Szukaj

Południk 21 - trailer

Festiwal poezji w Bukareszcie

 
 
Międzynarodowy Festiwal Poezji w stolicy Rumunii miał miejsce w dniach 13.05 – 17.05.2015 roku. Byłem na nim raptem dwa dni, ominęło mnie sporo ciekawych, jak to się teraz mówi – eventów – ale i tak sporo zobaczyłem.

Po pierwsze – to była moja pierwsza wizyta w Bukareszcie. Nie potwierdziła stereotypów, które w Polsce funkcjonują, jeśli idzie o obraz tego bałkańskiego (?) kraju, natomiast potwierdziła liczne obserwacje zawarte w znakomitej książce Małgorzaty Rejmer pod tytułem „Bukareszt: kurz i krew”. Rumunia, przynajmniej z perspektywy stolicy i jego elit intelektualnych, to kraj na wskroś europejski, choć dźwigający, większe niż nasze polskie, obciążenie mrocznym dziedzictwem umarłej 25 lat temu epoki politycznych podziałów wyznaczanych przez żelazną kurtynę.

Widać to choćby po architekturze miasta – zdewastowanej przez reżim komunistyczny. Takiego pierdolnika stylów nie widziałem nigdzie dotąd. Ale to miasto broni się – swą energią życiową, postępem, wysiłkami na rzecz uporządkowania przestrzeni, mimo że to doprawdy trudne…

Po drugie – rumuńskie elity umiały najwyraźniej przetrwać ten cały mroczny komunistyczny czas mieszkając – choćby duchowo - wciąż w Europie. Co drugi rumuński inteligent spotykany prze mnie mówił fluentnie po francusku, a niektórzy mówili równie sprawnie po angielsku oraz w innych językach. Wszyscy orientowali się – choćby na ogólnym poziomie – w życiu kulturalnym kontynentu, w tym w wydarzeniach stricte polskich. Byłem pod wrażeniem.

Po trzecie – na tym tle słabo wypadła nasza reprezentacja poetów i uczestników życia kulturalnego z rozmaitych regionów świata. Negatywny prym wiedli Francuzi. Nie mówiący żadnym innym językiem poza swoim, niezorientowani i zdaje się niezbyt zainteresowani tym, co dzieje się poza ich własną ojczyzną. Pozwalający sobie na haniebne komentarze – jak ten choćby, gdy urzędnik państwowy z ojczyzny Moliera, mer jakiejś pipidówy, pozwolił sobie na publiczną uwagę, że Rumuni, których widzi i spotyka w ich własnym kraju zupełnie nie przypominają Rumunów, których spotykał we Francji. To miał być co prawda żart, ale… Sporo mówi to o poczuciu humoru żartującego…

Po czwarte – doskonała organizacja imprezy, punktualność, rzetelność. Nie spotkałem się z podobnym profesjonalizmem we własnym kraju, choć niejeden kongres, zjazd, mityng poetycki przyszło mi do tej pory zaliczyć.

Kształcąca wyprawa.

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 18-05-2015  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl