Szukaj

Południk 21 - trailer

Literackie kochanki poetów

 
 
„Boska Komedia” Dantego Alighieri to jeden z fundamentalnych tekstów chrześcijańskiej Europy. Utwór uznawany jest za swoistą summę schyłkowego okresu kultury średniowiecznej (powstał w latach 1308 - 1321), ale dostrzec w nim można także cechy wczesnorenesansowe. Główny bohater – sam autor – podróżuje w zaświatach przez trzy sfery – piekło, czyściec i niebo, prowadzony najpierw przez ducha antycznego rzymskiego poety Wergiliusza, a potem przez cień swej zmarłej ukochanej – Beatrycze.

Wedle „Żywotu Dantego” Boccaccia, kochankowie mieli spotkać się jeszcze jako dzieci, a potem ich uczucie rozkwitało aż do przedwczesnej śmierci dziewczyny. Jednak relacje o spotkaniach Dantego z ukochaną znane są tylko z wypowiedzi świadków. Niekoniecznie zresztą Beatrycze Porfinari – bo tak miała się nazywać w rzeczywistości – była naprawdę pierwowzorem postaci literackiej w poemacie. Sam pisarz nigdy – w żadnym ze swoich utworów – nie wymienił jej nazwiska, a jej personalia znamy jedynie z relacji syna poety – Pietro.

Wedle licznych interpretatorów, postać Beatrycze w „Komedii” była czystą kreacją i stanowiła – w warstwie symbolicznej utworu – uosobienie teologii, samego Kościoła czy też łaski Bożej. Ale są również badacze – jak na przykład znany tłumacz i komentator fundamentalnego dzieła Dantego Edward Porębowicz – którzy twierdzą, że domniemana kochanka pisarza była osobą prawdziwą, choć w samym dziele została przedstawiona oczywiście w sposób wyidealizowany, jako istota niebiańska, która swym cnotliwym życiem zasłużyła na zbawienie.

Inny włoski pisarz Francesco Petrarka jest autorem słynnych miłosnych „Sonetów do Laury”, powszechnie uważanych za arcydzieło literatury erotycznej. Jak sam wspomina w swych wierszach, przełomowym momentem w jego życiu było spotkanie rzeczonej Laury w Wielki Piątek 6 kwietnia 1327 roku. Kim była Laura - nie wiadomo. Nie znali jej ani nie potrafili utożsamić z żadną żyjącą wtenczas osobą nawet najbliżsi przyjaciele poety, w tym wspomniany już Boccaccio. Wielu z nich twierdziło, a późniejsi liczni biografowie pisarza podtrzymywali na ogół tę opinię, że Laura była jedynie produktem wyobraźni twórczej, a jeśli nawet żyła, to poeta nigdy nie poznał jej osobiście – widywał ją tylko przelotnie na miejskich ulicach podczas spacerów. Petrarka stanowczo jednak twierdził, że ukochana istniała naprawdę (miała umrzeć podczas epidemii dżumy w roku 1348), a jego uczucie przetrwało nawet jej odejście z tego świata. W sonetach portretuje miłość jako namiętność, która przesłania cały świat. Ukochana kobieta stanowi obiekt nieustannej wędrówki myśli, za jej sprawą falują emocje oraz nastroje. Jej cielesne piękno uzupełnia uroda duszy, przez co staje się idealna, nieomal anielska. Mimo lirycznych deklaracji, że Laura jest jego jedyną, wielką miłością, Petrarka żeni się w 1336 roku z zupełnie inną kobietą i wiedzie dość szczęśliwe życie rodzinne, doczekując się potomstwa. Na starość zamieszka nawet z rodziną ukochanej córki.

Nasz Adam Mickiewicz też – jak pamiętamy – wzdychał do swej Maryli. Jej postać pojawia się między innymi we wspomnieniach głównego bohatera „IV części Dziadów”, który z nieszczęśliwej miłości popełnia samobójstwo wzorem innej popularnej postaci literackiej czasów romantycznych – Wertera (z powieści epistolarnej Goethego). Ukochana autora „Pana Tadeusza” wyszła jednak za mąż – ze względu na naciski rodziny - za majętnego (i starszego) hrabiego Puttkamera, grzebiąc nadzieje wieszcza na długie i szczęśliwe wspólne życie. Mickiewicz miał kochać Marylę ekstatyczną romantyczną miłością, zresztą ponoć odwzajemnioną. Kiedy jednak przebywał w Kownie, gdzie pracował jako nauczyciel po ukończonych studiach na Uniwersytecie Wileńskim, zapoznał figlarną doktorową Kowalską, która umilała mu – jak dowodzi w swej książce „Żmut” Jarosław Marek Rymkiewicz - rozłąkę z przyjaciółmi i ukochaną. Co zresztą nie przeszkadzało poecie pisać w tym czasie płomiennych listów do Maryli.

Kreacje Beatrycze, Laury czy Maryli to emblematyczne ikony doskonałych kobiet, będących przedmiotem uczuciowych uniesień wybitnych poetów. Takie miejsce zajmują w literaturze i tak właśnie przyzwyczailiśmy je postrzegać. Ich wizerunki są jednak efektem artystycznych zabiegów. Sztuka to wszak domena ułudy i zmyślenia. W rzeczywistości zapewne nie były ani aż tak piękne, ani tak idealne, jak przedstawili nam je pisarze w swoich dziełach.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 28-04-2016  |   komentarze: (0)

Nie śmiejmy się z Judyma!

 

Tomasz Judym, główny bohater powieści Stefana Żeromskiego pod tytułem „Ludzie bezdomni” od lat budzi politowanie współczesnych czytelników. A także szyderstwo. Jest bowiem tak nierzeczywisty, nierealistyczny. Społecznik, skłonny do rezygnacji z własnych dochodów, byle tylko pomagać chorym, których nie stać na sfinansowanie leczenia. Najpierw namawia warszawskich lekarzy, by zechcieli za pół –darmo (albo wręcz za darmo) przyjmować w gabinetach tych, których nie stać opłacenia wizyty; potem, w uzdrowisku Cisy (pod tą nazwą ukryty jest Nałęczów) walczy z dyrektorem sanatorium o zasypanie lokalnych stawów (malowniczych, ale będących też siedliskiem malarycznych komarów, które są utrapieniem dla okolicznych chłopów), wreszcie osiada w Zagłębiu, by tam leczyć chorych robotników.

Jego mentorem w Zagłębiu jest inżynier Korzecki, który wprowadza go w mroczny świat zdegenerowanej przez warunki życia i pracy klasy robotniczej. Korzecki sam jest społecznikiem, o skłonnościach samobójczych, mocno zaangażowany w działalność pomocową na rzecz biednych i wykorzystywanych pracowników tamtejszych zakładów przemysłowych.

W finale powieści Judym, jak wszyscy pamiętamy, odrzuca wyznanie miłości Joasi Podborskiej, tłumacząc, że uwikłanie w życie rodzinne przeszkodziłoby mu w pełnieniu służby społecznej. Co jest o tyle dziwne, że Joasia, sama będąc sierotą marzącą o prawdziwym rodzinnym domu, wydaje się jednocześnie, ze swymi skłonnościami do społecznej pracy, idealną towarzyszką życia dla kogoś takiego jak doktor Tomasz. Postawa Judyma wygląda więc co najmniej na dziwactwo nie tylko z punktu widzenia dzisiejszych, ale nawet i ówczesnych skłonnych do egzaltacji czasów.

A jednak… Inżynier Korzecki rzeczywiście popełnia samobójstwo, niemniej jednak wygląd jego mieszkania, do którego wpada Judym, poinformowany o zdarzeniu, budzi niepokój. Panuje tam ogromny rozgardiasz, szuflady są wyciągnięte, a ich zawartość przemieszana, jakby ktoś w nich grzebał. Na biurku inżyniera leży anatomiczny portret ludzkiej głowy z naniesionymi czerwonymi liniami prowadzącymi od potylicy do skroni. Także układ zwłok Korzeckiego budzi wątpliwości: wygląda to trochę tak, jakby strzelał sobie w łeb przykładając rewolwer do potylicy właśnie – a tak raczej nie czyni żaden zdeklarowany samobójca.

Jednym słowem – każdy wnikliwy czytelnik dojrzy w tej scenie liczne niekonsekwencje, które każą podważyć tezę o samobójstwie inżyniera. Ta scena to raczej portret skrytobójstwa - i to takiego, jakie bywa zazwyczaj udziałem policji politycznej…

W scenie finałowego rozstania z Joasią dr Judym jest podekscytowany, niemal wściekły. Wskazując na nędzne mieszkania zagłębiowskiej klasy robotniczej prawie krzyczy: „Ja muszę rozwalić te śmierdzące nory”. Tak nie zachowuje się społecznik, lekarz - tylko raczej rewolucjonista. I dalej tłumaczy Joasi, że wolałby umrzeć jak Korzecki – co budzi przerażenie dziewczyny myślącej, że idzie o śmierć samobójczą – a wreszcie wzdycha i powiada, że chciałby jej coś ważnego powiedzieć, ale nie może. Joasia jest zdezorientowana i ulega perswazji swego ukochanego, by odejść.

Powieść Żeromskiego ukazała się w roku 1899, narastały w tym czasie w Europie nastroje społeczne, które eksplodują rewolucją 1905 roku, a w rozbiorze rosyjskim narasta wtenczas polskie wzmożenie patriotyczne, przejawiające się działalnością konspiracyjną. Pisarz, musząc liczyć się z cenzurą carską, ukrył przesłania swej książki w metaforycznych niedopowiedzeniach.

I tak – Korzecki to w istocie patriotyczny konspirator, którego zabija carska tajna policja, inscenizując samobójstwo, a Judym, wciągnięty przez niego do konspiracji, odrzuca życie rodzinne z Joasią, by nie narażać jej na niebezpieczeństwo. Niczego konkretnego nie może jej powiedzieć, ujawnić – to wszak fundamentalna zasada konspiracji. Zrywając z nią, co jest dla niego prywatnym dramatem, chce ją w ten sposób chronić – poświęcając własne szczęście.
Istnieją świadectwa czytelnicze z przełomu wieków, że dla ówczesnych odbiorców taka interpretacja wyborów Judyma była całkowicie naturalna i zrozumiała. A także zaświadczające, że ówcześni czytelnicy doskonale rozumieli aluzje Żeromskiego. Znając sympatie polityczne pisarza – Judym zapewne wstąpił, z inicjatywy Korzeckiego, w szeregi Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej; warto dodać, że z tą strukturą związaną był, w owym czasie, sam Józef Piłsudski.

A zatem nie śmiejmy się z tej postaci literackiej. Judym jest bardziej skomplikowany niż uczą o nim – niestety – w dzisiejszych szkołach.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 21-04-2016  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl