Szukaj

Południk 21 - trailer

Podsłuchane/Wyszydzone/Obnażone

 

W poetyckim programie Nowej Fali tkwiła zawoalowana rewolta(innej nie mogło być w PRL-u, chyba, że ktoś wybierający drogę nonkompromisową godził się z góry na represje). Bo co to znaczyło, żeby „mówić prawdę” i „mówić wprost”? Jak w państwie realizującym program realnego socjalizmu można było mówić prawdę – bez uderzenia w samo sedno zakłamania, jakie tkwiło u podstaw systemu?

Poeci krakowskiej grupy „Teraz” wybrali ścieżkę weryfikacji logicznej – opowiem o niej kiedy indziej; będzie to tekst o tym, jak próbowano przyłożyć do rzeczywistości rozmaite pomysły ideologiczne i polityczne z tamtych czasów. I jak wiersze potrafiły walczyć o prawdę – będąc na tyle cenzuralnymi jednocześnie, że mogły się ukazywać w oficjalnych drukach.

Poeci poznańscy z okolic grupy pod nazwą „Próby” – zastosowali inną metodę: postanowili się przyjrzeć oficjalnemu językowi funkcjonującemu w tzw. społecznej komunikacji. Po to, by w szyderczym obrazowaniu pokazać jego nowomodność, czyli - de facto – zakłamanie, uwikłanie w ideologicznych stereotypach oraz – co tu dużo kryć – kłamliwość, a także manipulatorskość.

Stanisław Barańczak

Określona epoka

Żyjemy w określonej epoce (odchrząknięcie) i z tego
trzeba sobie, nieprawda, zdać z całą jasnością.
Sprawę. Żyjemy w (bulgot
z karafki) określonej, nieprawda,
epoce, w epoce
ciągłych wysiłków na rzecz, w
epoce narastających i zaostrzających się i
tak dalej (siorbnięcie), nieprawda. Konfliktów.
Żyjemy w określonej e (brzęk odstawianej
szklanki) poce i ja bym tu podkreślił,
nieprawda, że na tej podstawie zostaną
nakreślone perspektywy, wykreślane będą
zdania, które nie podkreślają dostatecznie, oraz
przekreślone zostaną, nieprawda, rachuby
(odkaszlnięcie) tych, którzy. Kto ma pytania? Nie widzę.
Skoro nie widzę, widzę, że będę wyrazicielem,
wyrażając na zakończenie przeświadczenie, że
żyjemy w określonej epoce, taka
jest prawda, nieprawda,
i innej prawdy nie ma.

No to mamy szyderstwo z niemal wzorcowego bełkotu jakiegoś partyjnego kacyka – zapewne podczas zebrania towarzyszy. Choć akurat słowo „towarzysze” nie pada tu ani razu – więc równie dobrze może to być językowa inscenizacja przemówienia partyjniaka skierowanego do jakiegoś szerszego, niekoniecznie upartyjnionego gremium (w zakładzie pracy? na jakimś obowiązkowym spędzie związanym z państwowo – partyjną rocznicą?).

Tamten język, zwany nowo – mową (którego rozbiórką od wielu lat prowadzi profesor Michał Głowiński) był naprawdę straszny: w swych syntaktycznych skamielinach, prostackich metaforach, parcianym (jak pisał Zbigniew Herbert) idiolekcie …

Pamiętam gdy jako dziecko oglądałem w telewizji z rodzicami (niewiele rozumiejąc) pierwsze publiczne wystąpienie Edwarda Gierka. Jak oni się nim zachwycali! Że bez kartki mówi, że tak do ludzi zwyczajnie, że wiadomo, o co mu idzie, no i że jakoś przyzwoicie wygląda. Dziś rozumiem, że w porównaniu z Gomułką nowy Pierwszy Sekretarz wydawał się postacią z innej (czytaj: lepszej) bajki. Ale jakoś tak niedawno oglądałem dokumentalny film o tamtym okresie i przypomniano w nim tamto wystąpienie Gierka. Boże! Cóż to za grafomania jednak była, wtedy niedostrzegana. Ale język polityki dziś znormalniał (co nie znaczy, że ona sama znormalniała), przyzwoita polszczyzna to obecnie ważny element PR, politycy to wiedzą i uczą się (oraz się pilnują). Na tym tle Gierek wypada (mimo wspomnień) fatalnie.

Barańczakowy mówca męczy się okropnie, blebluje na potęgę, nie umie – bądź nie chce nawet przytaczać ówczesnych nowomownych frazeologizmów w całości. On mówi: że żyjemy w epoce narastających i zaostrzających się konfliktów (a ja słyszę dalej: klasowych). On powiada, że zostaną nakreślone perspektywy (ja słyszę: dalszego rozwoju – to chyba najbardziej ulubiony gierkowski idiom). On bełkocze, że jego epoka jest czasem ciągłych wysiłków na rzecz (mnie diabeł dopowiada: budowy socjalizmu).

Cała ta przemowa bowiem nie ma tak naprawdę na celu cokolwiek wyjaśnić czy opisać. To językowy portret rytuału, podczas którego partyjny orator komunikuje tylko jedną kwestię: że żyjemy w określonej epoce – a to oznacza, że nie ma i nie będzie odstępstw od socjalistycznego porządku. A kto się sprzeciwi – to mu się wykreśli zdania i przekreśli rachuby (represje, represje!). Kiedy padają ostatnie kwestie: taka jest prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma – wyobrażam go sobie walącego w stół pięścią.

Nie jest to zatem wiersz jedynie satyryczny, obśmiewający nieudolność językową etatystystów rządzących w imieniu sojuszu robotniczo – chłopskiego. To portret nieprzejednania władzy, groźne memento dla tych którzy…

                                                                                                  *

Stanisław Barańczak

Wypełnić czytelnym pismem

Urodzony? (tak, nie; niepotrzebne
skreślić), dlaczego „tak”? (uzasadnić); gdzie,
kiedy, po co, dla kogo żyje? z kim się styka
powierzchnią mózgu, z kim jest zbieżny
częstotliwością pulsu? krewni za granicą
skóry? (tak, nie); dlaczego
„nie”? (uzasadnić); czy się kontaktuje
z prądem krwi epoki? (tak, nie); czy pisuje listy do
samego siebie? (tak, nie); czy korzysta
z telefonu zaufania (tak,
nie); czy żywi
i czym żywi nieufność? skąd czerpie
środki utrzymania się w ryzach
nieposłuszeństwa? czy jest
posiadaczem majątku
trwałego lęku? znajomość obcych
ciał i języków? ordery, odznaczenia,
piętna? stan cywilnej odwagi? czy zamierza
mieć dzieci? (tak, nie); dlaczego
„nie”?

Ach te wszystkie PRL-owskie ankiety, które wciąż trzeba było wypełniać! Przy przyjęciu na studia, przy przyjęciu do pracy, przy zmianie pracy, przy zmianie zameldowania (tu zwłaszcza Ludowe Wojsko Polskie pilnowało, by nikt nie umknął z jego ściśle tajnych archiwów). Choć moje życie dorosłe przypadło na okres schyłkowy tej państwowej hybrydy, tego potworka jałtańskiego i władzy już powypadały liczne zęby – to i tak zaliczyłem pisanie ze trzech (co najmniej!) życiorysów, a ankiet czytelnym pismem wypełniłem co niemiara.

Te wszystkie poniżające pytania, urągające prywatności i kwestionujące prawo człowieka do tajemnicy osobistej, to znaczy do wolności… Ten wzrok urzędników, gdy patrzyli znad wypełnionych czytelnym pismem kwestionariuszy… To dojmujące poczucie bycia kontrolowanym i implicytnie uznawanym za winnego jakichś (jakich? jakich?) przekrętów… Ten niesmak po wyjściu z Urzędu, w którym trzeba było wyspowiadać się w tej biurokratycznej formule…

W wolnej Polsce (tzn. po 1989 roku), bo dla mnie ta Polska, przeciwnie niż twierdzi Jarosław Marek Rymkiewicz jest już wolna; niedoskonała, kulejąca, bałaganiarska, nieuporządkowana itd., ale jednak wolna – więc w wolnej Polsce miałem tylko raz takie poczucie skundlenia przez władzę, jak w PRL-u: kiedy wypełniałem, jako wicedyrektor instytutu na Uniwersytecie Warszawskim, oświadczenie lustracyjne.
W opresyjnym kraju nie chce się żyć, ani mieć dzieci (dlatego w poetyckiej Barańczakowej ankiecie pada to ostatnie, jednoznaczne pytanie) – bo po co wrzucać w byt jeszcze jednego niewolnika?
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 21-04-2014  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl