Szukaj

Południk 21 - trailer

Brzozowski - człowiek wśród skorpionów

Wydawnictwo Krytyki Politycznej wznowiło właśnie książkę Czesława Miłosza „Człowiek wśród skorpionów. Studium o Stanisławie Brzozowskim”. To ważny gest, bo akurat ta rozprawa autora „Ziemi Ulro” – jak mi się wydaje – przebywa jakoś na marginesie ogromnego dorobku Noblisty. Brzozowski, jak wiadomo, został przez środowisko KP wzięty za patrona, w 2011 roku minęła rocznica stulecia śmierci twórcy „Płomieni” – wszystko zatem na miejscu.
Jako przedmowa – rozmowa Sławomira Sierakowskiego i Cezarego Michalskiego. Daruję sobie tymczasem dygresje na temat ideowych podróży i wolt tego drugiego w ostatnich latach (choć jego odnalezienie się w KP – i to w roli prominentnego komentatora - niejeden przyjął co najmniej zdziwionym podniesieniem brwi; widać środowisko to hołduje raczej zasadzie, że nie tak istotnym jest, skąd się przychodzi, ile raczej dokąd się podąża…).
W rozmowie obaj intelektualiści zajmują się raczej sferą idei niż wymiarem ludzkiego dramatu. Co prawda Sierakowski powie w jednym miejscu, że „ do Brzozowskiego Miłosz zniechęcił się pod wpływem „prawicowej hecy z lat 30.” I Człowieka wśród skorpionów napisał jako odkupienie, choć głównym motywem jest zapewne własny rozrachunek wybitnego Polaka odrzuconego przez społeczeństwo na przykładzie skutecznie zabitego za życia poprzednika” – ale jest to wzmianka w całej dyskusji jednak incydentalna. Michalski zaś doda od siebie: „Wykluczenie Miłosza w porównaniu z wykluczeniem Brzozowskiego to było trochę wykluczenie „na pluszowym krzyżu” [jedna z ulubionych fraz C.M. – J.K.]. Opluwano go regularnie od lewa do prawa, od Nim będzie zapomniany i innych pamfletów antymiłoszowskich pisanych przez najwybitniejszych polskich pisarzy, także jego przyjaciół, na zamówienie władz stalinowskich po ucieczce Miłosza z kraju, aż po spory wokół „pochowania na Skałce” i „roku miłoszowskiego”. Jednak za każdym razem ktoś możny go chronił. Przed „zapomnieniem” przez stalinowską Polskę obronił go Giedroyc i paryska „Kultura”, przed wykluczeniami ze strony najnowszej katolickiej prawicy, co lubi „czapkami nakrywać” tych, których nie lubi, broni go jednak to, że już „wielkim jest”.
Jak wspomniałem, obu dyskutantów interesuje bardziej sfera idei, a także – co zrozumiałe – polityki. Postacie obu twórców, ich dzieła, ich myśl rozpatrują S.S. i C.M w kontekście dziejów polskiej lewicy, polskiej myśli narodowej i polskiego katolicyzmu. To są niewątpliwie ważne sprawy i pewnie nawet na czasie.
Mnie jednak, w tym momencie, zajmuje bardziej wymiar dramatu ludzkiego istnienia. Zaszczucie (nazywane dziś aksamitnie „wykluczeniem”), samotność, depresja, poczucie bezsensu. Brzozowski – w paranoicznej siatce zarzutów o zdradę i udział w agenturze (w świetle dzisiejszych ustaleń werdykt brzmi raczej: niewinny). Miłosz – klepiący biedę zanim amerykański uniwersytet wyciągnie do niego pomocną dłoń, rozłączony z rodziną, kopany przez twórców krajowych (pod dyktando reżimu) i sam reżim oraz kopany przez rozliczne środowiska emigracyjne… Jadący z przedmieść Paryża (gdzie mieszkał) do centrum, z odliczonymi pieniędzmi na bilet w obie strony i małą szklaneczkę wina w podrzędnej knajpce na Montparnasse… Z myślami samobójczymi z tyłu głowy.
Wtedy właśnie, dojmująco jak nigdy, przypomina mi się fraza z wiersza „Szewczyk” Bolesława Leśmiana: „W życiu nic nie ma oprócz życia”. A te wszystkie idee, och, ta woda, te słowa, mój książę…
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 23-02-2012  |   komentarze: (1)

Małe ćwiczenie z Juliusza Słowackiego

 Niepołączeni
 
Daleko od siebie Lecz jedno o drugim pamięta Ślemy sobie
esemesy pełne uśmiechniętych buziek Życzymy miłego dnia
 
Tu gdzie jestem jezioro przegląda się w niebie Biały gołąb
przysiadł na gałęzi sosny Zaraz zmierzch Ludzie zapalają światła
 
Nie wiesz że siedzę teraz sam w ogrodzie Nie wiesz że czekam
na gwiazdy wieczoru Tam gdzie jesteś inne zajmują cię sprawy
 
Nie dosięgnę oczami twoich krajobrazów Ale widzę cię Znam twe
miejsca Rozpoznaję gwiazdy Świecą mi na pociechę Stróżują uparcie
 
Jedną wybrałem dla ciebie Kiedy cię tu nie ma ona ze mną żegluje
przez godziny smutku  Aż ją wschodzący księżyc utopi w swym blasku
 
Nieprzekraczalne nie da się przekroczyć Żadne mosty nie złączą naszych
mglistych brzegów Jesteśmy jak słowiki z różnych kontynentów  
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 17-02-2012  |   komentarze: (1)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl