, żebyś się nie dał udupić. Żebyś nie słuchał rodziców, tylko żebyś słuchał Martina Edena, bo jednak, z całym szacunkiem dla rodziców, oferta, jaką on składa, jest ciekawsza.(…)
Istnieje szkoła interpretacji, która odseparowuje dzieło od autora, ale ja uważam, że kiedy literatura wiąże się nierozerwalnie z życiem pisarza, to jest głębsza i bardziej wstrząsająca.(…)
Zrozumiałem, że literatura jest siłą, potęgą w samej swojej materii. Że język potrafi zabijać, zniewalać, wywracać światy.”
Pomieszałem trochę kolejność cytatów dla efektu dramatycznego. Głos autora „Przez rzekę” to świadectwo mieszkańca Galaktyki Gutenberga, głos romantyczny (w potocznym rozumieniu tego słowa).
Mnie osobiście bliski, tak, Stasiuk mówi też w moim imieniu. Ale przecież nie mogę nie zauważyć, że obaj jesteśmy reliktami. Że bardzo łatwo dostrzec w naszych postawach zwykły sentymentalizm (czytaj: naiwność).
Stasiuk ma to wszakże w nosie – i bardzo dobrze. Wypowiada swoją prawdę na przekór. Na przekór modom interpretacyjnym i na przekór modom recepcyjnym.
No to jest nas dwóch.
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 15-06-2011  |   komentarze: (1)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl