Szukaj

Południk 21 - trailer

SILESIUS 2014

 

Gratulacje dla Darka Foksa za nagrodę SILESIUS 2014 w kategorii: „całokształt twórczości”. Zaiste, jego wiekopomne dzieła poetyckie - choćby „Wiersze o fryzjerach”; Ezra Pub”, „Rozmowy z głodnym psem”; a także znakomita proza – jak na przykład: „Pizza weselna” czy „Wielkanoc z tygrysem” na trwałe i nieusuwalnie wpisały się do annałów polskiej literatury współczesnej.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 20-05-2014  |   komentarze: (0)

Tygrys w świetle (czyli poeta czyta Poetę)

 

Jest taki, dość radosny, utwór rockowego zespołu Emerson Lake&Palmer pod tytułem „A tiger in the spotlight”. Zawsze, kiedy go słucham, przychodzi mi na myśl „Ars poetica?” Czesława Miłosza, jeden z tych utworów, które wywarły ogromny wpływ na moje myślenie o poezji i na moje własne pisanie. Wszystko pewnie trochę przez sugestywną frazę: „W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:/powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,/więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys/i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach”.

Pamiętam, że przy pierwszej lekturze zdenerwowało mnie to określenie: w poezji jest coś nieprzystojnego. A niby dlaczego? Czemu poeta miałby się wstydzić (nieprzystojność wszak wiąże się jakoś ze wstydem) swej profesji, swej pasji, swej potrzeby wypowiedzi innym językiem niż ten, którego używamy w sklepie czy w biurze, ale przecież też w rodzinnych rozmowach? Wtedy, irytując się spontanicznie – ale byłem człowiekiem młodym i względnie słabo oczytanym - jeszcze nie wiedziałem, że jestem tylko intuicyjnym naśladowcą, że podobne stanowisko dawno przede mną zajął Josif Brodski, twierdzący, że poezja winna być obecna w codziennym życiu ludzi na takiej samej zasadzie, na jakiej obecny jest chleb.

Zatem jednak doświadczenie poetyckie jako coś naturalnego? Tak i nie. Już tłumaczę.

Otworzył mi oczy inny wiersz autora „Traktatu poetyckiego”: „Notatnik: Bon nad Lemanem”. Profesor Aleksander Fiut uznał go na tyle za kluczowy dla zrozumienia całościowego zamysłu twórczego Miłosza, że posłużył się zeń cytatem, nadając w ten sposób tytuł swej słynnej monografii dorobku lirycznego poety: „Moment wieczny”.

Ale ów moment wieczny wytopiony zostaje, sam badacz o tym pisze, z rzeczywistości, z prawdy doświadczenia bezpośredniego, które, oczywiście przetworzone, przeradza się, pod działaniem poetyckiej różdżki, w znaki naddane. Przekraczając to wszystko, co dane jest nam bezpośrednio, ale też niszcząc to na swój sposób, jak twierdzi Miłosz, literatura unosi się ponad realnym światem, stając się jego uogólnieniem, metadefinicją, zuniwersalizowanym wizerunkiem. Byśmy, my czytający, wykrzyknęli: o tak! Tak właśnie jest! To jest o mnie! O tym, czego doświadczyłem, doświadczam, ale czego sam nie umiałem, w moim niesprawnym języku nazwać i opisać. Wiersz wieńczy deklaracja: „Godzisz się co jest/Niszczyć i z ruchu podjąć moment wieczny/Jak blask na wodach czarnej rzeki? Tak.”

Ale zanim będzie w tym wierszu mowa o momencie wiecznym, pojawią się sugestywne pejzaże. Posłuchajmy, a może raczej zobaczmy, bo Miłosz pisze obrazami, a czasami wręcz narzucającymi się wizjami - tak wyrazistymi, że, gdy zamkniemy oczy, zdajemy się widzieć, jakby na fotografii, intensywne kolory i widoki: „Buki czerwone, topole świecące/I strome świerki za mgłą października. W dolinie dymi jezioro. Już śnieg/Leży na grzbietach gór po drugiej stronie.(…) Jabłecznik pachnie z beczek. Proboszcz miesza/Wapno łopatą przed budynkiem szkoły./Mój syn tam biegnie ścieżką. Chłopcy niosą/Worki zebranych na zboczu kasztanów.(…).

Przeźroczystość semantyczna (by na chwilę, za poradą innego wybitnego poety – Zbigniewa Herberta – zapożyczyć się w terminologii Edmunda Husserla) – wyznacza perspektywę Miłoszowej poezji: idzie o to, by wyjść, mówiąc dzisiejszym językiem, z „realu”, ku tworzeniu budowli w „wirtualu”: tej przestrzeni zmyślonej, wygenerowanej z wyobraźni, z uogólnienia, z zabiegów uniwersalizujących. Akt poetycki, zakorzeniony w „tym, co jest” staje się przepustką do innego świata, portalem, dzięki któremu zostajemy przeniesieni w inne wymiary.

Wróćmy do istoty poezji zawartej w metaforycznym wizerunku tygrysa, który nagle, ku zaskoczeniu samego twórcy, wyskoczył z niego, by stanąć w świetle i bić się ogonem po bokach. Kiedy kot, wszystko jedno czy to nasz domowy mały kochany sierściuch czy drapieżnik usidlony w zoo albo zażywający wolności w dalekich egzotycznych krajach książę dżungli, bije ogonem – zawsze to znak niepokoju, zapowiedź agresywnego ruchu. Poezja, wyradzając się z rzeczywistości, z bezpośredniego doświadczenia życiowego jest zatem czymś swoiście niepokojącym ze swej istoty, czymś innym; stanem odmienności, który jest właśnie przetworzeniem tego, co jest naszym udziałem w zwyczajnym bytowaniu. Czymś także, co nie podlega kontroli, co jest niesterowalne i – no właśnie – o czym nie wiedzieliśmy że w nas jest – a więc pewną potencją, energią czy skazą, alternatywnym głosem żyjącym obok, tym symbiotycznym (ale czasami też saprofijnym) alter ego…

Poezja, tak to czytam, bywa, według Miłosza, zapisem punktowej (spotlightowej), jakby epifanijnej wyjątkowości, ale jej korzenie tkwią zanurzone w rytmie życia, w samej istocie doczesnej egzystencji człowieka. Stąd dialektyka wspominanej „nieprzystojności”: jesteśmy tu, ale jakaś siła prowadzi słowa naszego języka, by ułożyły się w wiersz. A to wszak jakoś jednak nienaturalne, dzikie, tkwiące poza sferą ratio, poza planem, poza schematem życia. Nie tyle zatem poeta mówi, ile przez poetę mówi coś (Ktoś?).

Co prawda Miłosz powiada w „Traktacie poetyckim”, że początek polskiej poezji współczesnej to Młoda Polska, modernizm, ale sam pozostaje wierny raczej romantycznym koncepcjom: twórca jest swoistego rodzaju medium. Płynie, a może lepiej powiedzieć, że bywa, iż bywa, że płynie przezeń strumień piękności, ale on sam tego fenomenu, tego cudu, tej alchemii nie jest do końca świadom. Powołanie się znów na dajmoniona, ten nieokreślony, dwuznaczny głos wewnętrzny, to ukłon ku tradycji klasycznej, ku energii dionizyjskiej (wszak, powiada poeta: „przesadza się utrzymując, że jest [on - dajmonion] na pewno aniołem”). Więc jakby taki paradoks: poezja wyrasta co prawda z dionizyjskiego żywiołu, ale kształtować jej fałdy może równie dobrze apollińska ręka.

Dlatego właśnie poeta jest, w swym twórczym wcieleniu, nie z tego świata. Może lubić, nikt mu tego nie broni, dżem truskawkowy i ciemną słodycz kobiecego ciała, ale jego pierwotna energia kreacji jest skądinąd.

Czyni go to, poniekąd, bezbronnym i słabym (z drugiej strony rekompensuje mu ten feler siła pisanej poezji). Jest zatem, jak powiada Bolesław Leśmian w wierszu „Poeta”, kimś stojącym na pograniczu światów: realnego i zmyślonego, kimś, do którego Bóg uśmiecha się, ale jednocześnie grozi mu zaciśniętą pięścią – ku napomnieniu. Zaiste, twórca staje się wtenczas: „państwem demonów,/które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem języków,/a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę/próbują dla swojej wygody zmieniać jego los”. Cóż, taka cena, taki los poety, bo pytanie Miłosza czy ktoś (artysta znaczy) dobrowolnie chciałby się oddać na pastwę owych demonów/dajmonionów czytam jako retoryczne.

Niektórzy powiedzą dziś, w dobie myślenia o literaturze jako o tworze racjonalnym i zrodzonym z niemal architektonicznego planowania, a także z marketingowych machlojek, że obcujemy tu z konceptem trącącym staroświeckością…

Hmm. Przypomnijmy sobie pierwszą strofę „Ars poetica?”: Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,/która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą/i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,/autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu”. Czyż to aby nie świadectwo ambicji poszukiwania nowego języka, nowych języków liryki? Ale też, co wyraźnie zaznacza poeta, takich języków, które nie zatraciłyby walorów komunikacyjnych, które wciąż dbałyby o porozumienie, rozmowę z czytelnikiem? Czy to nie wyraz nieufności wobec awangardyzmów, które, w pogoni za oryginalnością, potrafią zapomnieć o dialogowej funkcji literatury oddając się rozkoszom (z punktu widzenia twórcy w każdym razie) autotelii?

Czytam te fragmenty programowego wiersza Miłosza niemal jak swoje i czynię je mottem własnego pisania.

W wierszu „O książce”, z tomu „Trzy zimy” powiada poeta (a ma to miejsce, zaznaczmy, w latach trzydziestych XX wieku), i słychać żal w jego słowach, że tradycyjne piękno oraz porządek kultury odchodzą właśnie w niepamięć, ustępując cywilizacyjnemu zgiełkowi żelaza i chaotycznym kształtom współczesności. W „Ars poetica?”, po latach, nawiąże do tamtej myśli, ale tym razem już w innej tonacji: łączącej łagodną ironię z jakąś formułą pogodzenia się z biegiem rzeczy: „…co chorobliwe jest dzisiaj cenione (…) Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki/pomagające znosić ból oraz nieszczęście.” Ale wszak od razu poeta dodaje słowa świadczące o tym, że umie docenić, być może, pardon, chorobliwą - z apollińskiego punktu widzenia – transgresję sztuki naszych czasów: „To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc/dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki” (słychać tu wszakże ambiwalencję – więc nie do końca wiadomo – ironiczna krytyka to czy może jednak na serio konstatacja?).

Opowiadam o tym po to, by zdać sprawę z własnej poetyckiej edukacji na Miłoszowym tekście (tekstach). To była dla mnie, niegdyś, lektura formacyjna, nie jedyna, ale jedna z tych ważniejszych.

I jeszcze to zakończenie „Ars poetica?”: „Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,/pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,/że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.”

Literatura, w świetle tych słów, jest sama w sobie, nieznośną, ale też i piękną mitręgą. Mniejsza jednak o to. Najważniejsza jest tu wiara w efekt artystycznego działania. Bo jeśli pisać warto, ufając, że dobre, nie złe duchy przemawiają przez twórcę, to po to, by, parafrazując inny wiersz autora „Gucia zaczarowanego”, nigdy, przenigdy nie stawać w obronie nicości. Co sam dla siebie wziąłem, syn marnotrawny, marnotrawny uczeń, na własne literackie sztandary.


Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 18-05-2014  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl