Jeszcze o Bobkowskim

 

Głosy Szanownych Komentatorów pod poprzednim wpisem (patrz!) są na tyle istotne (i treściwie gęste), że domagają się rzetelnej odpowiedzi oraz rozwinięcia tematu z mojej strony.


Oczywiście, zarzut “autorstwa jednej książki” nie jest żadnym zarzutem. Nie stosujemy tu podejścia hurtowniczego (ilość uber alles!), tylko jakościowe. Frazeologizm: “autor jednej książki” ma wszak znaczenie waloryzacyjne – idzie często o to, że jedna, jedyna książka w dokonaniach danego pisarza staje się na tyle istotna, że – często zresztą niesprawiedliwie – spycha niejako w cień jego inne dzieła. Tak bywa, to po prostu fakt. Ale można by tu skompletować niezłe towarzystwo. Vide Dante, Proust czy – w zupełnie zresztą literalnym sensie – Mikołaj Sęp Szarzyński (“Rytmy abo wiersze polskie” ukazały się dobre dwadzieścia lat po śmierci poety, zredagowane zresztą przez osoby trzecie). “Szkice” to opus magnum, zresztą przecież obfite. Nic chyba na to nie można poradzić, ale też zgoda, że sama ta książka to już jest w literaturze polskiej Jakieś Coś.


Czy Andrzej Bobkowski jest pisarzem zapomnianym, czy jednak popularnym? Rzekłbym, że jest pisarzem wciąż odkrywanym, choć na tyle wolno, że budzi to mą – umiarkowaną – irytację. Wszelako potęguje ją nie tylko żółwi rytm udostępniania – na przestrzeni ostatnich lat – jego spuścizny (epistolograficznej, ale też diarystycznej: co się dzieje z Jego młodzieńczymi zapiskami, o których wspomniałem w poniższym wpisie? Czemu jeszcze nie wydobyliśmy ich na światło dzienne? Co z listami do rozmaitych fundacji, które spoczywają w amerykańskich archiwach?), ale też – mimo, zgoda, licznych edycji rozmaitych pism w ostatnich latach – pewna, by tak rzec, “trudnodostępność” jego tekstów. Przykład: w bibliotece Instytutu Literatury Polskiej UW (skądinąd doskonale zaopatrzonej) jest tylko jeden egzemplarz “Coco de Oro” (sic!). I jest to drugoobiegowy przedruk wydania paryskiego Instytutu Literackiego z 1970 roku (nakładem Oficyny Liberałów), ma zatem status cimelium i zwykły czytelnik (czytaj: np. student) może tylko pomarzyć, by dostać ten egzemplarz do domowej lektury (sic! do drugiej potęgi). Ja, co prawda, miałem możliwość wypożyczenia tej książki, bo w onej bibliotece “mam chody”, ale i tak musiałem ją (książkę) szybko zwrócić, zrobiwszy kserokopie interesujących mnie fragmentów (miałem kiedyś własny egzemplarz, ale komuś pożyczyłem, a ten ktoś przywłaszczył go sobie ordynarnie – niech mu ziemia lekką będzie).


Wydania krajowe pism Bobkowskiego są więc rarytasem (Nanek w swoich komentarzach, za które dziękuję, wspomina – o czym nie wiedziałem – że tom listów Bobkowski – Giedroyc osiąga na allegro jakieś niebotyczne sumy), a nie powinny być. Cieszę się, że niedawno WL wydało “Punkt równowagi” (przygotowany przez Krzysztofa Ćwiklińskiego), ale może warto by było pomyśleć o wznowieniu np. “Coco de Oro” w jego (jej? – przecież to nazwa statku, a te w angielszczyźnie mają rodzaj żeński) klasycznym kształcie? Podobnie ze “Szkicami piórkiem”...


Inna rzecz to sama biografia pisarza, fascynująca, oraz jego poglądy. Jakoś tak przyjęło się o nim mówić jako o konserwatyście czy wręcz – “prawicowcu”. A przecież poglądy autora “Czarnego piasku” – przynajmniej ekonomiczne – bliskie są liberalizmowi. Cała ta jego apoteoza kapitalizmu jako wolnej gry rynku, zmuszającej człowieka do aktywności i kreacji, do heroizmu “homo oeconomicus”! Nienawiść do przymusu podatkowego, systemowego interwencjonizmu, opresyjności struktur państwowych (obligatoryjne ubezpieczenia społeczne, postrzegane na ogół – skądinąd – jako cywilizacyjne osiągnięcie!), przedmiotowego traktowania człowieka (i obywatela) przez biurokrację!


Owszem– w sferze etyki można chyba spokojnie widzieć w Bobkowskim konserwatystę. Conradysta to wszak, a w sprawach obyczajowych pisarz dość pruderyjny (zauważa Andrzej S. Kowalczyk we wstępie do tomu listów AB do Anieli Mieczysławskiej, że np. sfera seksu stanowiła w pisarstwie pisarza – z bardzo nielicznymi wyjątkami – temat rygorystycznie traktowanego tabu). Ale gdzie indziej jest on, Bobkowski – to racja – “chuliganem wolności” (niemalże anarchistą, zresztą miejscami sam tak o sobie powiada...).


Wreszcie kwestia twórczości kreacyjnej, nieautobiograficznej, niediarystycznej i nieepistolograficznej. W recenzji “Punktu równowagi” (tom opowiadań) Dariusz Nowacki napisał, że fikcje Bobkowskiego nie są znów tak intrygujące. Że jest to pisarz staroświecki (formalnie i ideowo – epigon Conrada de facto) i dlatego dla współczesnego czytelnika zajmującym być nie może. Że miejsce Bobkowskiego bardziej w historii literatury niż w rytmie współczesności.


Czy aby na pewno?

 


(Swoją drogą - diarystykę wysokich lotów warto propagować, gdyż współczesne jej realizacje bywają nadzwyczaj słabowite (vide druk dzienniczka “Prawda” Adama Wiedemanna przez majową “Twórczość” z tego roku; cóż za żałość!)


Najważniejsze jest jednak to, że pisarstwo Bobkowskiego (zwłaszcza to autobiograficzne, autotematyczne i epistolarne) nie wydaje się dotychczas dostatecznie przemyślane i skomentowane. A istniejące komentarze wystarczająco rozpropagowane i funkcjonujące w przestrzeni komunikacyjnej...

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 04-06-2009  |   komentarze: (3)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl