Szukaj

Południk 21 - trailer

Polszczyzna - sprawa narodowa

Jarosław Kaczyński obśmiewał ostatnio ortograficzną wpadkę Pana Prezydenta z nieukrywaną satysfakcją. Na przypomnienie dziennikarzy, że też ma podobną w dorobku (słynny „obiat”) - zasłonił się brakiem pamięci (ale że tak napisał wiadomo, bo jego podziękowania w księdze pamiątkowej zostały uwiecznione na fotografii).
Jako polonista byłbym skłonny wybaczyć Panu Prezydentowi jeden błąd - „nadzieji” (zamiast „nadziei”), trudniej już ten drugi – „bul” (zamiast „ból”).  No ale niech tam! Mnie też, chociażem kształcony specjalistycznie w tej materii, czasami zdaża się popełniać rozmaite błendy. Spieszymy się, jesteśmy zdekoncentrowani, tu piszemy, a jednocześnie z kimś gadamy itd. Jest to jakieś, choć ułomne, wytłumaczenie czy też usprawiedliwienie.
Ale od polityków wymagałbym jednak nieco więcej, przyznając im jednocześnie - reglamentowane - prawo do – rzeczonych – błendów (ze względu np. na dysleksję czy dysortografię). Skoro już dawno temu zrozumieli, że w ramach ich społecznej roli mieści się dbałość o strój i prezencję, to dobrze by było, gdyby przyjęli też do wiadomości, że jakość języka, jakim się posługują, świadczy o nich równie wyraziście jak elegancki – bądź nie – garnitur.
Nie chciałbym uderzać w patos, ale jest jeszcze aspekt pedagogiczny, który mnie, byłemu nauczycielowi (i wciąż aktywnemu akademikowi), pozostaje nadzwyczaj bliski. Skoro ci, którzy zaszli tak wysoko – w sensie kariery politycznej – potrafią lekce sobie ważyć skalę swych pomyłek albo wręcz – po prostu nie dbać o jakość języka, jakim się posługują – to jaką to naukę daj młodzieży? Zatem bardziej rozsierdziły mnie nie tyle prezydenckie wpadki ortograficzne (choć są one, powiedzmy szczerze, kompromitujące dla człowieka z wyższym wykształceniem), ile metoda, jaką Pan Prezydent przyjął, by się z nich wytłumaczyć. Co prawda przeprosił, ale też od razu odbił piłeczkę w kierunku „obiatu” Jarosława Kaczyńskiego, obracając wszystko w żart - z uśmiechem oczywiście. Znaczy – speców od PR ma Pałac Prezydencki przyzwoitych, bo to była w sumie udana zagrywka (mnie wszakże nie przekonała).
A może udałoby się przy okazji zadbać od speców od języka na równie wysokim poziomie?
Czytam oto w „Rzeczpospolitej” (19 – 20.03, 2011) artykuł „Samochwały droga przez mękę” podpisany przez Jarosława Kaczyńskiego. Wiem oczywiście, że takie teksty pisze jakiś sztab ludzi (bardziej lub mniej merytorycznie do tego przygotowany – to sprawa profesjonalizmu danej ekipy), ale jednak ten, kto artykuł podpisuje, daje mu placet.
Tekst Prezesa jest odpowiedzią na artykuł Donalda Tuska w „Gazecie Wyborczej” sprzed tygodnia. Odpowiedź jest utrzymana w tonie szyderczym i ironicznym, naszpikowana została cytatami z rozmaitych klasyków, odwołuje się bogato do rozmaitych dzieł literackich – sprawia więc wrażenie erudycyjnej i kulturalnej. Miejscami bywa nawet dowcipna, ale – znów – ten język!
Proszę bardzo: „Momentami sprawiało to wrażenie jakiejś nowej wersji głośnej niegdyś powieści Jacka Londona „Martin Eden”, gdzie dzielnemu bohaterowi wiatr wiał w oczy i często miał pod górkę” [podkreślenie – JK]. Dalej: „Jego (tzn. Donalda Tuska) wyznania wobec czytelników „Gazety Wyborczej”; „czyli takiej postawy, w której dominuje lęk przed podejmowaniem nowych ról”; „Dlatego w opowieści Donalda Tuska są wzloty i upadki, choć te ostatnie są przedstawiane jako kłody rzucane przez los pod jego nogi, czyli są przez niego niezawinione.”
Litości! To jest humor zeszytów szkolnych (a to tylko bardziej wyraziste kwiatki mniej więcej z 1/3 całego tekstu). Czy to sam Jarosław Kaczyński postawił warunek, żeby mu nie grzebano w tekście czy też redakcja „Rzepy” dysponuje tak słabą korektą? Kompromitacja językowa w każdym razie jednoznaczna.
Być może coś straciłem, ale po tym wszystkim odeszła mi ochota na lekturę kolejnego artykułu Premiera w ostatniej weekendowej „Gazecie Wyborczej”.
 
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klenocki  |   dnia: 20-03-2011  |   komentarze: (4)

Jarosław Marek Rymkiewicz przed sądem

17 marca rusza przeciwko Rymkiewiczowi proces, jaki wytoczyła mu Agora, wydawca m.in. „Gazety Wyborczej.” Dotarła do mnie wiadomość o proteście (w formie oświadczenia), podpisanym przez kilkunastu poetów (tekst dostępny: http://wojciechwencel.blogspot.com/). Mojego nazwiska tam nie ma, bo też nikt się do mnie o podpis nie zgłosił. Stąd tych kilka słów poniżej.
Najpierw dwie uwagi o samym proteście poetyckim. Z jednej strony – szalenie jednorodny: SAMI FACECI i ani jednej poetki! Nie jestem tu obrońcą parytetu (z ust Jerzego Radziwiłowicza usłyszałem niedawno sentencję, że są rażące zaniedbania w tej materi, choćby w sferze kapłaństwa…), ale jednak jest to zastanawiające. Z drugiej strony – zestaw nazwisk bardzo różnorodny. I nie idzie mi o różnice literackich poetyk w twórczości podpisanych, tylko, by tak rzec, kontekst biograficzno – życiowy. Bo zobaczmy: obok Wojciecha Wencla i Krzysztofa Koehlera -Wojciech Kass. Obok Edwarda Pasewicza – ks. Jan Sochoń, obok Karola Maliszewskiego – Marcin Świetlicki itd. Wygląda na prawdziwe porozumienie ponad podziałami i jest to budujący obraz.
Natomiast sam fakt procesu spółki giełdowej przeciwko poecie budujący oczywiście nie jest. Można i trzeba nad tym ubolewać. Nawet jeśli Rymkiewicz w jakimś kolejnym wywiadzie powiedział coś, co ubodło władze Agory, albo kogoś personalnie z prominentnych postaci tego przedsiębiorstwa – w moim przekonaniu nie należało z tym iść do sądu. Myślę, że w takich przypadkach właściwą postawą jest ta (niepisana), jaką przyjmują artyści wobec recenzujących ich prace (i niestety często osobę) krytyków. Nie polemizować!
Wizerunkowo Agora na tym straci, nawet gdyby uzyskała prawomocny pozytywny dla siebie wyrok. Będzie wiele publicznego hałasu i z pewnością padnie wiele niepotrzebnych słów. Obawiam się także, że całą sprawę wezwą pod lupę politycy patrząc, co też mogą na niej ugrać dla siebie i swoich ugrupowań.
 Ale też jest w tym wszystkim element pozytywny. Ma bowiem rację Rymkiewicz gdy mówi, że proces ten pokaże w jakim kraju żyjemy: jakie są granice wolności słowa, jak traktowana jest sfera kultury, jak traktowane jest i jak funkcjonuje prawo.
Oczywiście dopisuję się (wirtualnie) do listu moich znakomitych kolegów po piórze.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 14-03-2011  |   komentarze: (5)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl