Szukaj

Południk 21 - trailer

Zagadka literacka na ferie

Na przełomie wieków, dobre 10 lat temu dostałem w prezencie taki wiersz:
 
Wiersz dla Jarosława Klejnockiego
 
Wszystko było na swoim miejscu.
Rano zawsze ty wstawałeś pierwszy.
A teraz: huczy samolot.
W stronę półki wyciągam rękę.
Próbuję zabrać stamtąd kilka poetyckich istnień.
Chcę je schować w kartonowym pudle by mogły przetrwać zamieć remontu.
Puste ramy okien i farbę.
 
Biorę je delikatnie a wtedy one wytryskują pod sufit.
Rozbryzgują się po całym pokoju.
Bezradność jest teraz moim żywiołem.
 
Polska poezja lat dziewięćdziesiątych jest cienka.
Nawet Herbert uległ tej modzie tylko Czesław trzyma się mocno.
Tomiska (co najmniej 100 stron) trzymają go przy życiu.
Polska poezja lat dziewięćdziesiątych włożona do kartonowego pudła wygląda jak fiszki w
szufladzie bibliotekarza.
 
Czas już obciąć wam papierowe ogony.
Huczy samolot już w innym wierszu.
Mówię do kota a on patrzy na mnie mądrymi oczami.
Trzeba to posprzątać.
 
A teraz rzeczona zagadka: kto jest autorem niniejszego tekstu?
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 11-02-2011  |   komentarze: (9)

Co z tym Salam?

„Salam” po arabsku znaczy pokój (stąd przywitanie: Salaamu Aleikum – pokój z Tobą). „Salam” to także tytuł (debiutanckiej, zdaje się?) książki Piotra Ibrahima Kalwasa, polskiego pisarza (a wcześniej scenarzysty m.in. „Kiepskich”), który – w wyniku doświadczenia duchowego – przeszedł na islam i w konsekwencji wyemigrował wraz z rodziną (żona nie przyjęła nowej religii) do Egiptu, gdzie osiedlił się w Aleksandrii.
W licznych wywiadach i rozmowach prasowych Kalwas tłumaczył swoją decyzję o emigracji po pierwsze ucieczką ze świata zeświecczonego w świat, gdzie sacrum jest wciąż żywe (a nie tylko funkcjonujące w konwencji), po drugie ucieczką ze świata gdzie dominuje hasło „konsumpcja uber alles” w świat niedoświadczony grzechem (cechą?) konsumpcjonizmu, po trzecie ze świata przemocy w świat umiarkowanego pokoju (szło o przemoc i brak poczucia bezpieczeństwa  w życiu codziennym i społecznym).
Obalenie prezydenta Ben Alego w Tunezji, a teraz – wciąż trwające –zamieszki w Egipcie przypomniały społeczeństwom Zachodu kilka faktów co nienowe.
Że kurorty, w których spędzają rajskie wakacje zmęczeni pracą przybysze z Europy, nie stanowią normy, lecz anomalię w wielu arabskich krajach. Normę stanowi natomiast bieda: umiarkowana, bądź doniosła. A także przemoc państwowa (w wielu z tych, jak to pięknie mówią w biurach turystycznych, „destynacji" trwają od wielu lat aksamitne stany wyjątkowe czy wojenne), korupcja elit władzy i – często – nielicznych elit intelektualnych, uzależnienie od pomocy zewnętrznej (zazwyczaj zresztą wojskowej i policyjnej, by trzymać za twarz narody).
Że ów brak przemocy wewnątrz społeczeństwa spowodowany jest – między innymi, oczywiście - czynnikami dla europejczyka co najmniej kontrowersyjnymi. Twardym ustawodawstwem karnym (szariat), głęboko zakorzenioną uczciwością wobec współwyznawców (ale już giaurów, mówiąc z mickiewiczowska, rżnąć na kasie można, a nawet wypada) i - mimo wszystko - dość głęboką religijnością tłumów, pacyfikowaną przez reżymy przez lata głównie w tych krajach, które doświadczyły – rozmaitych – wpływów europejskich (więc właśnie w Tunezji, Algierii, Libii, Egipcie, Libanie).
Czytałem więc rozmaite tezy Kalwasa z dużym dystansem i wydawało mi się, że jest to spojrzenie z punktu widzenia dobra jednostki czy rodziny, ale już zapominające o kontekście szerszym. Więc, że na przykład poczucie bezpieczeństwa wśród sąsiadów z ulicy czy dzielnicy to też w jakimś stopniu efekt solidarności biedaków i najmitów. Islam, ze swą atmosferą wspólnoty, tak potrafi kierunkować doświadczenie nędzy, inaczej zatem niż swego czasu i przez jakiś czas w Europie bywało (a wszak w naszych regionach ten rodzaj wspólnotowości społecznej jest nadal mocno niewykształcony, co, jak rozumiem, Kalwasa mogło właśnie pchać ku emigracji).
Ale oto mamy w kilku krajach islamskich (na razie arabskich) coś w rodzaju wiosny ludów. Napędzają ją różne siły: tradycyjne potrzeby wolnościowo – demokratyczne (bo islam wcale nie jest religią reżymów),  potrzeby materialnego awansu (dzięki globalnej informacji, no i wiedzy o tym jak można żyć, przynoszonej choćby przez rzesze turystów), ale też – uwaga! – potrzeby „ureligijnienia” życia politycznego i społecznego (więc jednak jakaś tęsknota za utraconą, a w wielu krajach zabronioną czy reglamentowaną, ortodoksją). Ciekawe - jak to się wszystko rozwinie?
No dobrze, ale co to ma wspólnego z literaturą? Po pierwsze – może się mylę lub jestem niedoinformowany, ale nie słyszałem, by choćby jeden z naszych wybitnych reporterów młodszego pokolenia (młodszego: czyli 50-) siedział teraz w Egipcie (a wcześniej Tunezji) i zbierał materiały do książki o jesieni arabskich dyktatur. Do jednego jestem głęboko przekonany: Kapuściński już by tam od dawna był.
Po drugie – cóż to za szansa dla Piotra Ibrahima Kalwasa! Europejczyk i w dodatku niegdysiejszy budowniczy  kultury masowej, neofita muzułmanin, emigrant z Polski do Egiptu, który (nie przeczę, że w moich oczach idealistycznie) wydawał mu się harmonijnym miejscem na ziemi – teraz spogląda od wewnątrz na zburzony spokój dawnej ziemi faraonów (pardon, ale jakoś trzeba sobie stylistycznie radzić). Czyż to nie gratka? Aż się chce napisać o tym książkę!
Chyba, że Piotr Ibrahim Kalwas jest już znów w Polsce, bo jednak okazało się, że zagrożenia na naszych krajowych ulicach i osiedlach, parszywa przez większy czas aura, tudzież wysokie koszty codziennego życia oraz wymóżdżony kształt pop – kultury są jednak bardziej do przyjęcia niż czołgi na ulicach, koktajle Mołotowa (Mołotowa?) i brak generalnej politycznej stabilizacji.
 
 
Kategoria: brak  |   Autor: JarosławKlejnocki  |   dnia: 06-02-2011  |   komentarze: (0)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl