Szukaj

Południk 21 - trailer

Warszawiak: a kto to taki?

 

„Gazeta Stołeczna” – lokalny dodatek do „GW” – rozpoczęła właśnie akcję pod nazwą „My, warszawiacy 2013”, w której idzie o określenie/opisanie/scharakteryzowanie tożsamości współczesnych mieszkańców stolicy; w tym wielu przyjezdnych, nazywanych tu pogardliwie „słoikami” (że niby co weekend wracają do rodzinnych stron, by stawić się znów na początku tygodnia w pracy, przywiózłszy od rodziców weki pełne przetworów).

Ten podział na „warszawiaków rodowitych” i „przyjezdnych” jest o tyle nieco dziwaczny, że w ogóle znaczny odsetek mieszkańców naszego miasta lub też ich rodzin jakoś tam kiedyś do stolicy ściągnęła. A to efekt strat wojennych oraz PRL-owskich migracji ze wsi do miast; natomiast teraz o atrakcyjności Wawy decyduje rynek pracy oraz metropolitalny charakter miasta (bo Wawa jest tak naprawdę jedyną metropolią w kraju).

Mój ojciec, wysiedlony z Wilna wraz z rodziną w 1946 roku pojawił się w Warszawie via Szczecin, gdzie, dopóki nie pogorszył mu się wzrok, przez jakiś czas studiował na tamtejszej Szkole Morskiej. Moja mama i jej siostra urodziły się już na przedwojennej Pradze, ale babcia przyjechała do miasta z podstołecznej Kołbieli. Ja urodziłem się też na Pradze, ale znaczną część dzieciństwa i młodości spędziłem na Czerniakowie, dość emblematycznym dla stolicy miejscu. Potem jeszcze lata małżeńskiego życia na Górnym Mokotowie… Teraz mieszkamy na wsi, trzydzieści kilka kilometrów od centrum, ale wciąż czuję się zakorzenionym (choć o płytkiej rodzinnej proweniencji) warszawiakiem: w mieście pracuję, jestem z nim emocjonalnie związany, interesuję się tym, co się w nim dzieje – no i pisuję warszawskie powieści kryminalne.

Moja żona to co innego. Jej rodzina mieszka w stolicy od pokoleń, w jej szeregach jest i powstaniec z 1944 roku (jako oficer AK spoczywa na Powązkach Wojskowych; w ogóle groby rodzinne familii tam właśnie się znajdują – w niewielkiej cywilnej części cmentarza). Kasia zatem może bez żadnej wątpliwości mówić o sobie, że jest rodowitą warszawianką. Ale ile takich osób jest?

Stolica jest miastem otwartym i gościnnym. Tutaj raczej nie pyta się o genealogię, tylko patrzy, co kto sobą reprezentuje. Warszawiakiem można zostać naturalnie, jeśli tylko wrośnie się nieco w to miasto. Pewnie łatwiej niż krakusem czy poznaniakiem (jeden z moich krakowskich znajomych mówił mi kiedyś sarkastycznie, że łatwiej zostać przyjętym do Zakonu Kawalerów Maltańskich niż zostać uznanym przez podwawelskie rody za swojaka).

Jest jednak silnie obecna wśród „nowych warszawiaków” pewna postawa, która budzi najwyższą irytację. Przejawia się narzekaniem na miasto, jego społeczność, architekturę, komunikację, Bóg wie jeszcze na co inne. Ci narzekający pracują tu, mieszkają przez znaczną część tygodnia, korzystają z dobrodziejstw, jakie niesie to miasto i dzielą z nami bolączki życia, jakich też sporo w Wawie, ale dystansują się brutalnie, zaznaczają swą odrębność i często podkreślają pochodzenie skądinąd.

Takiego podejścia to nawet warszawiak z niedługim stażem miejskim, jak ja, znieść w spokoju nie może. Zawsze w takich przypadkach zwracam im delikatnie uwagę, że skoro tak bardzo cierpią pracując i mieszkając tutaj, to mogą zmienić z wyboru swój los: wrócić do siebie, do swoich idyllicznych Heimatów i rozkoszować się rodzimością. A także zaoszczędzić na podróżach i dowożeniu słoików.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 19-03-2013  |   komentarze: (4)

Nadal nie czytamy

 

Przerażające wyniki badań prowadzonych przez Bibliotekę Narodową potwierdzają intuicyjne rozpoznania: około 60% Polaków umiejących czytać (jak rozumiem – choćby tylko funkcjonalnie) nie zajrzało w 2012 roku do żadnej książki (w tym poradników, podręczników, albumów, atlasów, encyklopedii). Zgroza.

Tymczasem znajduję informację o tym, że firma z Hiszpanii – Grupo Cometa (jest to sieć dilerów samochodowych) uzależnia wypłatę tzw. czternastej pensji swoim pracownikom od tego, czy wykazali się czytelnictwem (sic!). Co prawda idzie o książki z firmowej biblioteki (który z polskich automobilowych dilerów ma taką?) i to raczej te natury fachowo – specjalistycznej (zarządzanie, stosunki interpersonalne itd.), ale zawsze to coś… Wyobrażacie sobie zresztą takie coś nad Wisłą? Prywatną firmę handlującą czymkolwiek, która promuje w tak konkretny sposób czytelnictwo? Never.

A ilu jest u nas permanentnie czytających? BN przyjęła tu próg siedmiu książek rocznie i wtedy okazuje się, że tyle przeczytało w 2012 roku jakieś 11% populacji. No to nawet licząc ów odsetek od całości narodu (więc uwzględniając noworodki i analfabetów) wychodzi jakieś trzy miliony z hakiem. A jak odliczyć uczniów i studentów, którzy, nawet jeśli nie bardzo chcą, to jednak czasem coś przeczytać muszą, zostajemy z jakimiś setkami tysięcy, niech będzie, że z milionem. Ale to przecież tylko bezduszna statystyka, która – jak wiadomo – tyle mówi prawdy, co potrafi kłamać. Ja z małżonką na ten przykład – drastycznie zawyżamy średnią krajową, bo czytamy w roku pewnie kilkadziesiąt książek. Nie licząc tych, które czytamy we fragmentach (bo np. często pozycji naukowych nie czyta się od deski do deski) czy jedynie przeglądamy (albo „podczytujemy”). Nie ma się co dziwić zatem, że w krainie beletrystyki, powieść – dajmy na to – która sprzeda się w ponad dziesięciotysięcznym nakładzie już zyskuje rangę bestsellera.

Właściwie nie wiem, czym to wszystko tłumaczyć. Nigdy wiele nie czytaliśmy (jako społeczeństwo) – i może tylko w dawniejszych czasach kupowaliśmy masowo książki – a teraz zwyczajnie nie wstydzimy się do tej ignorancji przyznać? Jakieś uwstecznienie nas dopadło po przemianach ustrojowo – cywilizacyjnych? Naród rzucił się masowo do podnoszenia poziomu swego materialnego życia i jak już wraca (naród) po całym dniu harówy do domu, to nie ma ochoty na czytelnictwo, tylko co najwyżej drinka i niezobowiązujący szoł w TV przed snem? Co się k… dzieje? Ma ktoś jakiś pomysł?
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 09-03-2013  |   komentarze: (5)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl