Szukaj

Południk 21 - trailer

O Iwaszkiewiczu

I znów zacznę od licealnego wspomnienia. Zdarzyło się raz, że któryś z nauczycieli skończył lekcję nieco wcześniej i wyszliśmy na korytarz kilka minut przed dzwonkiem. Dzień był słoneczny, światło wpadało przez szyby z nierealistyczną intensywnością, tworząc coś jakby mgiełkę zamazującą kształty rzeczy. I wtedy właśnie, zanim jeszcze zaterkotał dzwonek, a tłum naszych koleżanek i kolegów z innych klas wylał się hałaśliwie na korytarze, ktoś siedzący w szkolnym radiowęźle puścił na cały regulator “Private investigations” Dire Straits. To było kilka naprawdę magicznych minut. Klasyczna gitara, prowadzona niezawodną wtenczas ręką Marka Knopflera, nuciła melancholijną nutę w rezonującej przestrzeni, światło igrało w powietrzu, wirowały odrobiny kurzu, a my stanęliśmy urzeczeni. To była chwila inkarnacji tego, co nazwać można poetyckim nastrojem. A potem zaraz mruczący wokal zamilkł i bas zaczął podawać niepokojący rytm, podkreślany dyskretnie przez sekcję rytmiczną. Rosło lekko napięcie, intensywniała muzyka, by wreszcie wybuchnąć ostrym, brutalnym gitarowym riffem, podsycany przez jednostajny rytm bębna i kontrapunktujące dźwięki fortepianu w tle.

Tę wyjątkową chwilę zapamiętaliśmy dobrze i wracaliśmy do niej jeszcze kilka razy w naszych rozmowach. Mój przyjaciel Sławek, którego osoba pojawiła się już wcześniej w jednym z wcześniejszych wpisów (wiem, że zaglądasz do tego bloga w dalekiej Ameryce, pozdrawiam Cię) powiedział mi kiedyś, że to było jedno z najważniejszych przeżyć estetycznych w jego młodości.

Teraz, kiedy piszę te słowa, słucham sobie “Private investigations” na słuchawkach podłączonych do laptopa, na którym mozolnie wystukuję ten tekst. I myślę o opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza, które podczytuję ostatnio - przygotowując tekst o sztuce narracji autora “Brzeziny”.

Właśnie u niego, w jego licznych krótszych tekstach prozatorskich, znajdują nastroje i wyjątkowość, które mogę przyrównać do tamtego doświadczenia sprzed lat.

Prozę autora “Sławy i chwały” zwykło się opisywać, jako portretującą grę przeciwieństw w naturze ludzkiej i naturze świata. Egzystencja człowieka rozwieszona bywa tu, a nierzadko rozdarta, pomiędzy dojmującym pragnieniem i ekstatycznym umiłowaniem życia a świadomością śmierci i jej dojmującą obecnością, pomiędzy miłością a nienawiścią, biologicznymi motywacjami czynów a uduchowieniem i poszukiwaniem głębokiego uzasadnienia własnego istnienia w wyższych doznaniach i metafizycznych epifaniach, pomiędzy sferą usilnych dążeń i marzeń a ich niemożliwą bądź fragmentaryczną realizacją. Ludzie w opowiadaniach Iwaszkiewicza charakteryzują się skomplikowaniem wewnętrznym i wrażliwą świadomością, dysponują bogatym życiem psychicznym, a opis ich losów, decyzji oraz osobowości spowija często aura tajemnicy i niedopowiedzenia.

Jakby pisarz chciał nam powiedzieć, że człowiek, także dla siebie samego, pozostaje w istocie zagadką, nie do końca włada sobą i nie do końca rozumie własne postępowanie (świetnie ten światopogląd zostaje zilustrowany zwłaszcza w “Kochankach z Marony”). Wywiedzione z egzystencjalnej filozofii przekonanie o niepowtarzalności i jednorazowości naszego życia spotyka się u Iwaszkiewicza z – niemal pogańską – niezgodą na śmierć, z przerażeniem koniecznością nieubłaganego odejścia, dla którego przeciwstawieniem znów jest atawistyczna, pierwotna apologia ziemskiego bytowania człowieka. Niemal wszystkie Iwaszkiewiczowskie opowieści podszyte są pesymizmem i fatalizmem – bowiem czas jest nieubłagany, życie ludzkie przemija, niewiele z ludzkich zamierzeń da się zrealizować, człowiek ma małe szanse na pogodzenie sprzecznych sił i namiętności buszujących w jego naturze. Ale też da się w nich odnaleźć zachwyt nad kształtem świata, nad licznymi urokami życia, jeśli tylko umiemy je odnaleźć w codziennych doświadczeniach. Poczucie tragizmu istnienia, towarzyszące licznym bohaterom, okrucieństwo praw natury czy częsta klęska racji jednostkowych w starciu z nieubłagalnością procesów politycznych i historycznych skontrastowane są z ową urodą życia, siłą miłości, pięknem przyrody i krajobrazu, zmysłowym bogactwem doznań oraz przeżyciami estetycznymi, które potrafią – choćby na moment – uwznioślić i usensowić istnienie.

Im więcej go czytam, wracając do tekstów, które poznałem niegdyś, za młodu, ale – jak dziś mi się wydaje – których kompletnie naonczas nie zrozumiałem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to wybitny artysta, absolutnie niezasługujący na zapomnienie, jakie dziś jest udziałem jego sztuki.

Owszem, życiorys Iwaszkiewicza, jego wybory życiowe, naznaczone są – delikatnie mówiąc – kontrowersyjnością, a mówiąc otwartym tekstem – często zupełnie haniebnymi decyzjami, owocującymi postępkami równie godnymi dezaprobaty czy wręcz potępienia.

Z pewnością Nanek w swych komentarzach nie omieszka nam o tym przypomnieć.

Ale czy znajomość życiorysu, świadomość, że jako człowiek - Iwaszkiewicz nie umiał często sprostać zasadom ludzkiej przyzwoitości - ma jednocześnie stanowić o likwidacji i zaprzepaszczeniu jego dorobku? Czy zapoznanie i milczenie jest właściwą drogą?

Oto dylemat, z którym się zmagam. I mimo wszystko jestem skłonny stanąć po stronie wielkości sztuki wobec miałkości życia.
Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 26-01-2009  |   komentarze: (11)

Nowa książka...

 

                  ...to zbiór wierszy (już dziewiąty) pod tytułem “Victoria”, a z dopiskiem “wiersze ostatnie”. Tomik, nakładem warszawskiego wydawnictwa Nowy Świat, ma się ukazać niebawem, czyli mniej więcej pod koniec stycznia lub na samym początku lutego.

W pewnym sensie jest kontynuacją “Skarbów dni ostatecznych”, przede wszystkim jeśli chodzi o tematykę, bo formalnie jest zupełnie do poprzedniej książki poetyckiej niepodobny.


Dopisek pod tytułem ma dwa znaczenia: informacyjne i metaforyczne. Rzeczywiście, są to wiersze ostatnio napisane, choć wcale nie najnowsze (pierwsze z nich powstały jeszcze w 2004 roku). Ale są też “ostatnie” w tym sensie, że niczego nowego (poetyckiego) już nie napisałem, a także – nie piszę. Być może to po prostu jakiś rodzaj czasowego odpływu sił lirycznych, a może coś poważniejszego i ... trwalszego?


Zapraszam zatem do lektury. Obiecuję też informować o ewentualnych spotkaniach, promocjach itd.


Czytelników blogu proszę jednocześnie o wyrozumiałość. Finiszuję obecnie z powieścią pisaną dla Wydawnictwa Literackiego i stąd – ale chwilowo! - nieco mniejsza moja aktywność w przestrzeni elektronicznej.

Kategoria: brak  |   Autor: Jarosław Klejnocki  |   dnia: 14-01-2009  |   komentarze: (3)


(c) 2008 klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl  |   Projekt i wykonanie www.yellowteam.pl