Miscellanea noworoczne

 

 

Lektura bożonarodzeniowej prasy przypomniała mi o pleniącym się w Polsce procederze narodzin “niezależnych publicystów”. Aby zasłużyć na to miano należy:


A/ zostać wyrzuconym z macierzystej gazety z powodów restrukturyzacji, zmiany formatu, layoutu, nieprzychylnych wyników w sondażach czytelnictwa itp. (ostatni przykład - Wojciech Wencel, który stracił felieton w “Wproście” w wyniku przekształceń tego pisma. Co i tak mu (pismu) nie pomoże, bądźmy szczerzy).


B/  być szefem, bądź prominentnym dziennikarzem gazety, która zbankrutowała (casus Tomasza Wołka, który wciąż bywa podpisywany jako “były redaktor “Życia”, choć pismo, zwłaszcza w swej później edycji, było na tyle nieistotne, a w dodatku upadło tak dawno temu, że niemal nikt o nim nie pamięta).


C/ zostać usuniętym z gazety z powodu rozgrywek personalnych/politycznych/ekonomicznych (przypadek Janusza Rolickiego, który do dziś figuruje jako “były redaktor “Trybuny”, choć, jak donoszą mi znajomi – bo sam tych “ześcierwionych papierów”, by sparafrazować sformułowanie prof. Przybylskiego, nie czytuję – zdążył tymczasem sprzedać swe pióro redakcji “Faktu”).


“Niezależny publicysta” to zatem synonim nieudacznika i/lub ofiary (w dwuznacznym tego określenia sensie). Ciekawe jest to, że owa “niezależność” ma wymiar dość ograniczony. Jeśli delikwent nie zmieni poglądów – zatrudni go zapewne tytuł bliski ideowo czy marketingowo temu, z którego odszedł. W takim przypadku, gdzie zatem mógłby pójść wygnany felietonista “Wprostu”? No? Zgadza się! Do “Rzeczpospolitej”, oczywiście. A jeśli zmieni poglądy? Przeżyje nawrócenie, przemianę, oświecenie, epifanię ideową? Gdzie teraz będzie drukowany autor publikujący niegdyś na łamach “Życia”? Tak jest! W “Gazecie Wyborczej” i “Polityce”.

Szkoda słów.


Z innej beczki. Mocną stroną polskiej prozy współczesnej okazuje się wciąż powieść dla młodzieży. Na lokalnym rynku wciąż czytana jest Małgorzata Musierowicz, choć staroświecki charakter jej powieści budzi co najmniej zdziwienie, by nie rzec - rozczarowanie.

A jak się dowiaduję, jednym z bestsellerów naszej nowej literatury, i to bestsellerów międzynarodowych, okazała się w ostatnich latach “Madame” Antoniego Libery – powieść ewidentnie młodzieżowa, nie pozbawiona wszakzę wyższych, choć niezrealizowanych, aspiracji.

Teraz znów fetowany jest Jakub Żulczyk (patrz choćby wywiad w “Rzepie” z 27/28 grudnia 2008), autor powieści “Zrób mi jakąś krzywdę” oraz “Radia Armageddon”.


Rzecz jest godna rozbiorów przez najbłyskotliwsze umysły krytyczne, bo czyż nie jest tak, że nikt już nie chce czytać poważniejszych książek, natomiast książki o ewidentnie infantylnym zabarwieniu stają się kieszonkowymi “Iliadami” naszych czasów?


A z rozmaitych innych zdarzeń kanikułowo – świątecznych chciałbym odnotować projekt inicjatywny mojej żony, która, także po lekturze wielu gazet w ostatnim okresie, rzuciła pomysł, by ujarzmić irytującą nadaktywność posła Janusza Palikota czyniąc go ministrem kultury. Jest to, jak powszechnie wiadomo, człowiek majętny, o niejakich ambicjach rozmaitego autoramentu. Z pewnością, będąc ministrem kultury, dysponowałby spojrzeniem szerokim a hojnym na tę dziedzinę. Jak wiadomo z historii – najlepszymi mecenasami byli właśnie tacy ludzie. Bo wyobraźmy sobie, że wypadałoby na przykład zakupić w jakimś zachodnim domu aukcyjnym dobra kultury należące do naszego niezbywalnego dziedzictwa: jakieś kolejne listy Chopina dajmy na to, a może kantorek Moniuszki, rękopis Sieroszewskiego czy może nawet obraz Brandta lub innego Fałata. Z pewnością, gdyby nie starczyło na to publicznej kasy – minister Palikot wyłożyłby te drobne kilkaset tysięcy dolarów/euro z własnej kieszeni. Miałby przecież wtedy publicity jak znalazł – bez konieczności wymachiwania gumowym penisem i pistoletem oraz ubierania się w różowe marynarki. Wszyscy by o tym hojnym geście mówili w TVN –ach i pisali w gazetach, nawet tych tabloidalnych.


Ekscentryzmy należy funkcjonalizować dla dobra wspólnego. I tę drobną, acz twórczą, myśl chcielibyśmy z małżonką, u wrót nowego roku, zadedykować premierowi Tuskowi.

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 05-01-2009  |   komentarze: (8)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl